By nie bać się śmierci

Przewodnik Katolicki 44/2013

To chyba najtrudniejszy moment, kiedy trzeba pożegnać kogoś bliskiego ze świadomością, że nie usłyszymy już jego głosu, nie spojrzymy w oczy ani się nie uśmiechniemy, reagując na spotkanie z nim. Rzeczywistość odchodzenia z tego świata wciąż pozostaje wielką tajemnicą mieszającą się z ogromnym bólem.

 

Czym byłoby ludzkie życie, gdyby nie perspektywa szczęśliwej wieczności nakreślona przez Jezusa Chrystusa? Gdyby ostatecznym momentem ludzkiej egzystencji miała być chwila, w której kończy się praca mózgu i przestaje bić serce, to właściwie nie warto się wcale urodzić. Bez rzeczywistości nieba oczekiwanie na moment śmierci łączyłoby się z ogromnym lękiem i poczuciem wielkiej tragedii,
która prędzej czy później musi nadejść.

Perspektywa wiecznej szczęśliwości

Patrząc na życie Jezusa Chrystusa i wsłuchując się w Jego nauczanie, zostajemy niejako osadzeni w tajemnicy nieba. On po to stał się człowiekiem, by objawić nam w pełni Ojca i dokonać dzieła Odkupienia, a więc otworzyć dla nas niebo. Jego wniebowstąpienie stało się wyniesieniem do chwały po prawicy Ojca, zjednoczonej z Nim ludzkiej natury. W ten właśnie sposób Chrystus ukazał nam cel naszych ziemskich dążeń, którym jest niebo, a więc przebywanie w obecności Boga we wspólnocie świętych. To właśnie wiara w Jezusa Chrystusa zasiadającego po prawicy Ojca, który zapewnia nas, że w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele, i mówi o tym, że On sam przygotowuje tam dla nas miejsce, staje się źródłem naszej nadziei. Sprawia, że dostrzegamy perspektywę szczęśliwej wieczności, a moment śmierci nie jawi się nam jako tragiczny koniec, ale raczej jako czas przechodzenia do innego świata. Człowiek, który wierzy w niebo, widzi zatem konkretny cel swojego życia i wie, że będzie żył wiecznie.

Świętych obcowanie

Każdy z nas przeżył zapewne rozstanie z kimś bliskim. Codziennie umierają ludzie i ktoś w związku z ich odejściem czuje się smutny i opuszczony. Tak wiele płynie wówczas łez i pojawia się mnóstwo pytań: dlaczego teraz, dlaczego on i to najważniejsze – co się teraz z nim dzieje. Odpowiedzi udziela nam nasza wiara. Każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę, a więc moment śmierci ciała nie jest końcem, ale zmianą. Rozpoczyna się rzeczywistość doświadczania innego świata. Jako ludzie wiary ufający Bożemu miłosierdziu wierzymy, że On tym, którzy odchodzą, daje możliwość pojednania ze sobą i zaprasza do nieba. Bóg chce zbawienia każdego człowieka, a więc jeżeli nie zamkniemy swojego serca, możemy być pewni, że to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć
(1 Kor 2, 9), stanie się naszym udziałem w momencie śmierci. Wiarę w niebo wyznajemy podczas każdej liturgii sprawowanej w uroczystości kościelne. Z wielkim przekonaniem wypowiadamy słowa, że wierzymy w świętych obcowanie i w życie wieczne. A więc nie musimy się już lękać przyszłości, bo gwarantem tego, że będzie szczęśliwa jest sam Bóg, pod warunkiem że my nie odrzucimy Jego propozycji.

Mieszkańcy nieba

Wierzymy, że można być świętym. Wiemy, że także pośród nas żyło wielu takich ludzi. W uroczystość Wszystkich Świętych oddajemy im cześć, radując się rzeczywistością nieba, w którym przebywają i doświadczają obecności Boga. Kim tak naprawdę są i co wielkiego zrobili? Jak bardzo trzeba być wyjątkowym, by zostać świętym? Znamy wiele żywotów świętych. Historie ich życia nas urzekają i zastanawiamy się, jak to możliwe, że człowiek może tak bardzo poświęcić swoje życie dla Pana Boga i drugiego człowieka. Często święci i błogosławieni jawią się nam jako pewien ideał dla nas całkowicie nieosiągalny. Kościół na przestrzeni wieków wyniósł na ołtarze całe rzesze świętych i błogosławionych właśnie po to, by ich postawa nas zachwyciła i pociągnęła do konkretnego działania, byśmy my także byli świętymi. Trzeba jednak powiedzieć, że mieszkańcy nieba to nie tylko Ci, których ogłoszono oficjalnie przez akt beatyfikacji lub kanonizacji. Pośród świętych są także tacy, o których nigdy nie słyszeliśmy i nie usłyszymy. Zwykli ludzie, którzy zrealizowali swoje życiowe powołanie, pozostając wiernymi Bogu i wypełniając to wszystko, co On zaproponował w swoim prawie. To ci, którzy żyli tak, jak proponuje Chrystus we fragmencie Ewangelii czytanym w uroczystość Wszystkich Świętych. Ubodzy w duchu, ci, którzy potrafili się smucić i płakać z tymi, którzy płaczą, cisi i pragnący sprawiedliwości, miłosierni i czystego serca, wprowadzający pokój i gotowi cierpieć prześladowanie dla sprawiedliwości, nielękający się tych, którzy urągają i mówią kłamliwie.

Powołani do świętości

Błogosławiony Jan Paweł II mówił: święci i błogosławieni stanowią żywy argument na rzecz tej drogi, która wiedzie do królestwa niebieskiego. Są to ludzie tacy jak każdy z nas którzy tą drogą szli w ciągu swego ziemskiego życia i którzy doszli. Ludzie, którzy życie swoje budowali na skale (…). Do świętości powołani jesteśmy wszyscy. Powołuje do niej sam Bóg: (…) w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi, na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty (1 P 1, 15–16). Okazuje się, że każdy bez wyjątku musi wejść na tę drogę, która prowadzi do nieba. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, by przez ciągłą pracę nad sobą i przez zaangażowanie w swoje nawrócenie coraz bardziej upodabniać się do Chrystusa. Wszystko po to, by po drugiej stronie życia wejść w tę rzeczywistość, w którą teraz wierzymy, i doświadczyć nieprzemijającego szczęścia obcowania świętych.

Ktoś powie, że to stwierdzenie jest dość ryzykowne. Myślę jednak, że świat pełen jest ludzi świętych. Wystarczy się rozejrzeć, by ich dostrzec. Zapewne wiele jest świętych ojców i matek, babć i dziadków, dzieci. Tak wielu przecież zachwyca nauczanie Jezusa Chrystusa i życie ideałami Ewangelii, a w ich życiu realizuje się przykazanie miłości Boga i bliźniego. Tęsknią za tym, by we wszystkim naśladować Jezusa Chrystusa.

Wykorzystać czas

Początek listopada to czas, kiedy częściej niż w ciągu roku nawiedzamy cmentarze. Na nich też zapewne znajdują się groby ludzi, którzy już są świętymi. Warto pomyśleć o świętości. Dzięki temu nasze wizyty na cmentarzu nie ograniczą się tylko do zapalenia znicza i złożenia kolejnej wiązanki kwiatów. Dzięki modlitwie i refleksji nie zrobimy z wizyty na cmentarzu „akcji znicz”. Przebywanie w tym miejscu to dobry moment na refleksję na temat przemijania ludzkiego życia. Chwila zastanowienia nad tym, jak w moim życiu dążę do świętości. Nie bójmy się też pytania, co by się stało, gdyby Pan Bóg przyszedł po mnie właśnie dzisiaj. Stojąc nad grobami naszych ukochanych zmarłych, warto przypomnieć sobie, że śmierć przychodzi jak złodziej w nocy, a Pan Bóg prosi, byśmy zawsze byli gotowi na spotkanie z nim. Patrząc na groby i płonące znicze, przypomnijmy sobie ten fragment Ewangelii, gdzie Chrystus prosi, by przepasane były nasze biodra i zapalone pochodnie, a my podobni mamy być do sługi oczekującego na powrót pana. On zaprasza nas do ciągłej gotowości na spotkanie z Nim. I jeszcze jedno. Pamiętajmy, że świętość jest osiągalna. Gdyby nie była, Jezus by do niej nie zapraszał. Bądźmy świętymi.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Dolorosa
    11.11.2013 00:16
    Nie pomniejszajmy Ewangelii.
    Wśród świętych w niebie z pewnością jest i "dobry" łotr, bo zapowiedział mu to sam Jezus. Jezus powiedział też, że prostytutki i kolaboranci wyprzedzą nas w drodze do Królestwa Niebieskiego (por. Mt 21, 31c).
    Daje to nadzieję na osiągnięcie Nieba nawet mordercom itp.
    Wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące też mają PEWNOŚĆ ZBAWIENIA i są "przyszłymi" świętymi ("przyszłymi", bo są już poza ziemskim czasem).
    Dlatego (według prywatnych objawień) żadna dusza czyśćcowa nie chciałaby wrócić na ziemię.
    Wszyscy święci to nie tylko ludzie wzorowo postępujący, ale i ci, którzy mimo złych uczynków potrafili uwierzyć w miłość, miłosierdzie i moc Jezusa, nawet tuż przed śmiercią.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama