Upadek kobiety

Rycerz Niepokalanej 9/2013

Współczesny świat jest przesiąknięty seksem. Wydaje się to być nieuchronnym i niemożliwym do zmiany procesem. Czy na pewno? Nasza postawa może się zmienić, gdy zdamy sobie sprawę ze skutków takiego stanu rzeczy. Dodatkową motywację możemy zyskać, gdy weźmiemy pod uwagę, że skutki te krzywdzą niepomiernie bardziej kobiety niż mężczyzn. Kobiety są prawdziwymi niewolnikami współczesnej kultury.

 

Stowarzyszenie Twoja Sprawa (STS) od kilku lat troszczy się o to, żeby przestrzeń publiczna w Polsce była wolna od wulgarnych i obscenicznych treści. Stowarzyszenie to zorganizowało 19 marca w Sejmie konferencję pt. Odebrana niewinność. Seksualizacja kobiet i dziewcząt w mediach i reklamie. W materiałach z konferencji znajduje się m.in. Raport Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (APA) na temat seksualizacji dziewcząt. Jest to ważny dokument, mimo że niektóre jego tezy są kontrowersyjne (np. dotyczące edukacji seksualnej czy antykoncepcji – ale jest ich bardzo niewiele).

Szkoła uwodzenia

Po pierwsze, należy dokładnie wyjaśnić, czym jest seksualizacja. Według Raportu seksualizacja ma miejsce np. wtedy, gdy mierzy się wartość osoby na podstawie jej atrakcyjności seksualnej, niezależnie od innych jej cech. Tak właśnie traktują dziewczęta liczne czasopisma młodzieżowe: ich treść nieustannie koncentruje się wokół tego, jak wyglądać seksownie, żeby zdobyć chłopaka. Badacze nazwali to „ubieraniem dla uwodzenia”. Nie liczy się ciekawe i harmonijne rozwijanie swojej osobowości, nie liczą się umiejętności.

Może to mieć niespodziewane i dalekosiężne skutki, zwłaszcza gdy dojdzie do tzw. samoseksualizacji, to znaczy, gdy dziewczęta i kobiety uwierzą, że w życiu ważne jest jedynie to, żeby być atrakcyjną. Mogą wtedy dojść do wniosku, że inne obszary ich rozwoju są nieistotne. Nie będą chciały się uczyć i zdobywać kwalifikacji, nie będą ambitne i twórcze, skoncentrują się jedynie na tym, co robić, żeby się podobać.

Zseksualizowany obraz kobiety może też powodować, że dziewczęta nie wybiorą zawodów, które mogłyby spowodować, że będą odbierane jako mniej seksowne, np. zawodów angażujących myślenie typu matematycznego czy kariery naukowej. Ponadto – jak stwierdzono w Raporcie – „dziewczęta nawiązują przyjaźnie lub odrzucają koleżanki w zależności od tego, czy prezentują się w sposób seksowny lub czy rywalizują o względy chłopców”. Dziewczęta, które cenią sobie inne wartości, są niepopularne i wyśmiewane.

Ale seksualizacja wpływa również na chłopców i mężczyzn. Ich wyobraźnia jest pobudzona przez liczne zseksualizowane obrazy kobiet, przez co gorzej oceniają oni prawdziwe kobiety, trudniej budują związki i są z nich mniej zadowoleni. Nie umieją patrzeć na kobiety inaczej jak tylko na obiekt seksualny, więc traktują je przedmiotowo i chłodno, nie będąc zdolnymi do zrozumienia ich i myśląc „tylko o jednym”. Uprzedmiotowienie dziewcząt powoduje też wiele przypadków molestowania seksualnego w szkołach. Co ciekawe, strój ma tu pewne znaczenie – według badań szkolne mundurki pozwalają wyeliminować liczne problemy.

Sprzedawanie ciała

Seksualizacja oznacza też kult ciała. Dotyczy to nieporównanie bardziej kobiet niż mężczyzn. Istnieje dzisiaj pewien kanon atrakcyjności fizycznej, do którego muszą dopasować się wszystkie kobiety pod groźbą ośmieszenia i wykluczenia. Sprawia to, że znajdują się one pod nieustanną presją dbania o wygląd, co z kolei prowadzi do różnych chorób, takich jak anoreksja (wstręt do jedzenia) czy bulimia (objawiająca się napadami żarłoczności), depresja oraz ciągły zły nastrój.

Porównywanie się z kobiecym ideałem seksowności powoduje u wielu kobiet poczucie wstydu z powodu swojego ciała. Podejmują one niekończące się zabiegi w celu jego upiększania, wydają zbyt dużo na kosmetyki i kosmetyczki, fryzjerów, gabinety odnowy, a wreszcie – operacje plastyczne. Zauważono też związek między niezadowoleniem z ciała a rozpoczęciem palenia papierosów u nastolatek.

Ktoś powie: kobiety zawsze przywiązywały dużą wagę do tego, żeby pięknie wyglądać – i oczywiście, będzie miał rację. Jednak dzisiaj można często odnieść wrażenie, że w kwestii kobiecości, zarówno mężczyźni, jak i kobiety – choć z różnych powodów – myślą „tylko o jednym”. Potwierdzają to badania:

„Brumberg (1997) przebadał pamiętniki amerykańskich dziewcząt z ostatnich 100 lat, by dowiedzieć się, jak postrzegały proces samodoskonalenia się. Wpisy z początku XX w. dotyczyły głównie zdobywania wiedzy oraz kształtowania dobrych manier. W pamiętnikach z ostatnich 20 lat dziewczęta skupiały się w większości na zmienianiu własnego ciała i dbaniu o atrakcyjność fizyczną”.

Pusto w głowie

Największym problemem jest właśnie to, że dziewczęta i kobiety same zgadzają się na traktowanie ich jako obiekty seksualne. To jest właśnie to, co psychologowie nazywają samouprzedmiotowieniem. Kobiety „uczą się traktować siebie jako przedmioty, które się ogląda i ocenia za ich wygląd”.

Jedno z badań opisanych w Raporcie pokazało niesamowicie wyraźnie, jak bardzo kobiety koncentrują się na swoim ciele: „Gdy studentki college’u były same w szatni, zostały poproszone o przymierzenie i ocenę stroju kąpielowego lub swetra. W czasie 10 minut kiedy miały na sobie jedno z tych ubrań, wypełniały test matematyczny. Wyniki pokazały, że rezultaty studentek, które były w kostiumach kąpielowych, były znacznie gorsze od tych, które miały na sobie swetry. W testach mężczyzn nie zanotowano różnic”.

Pokazuje to też, że myślenie o ciele i swojej atrakcyjności fizycznej zakłóca możliwości umysłowe dziewcząt. Okazuje się zresztą, że podobny efekt występuje w zakresie aktywności sportowej dziewcząt: „Fredrickson i Harrison (2005) obserwowały 200 dziewcząt w wieku 10-17 lat, jak rzucały piłką do softballu z całej siły o ścianę. Badaczki zauważyły, że im bardziej dziewczęta postrzegały swoje ciało jako przedmiot i przejmowały się wyglądem, tym bardziej prawdopodobne było, że osiągną gorsze wyniki w rzucie”.

Popatrzmy na to z drugiej strony: szczere zaangażowanie w sport mogłoby być jakimś antidotum na powszechną seksualizację. Potwierdzają to naukowcy. I choć, niestety, również dziedzina sportu się seksualizuje, póki co tutaj wciąż bardziej liczą się umiejętności niż wygląd.

Seks nasz powszedni

Seksualizacja dziewcząt i kobiet dokonuje się różnymi drogami. Dużą negatywną rolę odgrywają tutaj programy telewizyjne oraz filmy, w których na porządku dziennym są: wulgarny język, lubieżne spojrzenia, niewybredne żarty, molestowanie kobiet. Gwiazdy show-biznesu emanują swoją seksualnością, jest ona środkiem do zdobycia i utrzymania popularności. Dotyczy to też mężczyzn, ale w mniejszym stopniu. Zły wpływ telewizji ewidentnie zauważono na przykładzie zachodnich wysp Fidżi, odkąd uzyskały one do niej dostęp.

Szczególnym miejscem seksualizacji są teledyski i teksty niektórych piosenek. Można z nich nauczyć się, że kobieta jest po to, żeby zatańczyła taniec erotyczny i była gotowa do wykorzystania seksualnego. Również znane gry komputerowe zawierają coraz bardziej zseksualizowane postacie kobiet, z dużym biustem i dekoltem, prowokującym strojem i zachowaniem.

W Internecie problemem jest łatwo dostępna pornografia, która z samej definicji stanowi przedmiotowe traktowanie kobiety. Ale – co pokazało Stowarzyszenie Twoja Sprawa – również na „zwykłych” portalach, tych najczęściej odwiedzanych, aż roi się od obscenicznych, wulgarnych wpisów i zdjęć.

STS swoją działalność koncentruje głównie na reklamach i marketingu. Poziom reklam stale się obniża, bo ich twórcy wiedzą po pierwsze, że seks się zawsze dobrze sprzedaje, a po drugie, że to, co szokuje, przyciąga uwagę. Trudna jest walka na tym polu, bo w Polsce konsumenci mają niewielkie prawne możliwości wszczęcia postępowania w takich przypadkach. Pozostają masowe apele i protesty do Rady Reklamy, która jednak nie ma możliwości ukarania nieuczciwego reklamodawcy, np. grzywną. Mimo to wiele spraw udaje się wygrać. Warto w związku z tym przyłączyć się do działań STS przez Internet.

Nie wszystko stracone

Mogłoby się wydawać, że seksualizacja sprzyja rozwojowi seksualnemu dziewcząt. W rzeczywistości jest odwrotnie. Dziewczęta i kobiety, będące pod presją współczesnej kultury, źle odnoszą się do naturalnych funkcji swojego ciała, jak: karmienie piersią, menstruacja czy pocenie się. Wykazują też patologiczną uległość w kwestii seksu, a jednocześnie w relacjach seksualnych są „zablokowane”, bo wstydzą się swojego ciała. Są niezadowolone ze swojego dziewictwa i zahamowań, a z drugiej strony nie potrafią pozbyć się obawy przed seksem.

Co możemy zrobić, żeby walczyć z seksualizacją współczesnej kultury? Raport psychologów amerykańskich postuluje wprowadzenie do szkół tzw. alfabetyzacji medialnej, czyli nauczania umiejętności krytycznego korzystania z mediów. Zresztą w tym zakresie olbrzymią rolę do odegrania ma również rodzina. Badania potwierdziły, że wspólne oglądanie mediów w rodzinie, połączone z odpowiednimi komentarzami ze strony rodziców, daje bardzo dobre rezultaty wychowawcze. Może więc lepiej, zamiast wyłączać telewizor czy komputer, zasiąść do nich wspólnie z dziećmi?

* * *

Przed samouprzedmiotowieniem w dużej mierze chroni religia, medytacja, albo ogólniej – duchowość. Dla nas wielką inspiracją może być nauczanie bł. Jana Pawła II, który w Liście do kobiet ubolewał: „Jakże często oceniano kobietę w przeszłości i ocenia się jeszcze dzisiaj bardziej według wyglądu zewnętrznego niż jej zdolności, profesjonalizmu, inteligencji, bogactwa wrażliwości, czyli ostatecznie według jej godności!”.

Ojciec Święty wyraził także swój podziw dla tych kobiet, które walczyły i walczą o respektowanie ich godności. Walka ta ma sens i jest konieczna! Niech jej patronem będzie św. Józef, którego przyzywamy jako Przeczystego Stróża Dziewicy. Tak się składa, że konferencja nt. seksualizacji kobiet i dziewcząt, którą zorganizowało w Sejmie STS, wypadła dokładnie w jego święto.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • ewunia
    23.11.2013 21:31
    moja patronka jest sw. Hildegarda i sw. Teresa z Avila. Z tekstem sie prawie zgadzam, ale za problemy emocjonalne dziewczat obwiniam tez po czesci ich mamy, ze nie ucza corek byc silnymi niezaleznymi kobietami. No wlasnie tak jak np. byla Teresa z Avila.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama