Drogowskazy na czas zamętu (Podsumowanie Roku Wiary)

Rycerz Niepokalanej 11/2013

O Roku Wiary, Soborze Watykańskim II i „Katechizmie Kościoła Katolickiego” opowiada ks. prof. Tadeusz Panuś, profesor katechetyki, wieloletni dyrektor Wydziału Katechetycznego Archidiecezji Krakowskiej, a od 2012 r. proboszcz kolegiaty św. Anny w Krakowie.

 

Jak Ksiądz zareagował, gdy Benedykt XVI ogłosił Rok Wiary dla Kościoła?

Ks. Tadeusz Panuś: Jestem fanem intelektu Józefa Ratzingera – Benedykta XVI. Czytanie go to była rozkosz duchowa. Wszystko, co on proponował, brałem jak ciepłe bułeczki, niczego nie trzeba było korygować. Dlatego propozycję Roku Wiary przyjąłem również jako wykwit jego intelektu. Ta decyzja wpisana też była w jego długofalowy program – widać to dobrze po cyklu encyklik przez niego przygotowanych. To, co przeczytałem w Porta fidei (list apostolski ogłaszający Rok Wiary – przyp. red.), potwierdza tezę, że minął czas wiary oczywistej, którą się przyjmowało w sposób socjalny – bo rodzina i społeczeństwo było religijne, bo ludzie z wioski czy osiedla szli do kościoła. Zaczął się czas wiary z wyboru. Rok Wiary ma rozpocząć dyskusję nad pogłębianiem tego problemu, bo żaden wiatr nie sprzyja tym, którzy nie wiedzą, dokąd płynąć.

Myśli Ksiądz, że Rok Wiary będzie historyczną cezurą rozpoczynającą w historii Kościoła czas wiary z wyboru?

TP: Tego nie trzeba zaczynać, to już jest. Wiara rozumiana niegdyś jako coś oczywistego, staje się czymś niezwykłym, musimy się usprawiedliwiać. Świat bardzo mocno i szybko poganieje – wracamy do czasów sprzed edyktu mediolańskiego. Zjawiska przez wieki uważane za złe, dziś są promowane. W tym świecie jesteśmy wezwani do zdania sprawy z nadziei, która w nas jest – intelektualnie, moralnie, przez styl życia, a może nawet – obym nie miał racji – przez męczeństwo. Bo jak inaczej oceniać np. aresztowania osób, które bronią nienarodzonych w USA czy Kanadzie? Nie dlatego, że coś zrobili, ale tylko za to, że protestują, przypominając, że to jest życie.

Powiedział Ksiądz, że Rok Wiary wpisuje się w cykl encyklik Benedykta XVI. Ale przecież on, przed publikacją encykliki o wierze, zrezygnował z urzędu. Czy to historyczne wydarzenie też należy interpretować w kontekście wiary?

TP: Nie wiemy, jak ta decyzja dojrzewała w Benedykcie XVI. Ale bardzo spodobało mi się to, gdy mówiąc o swojej rezygnacji, stwierdził, że rozeznał, iż taka była wola Boża. My zapomnieliśmy, że zadaniem uczniów Chrystusa jest stawianie sobie na co dzień pytania: „Czego Bóg ode mnie chce?”. Nie mam wybierać tego, co mi się opłaca, co jest wypadkową moich interesów, egoizmu, ambicji, talentów, co przyniesie mi sukces, ale mam szukać woli Bożej. Kompletnie nie zrozumiały tego media głównego nurtu, które doszukiwały się w tej decyzji echa jakichś poważnych problemów w Kościele czy samej Kurii Rzymskiej. A Benedykt XVI powiedział, że Kościół ma się świetnie, gdyby było inaczej, papież by nie rezygnował, oddałby życie za Kościół. Ale tak odczytał wolę Bożą, że należy oddać ster łodzi Piotrowej komuś innemu. Miejmy zaufanie do uczciwości intelektualnej tego człowieka. Dziś, z perspektywy ponad półrocza nowego pontyfikatu, nikt nie myśli już o tym, że decyzja Benedykta XVI to było tchórzostwo. Dzisiejszy entuzjazm wokół papieża Franciszka zawdzięczamy przygotowaniu, które uczynił jego poprzednik.

A wracając do papieskich encyklik?

TP: Przecież encyklika Lumen fidei została napisana na „cztery ręce”. To pokazuje, że mamy jeden Kościół, w którym każdy ma swój charyzmat. Dziedzictwo jest podejmowane i kontynuowane. W tym kontekście warto przypomnieć Bernarda z Chartres: „Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów. W ten sposób widzimy więcej i dalej niż oni, ale nie dlatego, ażeby wzrok nasz był bystrzejszy lub wzrost słuszniejszy, ale dlatego, iż to oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą gigantyczną wysokość”. Na ramionach profesora, teologa, dogmatyka – mówi się, że Benedykt XVI w przyszłości zostanie ogłoszony doktorem Kościoła – staje pokorny Franciszek i podejmuje jego encyklikę o wierze. To jest ta sama nauka, a ludzie o tak różnych temperamentach i osobowościach.

Czy Kościół wykorzystał Rok Wiary?

TP: To pytanie trzeba zadać Duchowi Świętemu (śmiech). Odpowiadając, wrócę jeszcze do tej zmiany na Tronie Piotrowym. 28 lutego, w dniu formalnej rezygnacji Benedykta XVI, zaprosiłem studiującą młodzież Krakowa do kolegiaty św. Anny. Tak szczelnie wypełnionego kościoła już dawno nie widziałem. Studenci przyszli podziękować za pontyfikat Benedykta XVI.

Z wykorzystania tego czasu każdy musi zdać relację sam – zgodnie z funkcją, którą pełni.

A jak w Księdza parafii przeżywany był Rok Wiary?

TP: Podjęliśmy cykl Kolegiata czyta Katechizm. Na comiesięczne spotkania kolejne wybrane wątki z Katechizmu Kościoła Katolickiego przygotowywali świeccy, żeby odejść od stereotypu, że to tylko domena duszpasterzy. Uczestniczyłem w tych spotkaniach. Początkowo parafianie spoglądali na mnie z niepokojem, czy akceptuję to, co mówią, to jak odczytują prawdy katechizmowe. Ale szybko okazało się, że moją rolą nie jest czuwanie nad poprawnością, tylko uczestnictwo na tym samym poziomie i wspólne dzielenie się spostrzeżeniami.

Inne parafialne inicjatywy to np. intronizacja Pisma Świętego w kościele. Zauważałem, że ludzie zatrzymywali się i czytali.

Kolejna rzecz to zaangażowanie świeckich w liturgię. Zdziwiłem się, jak chętnie ludzie zaczęli czytać słowo Boże czy śpiewać psalmy. Stworzyliśmy też grupę modlitewną, która przygotowuje „modlitwę wiernych” na Msze święte. Bardzo mnie cieszy, że to jest nasza wspólna modlitwa, bo taka jest specyfika Kościoła, w którym każdy dzieli się swoim charyzmatem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| ROK WIARY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama