Z życia do życia

Niedziela 13/2014

2 kwietnia 2005 roku Jan Paweł odszedł do domu Ojca

 

Dziewięć lat temu, 2 kwietnia 2005 r., w godzinie Apelu Jasnogórskiego, o 21.37, przestało bić serce Papieża Polaka. Między sobotą, gdy odszedł do Domu Ojca, a następnym piątkiem, gdy został pochowany, świat jakby się zatrzymał. Kolejny papież – Benedykt XVI szybko rozpoczął proces beatyfikacyjny. Zaledwie sześć lat później, 1 maja 2011 r., Jan Paweł II został wyniesiony do chwały ołtarzy przez swojego następcę. Teraz trwają przygotowania do kanonizacji, której 27 kwietnia 2014 r. dokona papież Franciszek.

Odpowiedź

Floribeth Mora obudziła się i jej wzrok padł na zdjęcie Jana Pawła II, które znajdowało się na okładce dodatku do gazety. W publikacji umieszczono biografię Papieża, opis pontyfikatu, listę jego podróży. Patrzyła przez dłuższy czas na fotografię Ojca Świętego, który w charakterystycznym geście rozkładał ręce, jakby chciał wszystkich objąć. Wpatrywała się w jego oczy i nagle usłyszała głos, który mówił: „Wstań, nie lękaj się”.

Wydarzyło się to na Kostaryce 1 maja 2011 r., kilka godzin po tym, jak w Rzymie Benedykt XVI beatyfikował swojego poprzednika. Trzy tygodnie wcześniej, 8 kwietnia – dokładnie w 6. rocznicę pogrzebu Jana Pawła II – Floribeth obudziła się z potwornym bólem głowy. Jego przyczyną był niemożliwy do operacyjnego usunięcia tętniak mózgu.

Niewytłumaczalne po ludzku zniknięcie tętniaka było tym cudem, który otworzył drogę do kanonizacji Jana Pawła II. Niezwykle wymowne w tej historii są daty: w rocznicę jego pogrzebu choroba się ujawniła, tuż po beatyfikacji – zniknęła. Jeszcze wymowniejsze są słowa, które usłyszała uzdrowiona: „Wstań, nie lękaj się”.

Wstań

„Gdy nadeszła «Jego godzina», Jezus mówi do tych, którzy z Nim byli w ogrodzie Getsemani – do Piotra, Jakuba i Jana, najbliższych, szczególnie wybranych i umiłowanych uczniów: «Wstańcie, chodźmy!» (por. Mk 14, 42)” – pisze Papież w książce poświęconej swojej posłudze biskupiej.  „Nie tylko On sam ma «pójść» ku wypełnieniu tego, co zamierzył Ojciec, ale również oni z Nim”.

Do tego właśnie dzieła Jana Pawła II nawiązał kard. Joseph Ratzinger w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej 8 kwietnia 2005 r.:

„«Wstańcie, chodźmy!» – to tytuł jego przedostatniej książki. «Wstańcie, chodźmy!» – tymi słowami obudził nas z wiary zmęczonej, snu uczniów, tych z wczoraj i tych współczesnych. «Wstańcie, chodźmy!» – mówi dziś także nam. Ojciec Święty był kapłanem aż do głębi, bowiem oddał życie Bogu za swoje owce, za owce całego świata, w codziennym darze służby Kościołowi, a zwłaszcza w trudnej próbie ostatnich miesięcy”.

Kardynał Ratzinger mówił wówczas o trzech odpowiedziach na wezwanie: „Pójdź za Mną!” – na wezwanie do kapłaństwa, do biskupstwa i wreszcie do papiestwa:

„W październiku 1978 r. kardynał Wojtyła słyszy na nowo głos Pana. Odnawia się dialog z Piotrem, który zabrzmiał w dzisiejszej Ewangelii: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Paś owce moje!». Na pytanie Pana: Karolu, czy Mnie miłujesz?, arcybiskup krakowski odpowiedział z głębi swego serca: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Miłość Chrystusa była główną siłą naszego umiłowanego Ojca Świętego. Kto go widział modlącego się, kto go słyszał głoszącego, to wie. I tak dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł nieść ten ciężar, który przekracza normalne siły ludzkie: być pasterzem trzody Chrystusa i Jego Kościoła powszechnego”.

Każdy następny dzień, miesiąc i rok pontyfikatu przynosił kolejne odpowiedzi „tak”: zamach i przebaczenie Ali Agcy, pielgrzymowanie po całym świecie i wynoszenie na ołtarze tak wielu świadków wiary, po ostatnie zmagania z chorobą i słabością. Takim „wstańcie, chodźmy!” były Światowe Dni Młodzieży, walka o obronę życia ludzkiego, rozliczne starania o pokój, dążenie do jedności w Kościele, a także prośba o przebaczenie za grzechy chrześcijan.

Nie lękaj się!

„Nie lękajcie się, drodzy bracia i siostry, przyjąć Chrystusa i Jego władzy. Dopomóżcie Papieżowi – dopomóżcie wszystkim, którzy chcą służyć człowiekowi i całej ludzkości. Nie lękajcie się – otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemów ekonomicznych, systemów politycznych, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się – Chrystus wie, co jest we wnętrzu człowieka, tylko On jeden wie. A dzisiaj człowiek tak bardzo często nie wie, co w nim jest. Tak bardzo często jest niepewny sensu swojego życia na ziemi, miota się między zwątpieniem a rozpaczą. Pozwólcie – proszę Was, błagam Was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. On jeden ma słowa życia – życia wiecznego”.

Pamiętamy ten fragment homilii Papieża z inauguracji pontyfikatu, 22 października 1978 r. Słowa „Non abbiate paura!” (Nie lękajcie się!) widniały też na Placu św. Piotra w dniu jego beatyfikacji, 1 maja 2011 r.

Warto zauważyć, że Kościół, wyznaczając datę wspomnienia błogosławionego, a wkrótce świętego Jana Pawła II zrezygnował z tak zwanej daty urodzin dla nieba (czyli daty śmierci) właśnie na rzecz 22 października.

Dlaczego mówił on wówczas o lęku? Odebraliśmy to w kontekście sytuacji światowej – panowania ateistycznego komunizmu, być może ataków terrorystycznych, groźby konfliktu nuklearnego. Ale czy Papież nie opisywał wówczas także własnego doświadczenia? Przecież wyznał publicznie: „Bałem się przyjąć ten wybór”, mówiąc o werdykcie (czy, jak to nazwał sam – „wyroku”) konklawe.

Słowa „Nie lękajcie się” przypominają też fragment Ewangelii wg św. Łukasza o narodzeniu Jezusa. Pasterze w Betlejem słyszą od aniołów: „Nie bójcie się, oto zwiastuję wam radość wielką”. Jan Paweł II już na progu pontyfikatu myślał o tym, że staje przed nim zadanie wprowadzenia Kościoła w trzecie tysiąclecie od narodzenia Jezusa.

To się udało. Po Wielkim Jubileuszu Roku 2000 przyszły jednak inne zagrożenia, których symbolem są walące się wieże World Trade Center. I wtedy Papież zaczął powtarzać (także w Krakowie podczas ostatniej pielgrzymki do Polski): „Przestań się lękać”. Wówczas może bardziej niż na początku jego papieskiej drogi widzieliśmy, że on sam miał się czego bać – choroby, niepełnosprawności, niedołężności.

Cnota męstwa

Znamy dość dobrze fakty – przynajmniej najważniejsze – z historii pontyfikatu Jana Pawła II. Dziś, kiedy przygotowujemy się do kanonizacji naszego Rodaka, może warto zastanowić się nad tym, jakich cnót są one wyrazem. Święty to ten, który w sposób heroiczny praktykuje trzy cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość oraz cnoty moralne: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo. W procesie kanonizacyjnym trzeba wykazać wszystkie cnoty, choć nie wszystkie muszą występować w równym stopniu.

Wiemy, że Jan Paweł II był człowiekiem wielkiej wiary. Jak on się modlił, ileż łask i cudów doświadczyli ludzie za przyczyną jego wstawiennictwa u Boga! Wiemy, że był człowiekiem wielkiej nadziei – za czasów jego pontyfikatu rzeczy niemożliwe stawały się możliwe. Dobrze obrazują to słowa Papieża do kanclerza Niemiec Helmuta Kohla, gdy razem przekraczali Bramę Brandenburską: „Panie kanclerzu federalny, to szczęśliwa chwila w moim życiu, jesteśmy pod Bramą Brandenburską, papież i kanclerz. Muru już nie ma, Niemcy są zjednoczone, a Polska wolna”. Wiemy też, że potrafił kochać. Chyba najbardziej przejmujący tego dowód otrzymaliśmy w ostatnim tygodniu pontyfikatu, gdy – znękany chorobą – powiedział arcybiskupowi Dziwiszowi: „Może lepiej, żebym umarł, jeśli nie mogę spełniać powierzonej mi misji”. Zaraz jednak dodał: „Niech się spełni wola Twoja. Totus Tuus”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama