Słońce czy gwiazdka – co mam wybrać?

Rycerz Młodych 5/2013

O różnych zagrożeniach duchowych już pisałem, chociaż niektóre tematy ująłem ogólnikowo. Chciałbym dziś bardziej szczegółowo zająć się problemem muzyki i gwiazd estrady.

 

Zła czy dobra?

Muzyka – to coś niezwykle ważnego w naszym życiu. Wyraża i wywołuje emocje, przeżycia, odczucia. Służy zabawie, pomaga w odpoczynku, służy budowaniu więzi międzyludzkich, jest narzędziem do przekazywania różnych treści i wytwarzania określonej atmosfery. Muzyka połączyła wielu ludzi. Może nieść w sobie dobro, ale może także przenosić wartości przeciwne. Muzyka... – chyba nie da się w kilku zdaniach opisać, czym ona jest. Dla każdego z nas muzyka jest czymś innym. Niektóre rodzaje muzyki czy określone utwory są nam szczególnie drogie, jakoś wyjątkowo się nam kojarzą. Inne są dla nas obojętne, bez znaczenia. Muzyka odpowiada często na najgłębsze potrzeby ludzkiego serca. W pięknej muzyce można odnaleźć Boga.

Dobra i łagodna muzyka służy budowaniu więzi między ludźmi i wytwarzaniu dobrej atmosfery życzliwości i współpracy. Przy muzyce lepiej się pracuje, odpoczywa, spędza czas z rodziną. Muzyka za głośna lub drażniąca sprawia, że stajemy się nerwowi, nieuprzejmi, taki przekaz dźwięków szybko nas męczy i denerwuje. Muzyka to nie tylko relacja: JA i DŹWIĘK. Muzyka tworzy także inne więzi. Przenosi nas w świat wyobraźni i uczuć. Czyli istnieje relacja: JA i BOHATER UTWORU lub JA i TEMAT UTWORU (np. jakaś ważna osobistość, ojczyzna – w pieśniach patriotycznych, Bóg lub święci – w pieśniach religijnych). Powstaje także wspólnota: JA i INNI SŁUCHAJĄCY. Cieszymy się, że jesteśmy razem na koncercie, że słuchamy tej samej muzyki, łączą nas te same zainteresowania muzyczne. To dla nas ważne – nie jestem sam – są ludzie, którzy myślą i bawią się podobnie jak ja. To ważne dla każdego człowieka – mieć poczucie PRZYNALEŻNOŚCI.

Gwiazdy czy Słońce?

I wreszcie tworzy się więź: JA i WYKONAWCA. Jestem fanem tej czy innej gwiazdy. Jeżdżę na koncerty tego zespołu czy wokalisty. To jest ktoś ważny w moim życiu. Mam wobec tej osoby pozytywne uczucia i emocje. To jest ktoś, kto odgrywa ważną rolę w moim życiu i myśleniu, także na co dzień. Dla tej osoby jestem w stanie wiele znieść i poświęcić. Spotkać tę gwiazdę estrady to moje życiowe marzenie. Wszystko bym oddał, by chociaż chwilę porozmawiać, zapłacę każdą cenę za uścisk dłoni czy autograf mojego idola...

Dla młodego człowieka to normalne – mieć kogoś szczególnego wśród gwiazd, mieć swój autorytet muzyczny, należeć do fanklubu. To jest coś modnego, to oznacza moją przynależność do jakiejś grupy rówieśników. To sprawia, że mam jakąś określoną pozycję w gronie kolegów i przyjaciół. Jednak muzyczny bohater, gwiazda estrady może czasami stać się kimś więcej niż tylko osobą szczególnie lubianą i cenioną. To czasami nawet więcej niż autorytet. Gwiazda muzyczna staje się dla mnie czasem IDOLEM, czyli... BOŻKIEM. Świata poza nią nie widzę. Ona kształtuje moje myślenie, czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi i wskazówkom rozumu. Dla niej zrobiłbym i oddał wszystko, nawet własne życie. Jak mi każe, to nawet w ogień skoczę. Życia poza nią nie widzę. I tak niepostrzeżenie gwiazda zajęła w moim życiu miejsce prawdziwego Słońca. Zamiast cieszyć się bliskością Boga – prawdziwej światłości, zadowoliłem się słabiutkim światełkiem byle gwiazdeczki. Odepchnąłem lekkomyślnie miłość kochającego Boga, a zamiast tego zaufałem chwilowemu zauroczeniu jakiegoś muzycznego idola czy celebrytki.

Dziś coraz więcej jest przypadków uzależnień i zniewoleń duchowych wśród zagorzałych fanów tej czy innej gwiazdy. Dlaczego tak jest? Czasem można niepostrzeżenie wpaść w sidła zauroczenia człowiekiem. Dzieje się tak, gdy młody człowiek nie ma mocnej więzi z Bogiem. Jego dusza odruchowo będzie szukała spotkania z pełnią, z kimś wspaniałym. Jeśli nie będzie się zwracać do Boga, odnajdzie namiastkę szczęścia w spotkaniu z gwiazdą estrady. Jednak szybko się przekona, że to przelotna radość, chwilowa fascynacja, po której zostaje pustka, a czasami coś o wiele gorszego – GRZECH i BUNT. Niestety zauważamy liczne przypadki złej fascynacji muzycznej, które czasem skończyły się bardzo tragicznie – samobójstwem, depresją, załamaniem psychicznym, utratą rodziny i przyjaciół, odejściem od Boga i Kościoła. Zaczynało się niewinnie, potem dusza i psychika zostały zniewolone takim czy innym rodzajem muzyki lub wpływem danego wykonawcy. Na końcu nie było już odwrotu – więzi duchowe, przyzwyczajenie, fascynacja, pożądanie, szukanie przyjemności wzięły górę – samemu trudno się już z tych łańcuchów wyrwać.

Tylko Jezus daje prawdziwą wolność. Nawet gdy się Nim fascynujemy czy w Nim zakochujemy, pozostajemy wolni. Nie czujemy się związani i zmuszeni, ale możemy Go kochać dobrowolnie. Każdy idol karmi nas ulubionym rodzajem muzyki i słów, ale prędzej czy później zabierze nam wolność wyboru, pozostawi tylko pustkę i rozczarowanie. Nie warto zrezygnować z prawdziwego Słońca – Jezusa, tylko po to, by przez chwilę cieszyć się miganiem jakiejś podrzędnej gwiazdeczki, nawet jeśli jest bardzo atrakcyjna. To się po prostu nie opłaca...

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| MUZYKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama