To ci się na pewno uda

W drodze 11/2013

Choćby nie wiadomo ile rąk mnie trzymało, ile osób stało przy mnie, ile koronek do Bożego Miłosierdzia za mnie odmówiono i ile świeczek zapalono, to i tak w momencie śmierci będę sam.

 

WOJCIECH DUDZIK OP: Masz swoje prywatne wytłumaczenie tego, dlaczego boimy się śmierci?

ks. Jan Kaczkowski: Patrzę na te sprawy przez pryzmat choroby nowotworowej i myślę, że jest ona niezwykle stygmatyzowana. W moim odczuciu – mówię to jako praktyk rzeczywistości hospicyjnej, a nie tylko jako chory – są choroby, których powinniśmy się bardziej bać. Wszyscy budują mit raka jako choroby, której nie jesteśmy w stanie przezwyciężyć. A przecież niektóre postaci raka są mniej groźne niż powikłane zapalenie płuc. Rak jąder, który się zdarza u chłopaków dość często, jeżeli nie daje przerzutów, jest wyleczalny w 98 procentach. No ale to jest nowotwór! I to jeszcze jądra, które na pewno trzeba będzie odciąć. To jakiś dramat. Wyobraź sobie, że jesteś młodym chłopakiem i mają ci odciąć jajo. Kompletna katastrofa.

Boimy się jednak śmierci, niezależnie od tego, czy przyniesie ją rak, czy inna choroba.

Ludzie zawsze bali się śmierci. Owszem, kiedyś była ona bardziej obecna. Nagminnie umierały niemowlaki, dzieci. Umierało się na wyrostek robaczkowy i pęcherzyk żółciowy, które w tej chwili w każdym powiatowym szpitalu nawet niewprawny chirurg jest w stanie zoperować. Śmierć była wklejona w codzienność.

Czy wiesz, jak wygląda na oddziałach onkologicznych informowanie pacjentów o zbliżającej się śmierci?

Bardzo różnie. Bywają hardcorowcy, którzy biorą zdjęcie i mówią: „Ale sobie pani raczysko wyhodowała” – tekst oryginalny. Są też tacy, którzy mówią prosto z mostu: „My tego nie wyleczymy. To jest finał”. Sam niemal codziennie jestem czarnym krukiem, który przylatuje, siada obok człowieka i mówi o śmierci. Oczywiście nigdy nie mówimy, nawet jeśli ktoś wprost o to pyta, ile zostało mu życia. Używamy wtedy takiej zręcznej konstrukcji: raczej miesiące niż lata, raczej tygodnie niż miesiące, raczej dni niż tygodnie, raczej godziny niż dni. I to jest prawda, bo medycyna to nie matematyka. To jest bolesna konfrontacja. Za nią musi pójść wsparcie. Wyobraź sobie, że masz raka. Przychodzisz do mnie do hospicjum, jesteś bardzo zestresowany. Na marginesie – wielebni należą do tych, którzy najbardziej boją się śmierci. Rozmawiam z tobą, próbuję wyprzedzająco nazwać twój lęk, często używając przesadni. Jeżeli jesteś naprawdę przestraszony i wołasz: „Nic mi nie mówcie, ja nic nie chcę wiedzieć”, czasem nawet nie wołasz, tylko pokazujesz całym sobą, to ja muszę złamać tę konwencję i sprowadzić cię na ziemię. Nie wkręcać się z tobą w spiralę emocji. Mój przekaz będzie brzmiał mniej więcej tak: Wojtek, prawdopodobnie wyobrażasz sobie, że ja teraz siądę przy tobie i powiem ci, że jutro albo za chwilę umrzesz. Zobacz, chodzisz, myślisz. Dokładnie tak jak kilka dni temu. Przyjechałeś do hospicjum po to, by szukać pomocy. Na razie nic się dramatycznego nie dzieje. Umówmy się tak, że jak będzie naprawdę źle, to ja ci to powiem.

I to już wszystko?

Nie. Muszę się dowiedzieć, co wiesz o swojej chorobie, będę cię pytał, jak przebiegała, jak się zaczęła, chociaż przed rozmową z tobą czytałem twoją dokumentację medyczną, to łatwiej mi jest się schować za głupiutkiego księżulka, który trochę naiwnie pyta. Muszę to usłyszeć od ciebie. Możesz wiedzieć, że masz raka, i to w stadium bardzo zaawansowanym, a jednocześnie wcierać sobie cieciorkę w zranioną nogę, robić lewatywę z kawy i pić cudowne zioła od ciotki z Peru. Ludzie bardzo wykształceni i księża zachowują się w takich sytuacjach kompletnie nieracjonalnie. Jesteśmy pod tym względem równi. To jest bardzo demokratyczna choroba.

Klienta trzeba najpierw poznać i trochę podpompować. Tobie powiedziałbym tak: „Jesteś dominikaninem (podobnie działa to w wypadku policjanta, nauczyciela, lekarza czy rolnika, który miał ciężką pracę), na pewno wielu ludzi powierzyło ci swoje problemy, dzielnie to znosiłeś, jesteś gościem, który twardo stąpa po ziemi. Czy jesteś kimś, kto lubi o sobie decydować i chce o sobie wszystko wiedzieć?”. Wiadomo, że po takim wstępie człowiek raczej odpowie, że chce. Zatem gdy ktoś już odpowie „tak”, wtedy zadaję drugie pytanie: „Słuchaj i pamiętaj, że mówię zupełnie teoretycznie: A gdyby to były złe informacje, to mówić, czy nie mówić?”. I tu odpowiedzi są już bardzo różne. Rozkładają się pół na pół.

Są tacy, którzy mówią, że nie chcą nic wiedzieć?

Oczywiście. To jest tak zwany pacjent, który zrzeka się swoich kompetencji – i ma do tego prawo. No ale coś muszę mu powiedzieć.

Gdzie w takim razie jest granica między autonomią pacjenta a rzetelną informacją medyczną?

Autonomia pacjenta jest ogromną wartością. Ten człowiek ma prawo powiedzieć mi: „Spieprzaj, nie chcę cię tu widzieć”. Jednocześnie muszę być trzy kroki przed nim, bo on przychodzi do hospicjum w bardzo trudnym momencie, gdy zostało już zakończone leczenie przyczynowe, a zaczyna się objawowe. Jest wtedy rozchwiany psychicznie. Jeszcze nie jest umierający. Będzie nim w czasie konania. W sytuacji, kiedy myśli, że już nic nie można dla niego zrobić, muszę mu dać perspektywę podnoszenia jakości życia i jego przedłużania. Dawniej mówiłem: przedłużać życie i podnosić jakość. Teraz mówię: podnosić jakość i przedłużać życie. W tej kolejności. Te dwie wartości prędzej czy później zaczną się kłócić i tu się otworzy mnóstwo dylematów etycznych. Potwornie trudnych.

Czy informacja, że umrę, musi przyjść do mnie z zewnątrz?

Kiedy 1 czerwca zeszłego roku dowiedziałem się, że jestem chory, w ciągu pięciu sekund wiedziałem wszystko. Nogi się pode mną ugięły na korytarzu, na którym to usłyszałem – zostały wtedy popełnione wszystkie możliwe błędy w komunikowaniu o chorobie. Przeczytałem wynik mojego badania. Glejak, dużych rozmiarów, potem się okazało, że najgorszy – czwartego stopnia. Poszedłem na podziemny parking, gdzie oczywiście się poryczałem, bo jestem takim samym człowiekiem jak inni i byłem święcie przekonany, że wsiadam ostatni raz do samochodu. Na szczęście okazało się to nieprawdą.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| CHOROBA, ŚMIERĆ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama