Jestem zamężna, ale sama

La Salette. Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 6/2013

Wspólnie ustaliliśmy, że mąż wyjedzie, zarobi, urządzimy się, coś w życiu osiągniemy, będziemy mieć. I tak rzeczywiście było. Samochód, dom, względna stabilizacja finansowa. Jednak czas mijał, a my jako małżonkowie oddalaliśmy się od siebie. Przestaliśmy się rozumieć, potrzebować, widzieć. Jeden kontrakt, potem kolejne...

 

Czy bycie matką i żoną to obowiązek, wyrzeczenie, poświęcenie czy dar?


Wszystkiego po trosze (śmiech). Gdyby ktoś przed laty powiedział mi, że bycie żoną jest poświęceniem, od razu, stukając się w czoło, odrzekłabym, że nie rozumie małżeństwa. Przed laty, gdy zaczynaliśmy ze Stachem wspólną drogę wydawało mi się, że wystarczy tylko miłość, szacunek i zrozumienie. Dzisiaj dalej tak uważam, ale bardzo ważna jest też obecność i bliskość. Rodzina to ojciec, matka i dzieci. Nie ma innej alternatywy. Tłumaczenia, że brak pieniędzy, że jakoś damy radę mimo rozłąki to ułuda. Odczułam to sama, odczuły moje córki i dlatego wiem, co mówię. Razem, przy Bożej pomocy, można dojść do wszystkiego, wszystko osiągnąć, wszystkiemu podołać. Potrzeba tylko uporu, konsekwencji i cierpliwości. Jakoś od dziecka utkwiły mi w pamięci słowa mojej babci, która często powiadała „nim zaczniesz – odmów zdrowaśkę”. A wracając do pytania… Być żoną, matką to dar i powołanie zarazem. Spodziewasz się dziecka, ono rośnie w tobie, a ty już zastanawiasz się, czy będzie zdrowe, czy zdołasz je wychować, przygotować do życia. To cud w tobie. To fenomen i błogosławieństwo niebios. Jednak to także ogrom pracy, trosk i walki.


Czyli my, mężczyźni, was, kobiet, nie rozumiemy?


Nie, to nie w tym rzecz. Wy patrzycie na świat w kategoriach ma – nie ma, posiada – nie posiada. My potrzebujemy jeszcze czegoś więcej. Takiego wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, przysłowiowego wysłuchania dziesiąty raz, że ten kolor w pokoju nie pasuje, że dziecku trzeba coś kupić, że boli mnie głowa i na nic nie mam siły i ochoty. Kiedy Stasiu po raz pierwszy wyjeżdżał za granicę, myślałam tylko o pieniądzach, które zarobi. Moja zachłanność i krótkowzroczność przysłoniły wszystko inne. Niedługo po wyjeździe męża przekonałam się, jak bardzo się myliłam, bo zostałam sama z córeczkami. Owszem, moi rodzice i teściowie mnie wspierali, ale to nie to samo, co mąż. Wszędzie byłam sama. Słomiana wdowa, żona emigranta… A mnie oczy zachodziły łzami. Tatuś kiedy przyjedzie? Dlaczego nie ma światła w łazience? Jak dowieźć Żanetę na badanie bilansu przedszkolnego? Uroczystości rodzinne, ja jestem zamężna, ale sama. Ot codzienność. Czy trzeba wymieniać dalej?



Wyjazd męża zatem był pomyłką dla waszej rodziny?


Nie, potrzebowaliśmy pieniędzy. Przecież niczego tak na dobrą sprawę nie mieliśmy. Jednak powinniśmy jechać razem, bo my tutaj w kraju byłyśmy same, a on tam za morzem pewno tęsknił, ale nas nie rozumiał. Telefonowaliśmy, rozmawialiśmy, były powroty świąteczne, jednak rozłąka jest nieznośna. Powiem drastycznie – jest zabójcza dla rodziny, dla małżeństwa i jego trwałości. Czas i rozłąka powoli wszystko niszczą, zmieniają, oddalają. Rodzi się – jeżeli jeszcze nie obojętność, to niezrozumienie, podejrzenia, zazdrość.


To chcieliście się rozejść? A gdzie przysięga małżeńska? Co z dziećmi?
T

o wszystko nie jest takie proste. Jest coś za coś. Wspólnie ustaliliśmy, że mąż wyjedzie, zarobi, urządzimy się, coś w życiu osiągniemy, będziemy mieć. I tak rzeczywiście było. Samochód, dom, względna stabilizacja finansowa. Jednak czas mijał, a my jako małżonkowie oddalaliśmy się od siebie. Przestaliśmy się rozumieć, potrzebować, widzieć. Jeden kontrakt, potem kolejne. Waluta zastąpiła bliskość, a może nawet miłość. Dzieci dorastały, problemy i troski życia codziennego dopełniły reszty. On wracał, wytykał błędy, rozliczał z wydatków. Ja chwilami byłam bezradna, wręcz nieudolna, a działać trzeba było niekiedy natychmiast. Przecież najpiękniejsze prezenty pod choinkę nie zastąpią dzieciom ojca, który nie jest przecież tylko od finansowania, ale od stawiania wymagań. To nie jest rola dziadka czy najlepszego nawet wujka. Tego w naszej rodzinie po prostu zabrakło.



Ty i dziewczynki odzwyczaiłyście się od męża i taty?

Można tak powiedzieć. Nie był nam potrzebny na co dzień. Był gościem, sponsorem, kimś, przed kim można było się pochwalić, ale nie wyżalić, otworzyć, wypłakać. Jak to młodzież teraz mówi – „nadawał na innych falach”. Nawet wakacyjny wyjazd był udawanym obowiązkiem. Chwilami nawet myślałam, że tam za morzem jest jakaś inna, która mnie zastępuje. Jednak dostaliśmy ostrzeżenie od Boga przez moją chorobę. Ten „wyrok lekarski” na mnie był zbawienny dla naszej rodziny. Przyznaję. Nie obeszło się bez łez, złorzeczeń, załamywań rąk, prób żegnania się z córkami, chwilowego zwątpienia.



Konieczność powrotu czy lojalność i wierność?

Przyznam, że jako kobieta byłam ogromnie zaskoczona postawą męża. Od rozmowy telefonicznej, w której przekazałam Stachowi tragiczną dla mnie wiadomość o podejrzeniu raka w prawej piersi, do jego powrotu minął chyba tylko dzień. Odnalazłam męża i ojca córek. Jemu rzeczywiście zależało na mnie i dzieciach. To nie były tylko słowa. Wówczas tego wsparcia naprawdę potrzebowałam i je otrzymałam. Dziewczyny w domu podobno też nie mogły wyjść z podziwu. Pewno tak miało być.
Żyję, jestem, kocham swoją rodzinę – męża i córki. Czasami nawet żartuję, że mam nowego męża „tylko ze starym certyfikatem wierności”.



A co na przyszłość?

Nie pytam o jutro. Dziękuję za dziś. Po cichu marzę, że dobry Pan da mi ujrzeć wnuki. Owszem, mamy z mężem plany, ale bardziej dotyczą zupy, jaką przygotuję jutro, niż przyszłości naszych córek. Nie wiem, jak Stachu to robi, ale nie brakuje nam od przysłowiowego pierwszego do pierwszego, chociaż jest w kraju. Odbieram tylko telefony z pytaniami, czy mąż ma wolny termin na wykonanie remontu, rozbudowy, pomalowanie pokoju. Jednak mówię w imieniu wszystkich kobiet z naszej rodziny – nie puścimy go już z domu. Jest nam potrzebny ojciec i mąż, a nie jego pieniądze.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama