Szata duchowna – nowy etap na drodze do kapłaństwa

Rycerz Młodych 5/2013

Powoli mijają wakacje, a w październiku na wyższych uczelniach rozpocznie się rok akademicki. Podobnie rzecz się ma z seminariami duchownymi.

 

Obłóczyny

Po złożeniu dokumentów w okresie wakacyjnym pod koniec września kandydaci do seminariów oraz klerycy z wyższych lat zjeżdżają do swojej uczelni, by rozpocząć studia. Zanim jednak to nastąpi, najpierw – przed inauguracją roku, a na zakończenie wakacji – cała wspólnota seminaryjna uczestniczy w rekolekcjach. To szczególny czas odnowienia swojego wnętrza i zamyślenia się nad słowem Bożym, Eucharystią i swoim życiem. Po zakończeniu rekolekcji, które zazwyczaj trwają od wtorku do soboty, ma miejsce szczególna i wyjątkowa uroczystość. Oto klerycy rozpoczynający trzeci rok studiów mają obłóczyny. Cóż to takiego?

Jak pisałem dwa numery wcześniej, czas seminarium możemy podzielić na dwie części. Pierwsza część to te dwa lata, kiedy podejmujemy studia z zakresu filozofii, kolejne cztery lata to czas zgłębiania wiedzy o Panu Bogu, czyli czas teologii. Rozpoczynając ten drugi okres, teologiczny, przywdziewa się strój duchowny – sutannę.

Czarna długa szata z rękawami zapinana z przodu na guziczki z włosia końskiego w liczbie trzydziestu trzech na pamiątkę lat życia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Podczas uroczystej Mszy świętej biskup błogosławi sutanny i kandydatów na kapłanów, którzy będą je nosić z przykazem, by swoim życiem i postępowaniem głosili Jezusa. Tak to jest, że gdy widzi się kogoś w sutannie, to od razu wiadomo, że idzie ksiądz. Nikt nie pyta, czy to jeszcze kleryk, czy już kapłan. To jest ksiądz! Tak to już jest z nami. Oprócz sutanny jest możliwość noszenia także stroju krótkiego, tzn. koszuli do koloratki (białego paska wsuwanego pod kołnierzyk koszuli), która symbolizuje stan kapłański.

Obłóczyny to wielka uroczystość dla wspólnoty seminaryjnej, ale jeszcze większa radość dla młodych chłopaków, kleryków trzeciego roku, którzy mogą poczuć się już choć trochę księżmi. Choć przed nimi jeszcze długa, czteroletnia droga do kapłaństwa. Sam bardzo dobrze pamiętam i miło wspominam tamten czas. Najpierw w wakacje zakup sutanny, a następnie oczekiwanie, by ją założyć i... wyjść do ołtarza i na ulicę. Radość, ale i obawa, jak zareagują inni, jak będą na mnie patrzeć, co będą mówić, czy mnie nie wyśmieją? Takie pytania w mojej głowie także się pojawiały, ale...

Do odważnych świat należy

I tu drobna refleksja, powrót do przeszłości. Gdy po obłóczynach przyjechałem do domu rodzinnego na Wszystkich Świętych, wybrałem się do kościoła parafialnego, by uczestniczyć we Mszy świętej. Kiedy szedłem przez blokowisko mojego miasta, czułem na sobie wzrok wielu ludzi, ale usłyszałem także – dobrze to pamiętam – pozdrowienie: Szczęść Boże! Tak – pomyślałem – jestem księdzem.

Jednak radość nie trwała długo. Kolejny „ciekawy” epizod miał miejsce w czasie pobytu w domu na święta Bożego Narodzenia. Podobnie szedłem do kościoła, tyle że tym razem usłyszałem: „Te, batman, czemu nie fruwasz, a idziesz?”. Nie obejrzałem się, ale z głową spuszczoną w ziemię doszedłem do kościoła. Eh...

Nie jest łatwo, ale Pan Jezus powiedział, że droga za Nim nie jest drogą łatwą i przyjemną, ale drogą piękną. Noszenie sutanny jest znakiem, dziś chyba tym bardziej szczególnym znakiem pójścia za Jezusem drogą powołania kapłańskiego.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama