Dowody tajemnicy

Głos ojca Pio 83/5/2013

Z Grzegorzem Górnym, dziennikarzem, publicystą, współautorem książki „Dowody Tajemnicy. Śledztwo w sprawie zjawisk nadprzyrodzonych” rozmawia Cezary Sękalski

 

Jak to się stało, że zajął się Pan śledztwem w sprawie zjawisk nadprzyrodzonych?

Wspólnie z fotografem Januszem Rosikoniem wydaliśmy bogato ilustrowaną książkę pt. „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”. Praca nad nią zajęła nam dwa lata. Jeździliśmy po świecie, poszukując materialnych śladów po Jezusie, rozmawiając z naukowcami, zbierając dokumentację faktograficzną i fotograficzną. Niektórzy z badaczy, z jakimi się wówczas spotykaliśmy, zajmowali się nie tylko naukowym analizowaniem pamiątek po Chrystusie, lecz także studiami nad zjawiskami nadprzyrodzonymi.

Jedną z takich postaci był włoski lekarz medycyny sądowej, prof. Pierluigi Baima Bollone – człowiek, który dokonał sekcji zwłok zabitego przez Czerwone Brygady premiera Włoch, Aldo Moro i dzięki któremu odnaleziono sprawców tej zbrodni. Był on przez wiele lat nie tylko przewodniczącym Międzynarodowego Centrum Syndonologicznego, zajmującego się badaniem Całunu Turyńskiego, lecz także jedynym ekspertem, który zbadał naukowo fenomen cudu krwi św. Januarego w Neapolu.

Drugą postacią był ks. prof. Andreas Resch – austriacki redemptorysta, który z kolei napisał książkę o innej relikwii Chrystusowej, a mianowicie o Chuście z Manoppello. Założył on w Innsbrucku Instytut Badań Obszarów Granicznych Nauki, którego zadaniem jest naukowa analiza fenomenów nadprzyrodzonych.

Tak więc przy okazji poszukiwania śladów związanych z Jezusem natknęliśmy się na zupełnie inny temat: zjawisk niewytłumaczalnych w świetle nauki. Postanowiliśmy podążyć tym tropem i tak powstała książka „Dowody Tajemnicy”.

Jak długo trwało zbieranie materiałów do tej książki? Ile miejsc Panowie odwiedzili? Ile kilometrów przebyli?

Nie liczyliśmy nigdy kilometrów ani miejsc. Zbieranie materiałów trwało ponad rok, a w tym czasie odwiedziliśmy m.in.: Niemcy, Czechy, Austrię, Francję, Włochy, Hiszpanię czy Portugalię i, oczywiście, kilka miejsc w Polsce.

Nie obawiał się Pan zarzutu, że prowadzone śledztwo jest jedynie poszukiwaniem sensacji?

Nie, dlatego że naszymi przewodnikami w poszukiwaniach nie byli sensaci i gawędziarze, ale wiarygodni naukowcy, wybitni specjaliści w swoich dziedzinach, wykładowcy akademiccy, najczęściej osoby z tytułami profesorskimi. Powoływali się oni na najnowsze badania dokonywane za pomocą najbardziej zaawansowanych metod naukowych. Nie pisaliśmy więc o zasłyszanych plotkach, ale o konkretnych zjawiskach, które zostały przebadane przez naukowców, w niektórych przypadkach wielokrotnie i na wiele sposobów.

Przez lata PRL-u byliśmy karmieni sloganem o „światopoglądzie naukowym”, który zjawiska niewytłumaczalne naukowo z założenia klasyfikował albo jako zabobon, albo jako oszustwo. Czy echa tamtej mentalności dziś nadal funkcjonują?

Oczywiście, ponieważ światopogląd marksistowski bazował na wcześniejszym od niego paradygmacie oświeceniowym, dlatego mimo upadku komunizmu nadal jest on żywy – i to nie tylko w byłych krajach socjalistycznych, lecz także na Zachodzie. Ten „światopogląd naukowy”, o którym Pan mówi, opierał się na mechanistycznym materializmie, który każe odrzucić wszystko, czego nie da się zobaczyć, policzyć, zmierzyć i zważyć. Tymczasem już na początku XX wieku odkrycia fizyków cząstek elementarnych całkowicie zdruzgotały ten światopogląd. Podobnie zresztą jak późniejsze odkrycia genetyków.

Dziś fizycy każą nam wierzyć w rzeczy o wiele bardziej nieprawdopodobne niż dogmaty chrześcijańskie, na przykład w to, że cały, rozciągający się na miliardy lat świetlnych kosmos był kiedyś ściśnięty w jednym punkcie, mniejszym niż główka szpilki. Zwolennicy paradygmatu oświeceniowego nadal tkwią mentalnie w XVIII i XIX wieku, podczas gdy nauka już dawno poszła do przodu. Jest bardziej niż kiedykolwiek otwarta na wymiar tajemnicy. Dziś na amerykańskich uniwersytetach jest o wiele więcej ludzi wierzących wśród kadry profesorskiej na wydziałach nauk ścisłych i biologicznych niż humanistycznych.

Ciekawe, że w książce opisuje Pan również takich naukowców, którzy zamiast rzetelnie zbadać dane zjawisko, woleli od razu, bez dowodu uznać, że jest ono oszustwem...

Nie dawałem wiary naukowcom na słowo, ale starałem się sprawdzać to, co mówią. W związku z tym interesowały mnie wszelkie kontrowersje i różnice zdań między nimi. Badałem więc ich spory o autentyczność niektórych zjawisk. Tak było choćby w przypadku fenomenu w Sokółce. Okazało się, że ci profesorowie, którzy twierdzili, iż mamy do czynienia ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, osobiście badali ten przypadek z użyciem nowoczesnych środków technologii naukowych, natomiast ci, którzy utrzymywali, że to oszustwo, nie widzieli go nawet na oczy.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama