Modlitwa, przyjaźń i życie

Zeszyty karmelitańskie 1/2014

Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub liturgicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do zniesienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”

 

Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9).

Akt modlitwy jest jasną świadomością przyjaźni, która łączy Boga z daną osobą. Święta pragnąc określić tych, którzy praktykują modlitwę, mówi, że oni „widzą, że [Bóg] na nich patrzy” (Ż 8,2), „widząc, że na nich spogląda” (Droga doskonałości [D] 41,3).

Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9).

W modlitwie-przyjaźni miłość jest istotą tej relacji. Pomiędzy dwojgiem przyjaciół panuje miłość, wzajemne przyjęcie i oddanie się. Dlatego też te osoby spotykają się w mniej lub bardziej ukształtowanym „my”. Mówi o tym wyraźnie Teresa: „istota doskonalej modlitwy” nie tkwi w tym, aby „dużo myśleć, ale aby dużo miłować”.

Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub litur­gicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do znie­sienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”

1.

Modlitwa-przyjaźń jest życiem i praktyką bezinteresowności, nie wchodzi w zakres tego, co użyteczne lub potrzebne i rzeczy „nadających się do czegoś”. Sama w sobie stanowi swoje uzasadnienie, swoją war­tość: jest realizacją powołania do bycia w relacji, bycia i życia „z” – w komunii horyzontów i dróg. Święta Teresa mówi o byciu ludźmi modlitwy oraz prakty­kowaniu konkretnego „aktu” modlitwy, jedynie po to, aby służyć swo­jemu ukrzyżowanemu Chrystusowi (Twierdza wewnętrzna [T] 2,9). Zachęca nas do opo­wiedzenia się „wyłącznie za pomaganiem Chrystusowi w dźwiganiu krzyża” (Księga życia [Ż] 15,11); „niech ten, kto rozpoczyna, nie myśli o prezentach, ponieważ jest to bardzo nędzny sposób rozpoczynania tej drogi” (T 2,1,7). Wszystko jest drugorzędne, nieistotne – wszystko, oprócz „przy­lgnięcia do krzyża, który Wasz Oblubieniec dźwigał na sobie” (T 2,1,7; Ż 15,11; Ż 11,14). Jan od Krzyża również nieustannie odwołuje się do bezinteresowności w relacji z Bogiem. W sposób otwarty wspomina o tym, jak o czymś, czym życie już jest, gdy mówi na bardziej zaawansowanym etapie procesu duchowego: „całe jej [duszy] zatroskanie skie­rowane jest na to, jak mogłaby sprawić Bogu jakąś przyjemność (...), choćby miało to ją sporo kosztować” (Noc ciemna [N] 2,19,4). Jan od Krzyża do­strzega wyraźnie, że „wielu szuka w Tobie własnej pociechy i przyje­mności (...), a ci, którzy Tobie starają się sprawić przyjemność i uczynić to swoim kosztem, stawiając na drugim miejscu własną korzyść, są bardzo nieliczni” (Tamże czyli w Nocy ciemnej? To jest cytat z Nocy ciemnej czy z Drogi…? Droga na Górę Karmel [D] 2,7,12). Jednak określona przez niego, jako eksperta w miłości, reguła brzmi następująco: nie zabiegać o „dopasowania do siebie i pociechę czy to w Bogu, czy poza Nim” (List 16).

2.

W modlitwie-przyjaźni miłość jest istotą tej relacji. Pomiędzy dwojgiem przyjaciół panuje miłość, wzajemne przyjęcie i oddanie się. Dlatego też te osoby spotykają się w mniej lub bardziej ukształtowanym „my”. Mówi o tym wyraźnie Teresa: „istota doskonalej modlitwy” nie tkwi w tym, aby „dużo myśleć, ale aby dużo miłować”. Teresa rozumuje następująco: „nie u wszystkich wyobraźnia ma z natury taką umiejętność [do myślenia, rozmyślania], ale wszystkie dusze są zdolne do miłowania" (Księga fundacji [F] 5,2; T 4,1,7). W ten sposób zostaje wyraźnie potwierdzona bardzo ważna prawda: wszystkie osoby są zdolne do modlitwy. Modlitwa jest otwarta dla wszystkich, bez względu na to, jakie są psychika danej osoby i jej wykształcenie, ile ma wolnego czasu oraz jaka jest sytuacja ży­ciowa, w której aktualnie się znajduje. Dzięki naturze i łasce człowiek jest zdolny do osobistej relacji z Bogiem. Modlitwa, aby była przyjaźnią, musi objąć całą egzystencję istoty ludzkiej. Nie może ona ograniczać się do pewnych chwil, które nazywamy czasem modlitwy (milczącej lub litur­gicznej, osobistej lub wspólnotowej): „Prawdziwie miłujący miłuje w każdym miejscu i zawsze pamięta o miłowanym. Rzeczą nie do znie­sienia byłoby, gdyby modlitwę mogło się czerpać jedynie w zaciszu!”. Bóg ze swojej strony – jako „prawdziwie miłujący” – ma otwarte wszystkie drogi i niczym nieskrępowane ręce w przekazywaniu nam z obfitością daru swojej miłości! „Na drodze dojrzewania w miłości Boga śmiechu wartym jest krępowanie Mu rąk mniemaniem, że może On nas wspomagać tylko w jeden sposób!” (F 5,5).

3.

Teresa wskazuje w ten sposób na kolejny element modlitwy-przyjaźni, o nie mniejszej doniosłości: jest ona przede wszystkim pewną formą by­cia. W ten sposób określa życie człowieka o wiele wcześniej niż jakikolwiek konkretny „akt”. Szczególnie oświecający i decydujący w tej kwestii jest początek „małego traktatu o modlitwie”, który Teresa przekazała nam w Księdze życia. Wystarczy skupić się na jej słowach:

 Tak więc mówiąc teraz o tych, którzy zaczynają być słu­gami miłości (co zaś nie wydaje mi się niczym innym jak zdeterminowa­niem siebie do pójścia drogą modlitwy za Tym, który tak bardzo nas umiłował (Ż 11,1).

Droga modlitwy jest naśladowaniem Jezusa. Po­nownie odnosząc się do tych, którzy ją rozpoczynają, mówi nieco dalej, że „są zdeterminowani do służenia Bogu tak naprawdę” (Ż, 9). Nie możemy jednak zapominać, że nawet ona, tak uczciwa i szczera w swoich postanowieniach, zaprzestała niegdyś praktyki mo­dlitwy. Stało się to w sytuacji, gdy uchodziło z niej życie i pozostawanie wierną czasowi modlitwy stało się dla niej rzeczą nie do zniesienia (Ż 7,11; Ż 8,3; Ż 19,10). Później bardzo surowo oceni to swoje zachowanie i będzie zachęcała wszystkich do wytrwania w praktyce mo­dlitwy, choćby nawet ich postępowanie nie było zgodne z wymaganiami przyjaźni: „bez względu na złe uczynki, których się dopuszcza” (Ż 8,5; Ż 19,4; Ż 8,4). Uzasadnienie jest bardzo przekonywujące: „Och, jak dobrym przyjacielem jesteś, o Panie mój, jak hojnie obdarowujesz go i znosisz, i czekasz, aż człowiek dopasuje się do Twoich wymagań!” (Ż 8,6).

4.

Jedynie zaczynając od modlitwy-przyjaźni możemy w sposób sen­sowny mówić o potrzebie modlitwy. Potrzeba, która płynie od wewnątrz, czyli z Bożego wezwania, ma na celu uzdolnienie nas do przyjacielskiej relacji z Nim. Jesteśmy zdolni do tej relacji, gdyż „z natury jesteśmy tak obdarowani, że możemy odbywać rozmowy z Bogiem” (T 1,1,6). Mamy rzeczywiste predyspozycje do relacji z Bogiem, gdyż zostaliśmy do nich „wyposażeni”. Jest to potrzeba, którą odczuwa i której doświad­cza bardzo silnie i osobiście ten, kto troszczy się o jej ożywianie. Nikt nie zrozumie tej potrzeby w oparciu o czysto racjonalną argumentację.

Modlitwa-przyjaźń szuka spotkania, wyraźnej i świadomej obecno­ści. Poszukuje chwil, w których wyłącznie i sam na sam można prze­bywać ze swoim Przyjacielem. Jest to potrzeba, którą w sposób szczególny odczuwa się względem Boga. Jak już wspominałem wcześniej, w ten właśnie sposób ujęła to św. Teresa: Bóg jest nie tylko tym, który pozwala „stać przed sobą”, ale również niezwykle aktywnie włącza się we „wprowadzenie mnie w swoją obecność, co jak widziałam, jeśli On o to nie zadba, nie nadejdzie” (Ż 9,9). Do tego samego odnosi się, gdy pisze w słowach, które, choć są bardzo ogólne, to jednak wyrażają głębo­kie, przepełnione uczuciem bólu i wdzięczności wyznanie: „kunszt i mił­osierdzie, z jakimi Pan stara się zwrócić ją ku sobie” (Ż 8,10).

Jest to również potrzeba odczuwana przez daną osobę na miarę przyjaźni, którą przeżywa z Bogiem, a także, jeśli chodzi o przy­jaźń ludzką, z innymi ludźmi. „Częstym przebywaniem z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”. To właśnie ta świadomość zapoczątkowuje nasze podążanie ku temu spotkaniu: wiem, że jestem miłowany. Chodzi też o to, aby wzrastać w świadomości miłości, którą się otrzymuje, i wyzwa­lać własną odpowiedź na tę miłość. Nikt nie może czuć się miłowanym dzięki słowom osoby trzeciej. I nikt nie miłuje kogoś za to, co o tym kimś usłyszał od kogoś. Konieczne jest osobiste spotkanie. Otrzymana wiadomość wywołuje pragnienie osobistego jej potwierdze­nia. Akt modlitwy jest jasną świadomością przyjaźni, która łączy Boga z daną osobą. Święta pragnąc określić tych, którzy praktykują modlitwę, mówi, że oni „widzą, że [Bóg] na nich patrzy” (Ż 8,2), „widząc, że na nich spogląda” (Droga doskonałości [D] 41,3). W ten sposób Teresa definiuje akt modli­twy: „widzi, że na nią patrzy” (Ż 13,22), to znaczy, że spostrzega, uświadamia sobie, że Bóg patrzy na daną osobę w teraźniejszości bez granic. Przyj­rzymy się temu w swoim czasie.

5.

I na koniec musimy jeszcze zrozumieć, że w modlitwie-przyjaźni już od pierwszych kroków na tej drodze, nawet wtedy, gdy modlący się człowiek jeszcze sobie tego nie uświadamia, to Bóg ma w niej do speł­nienia główną rolę. To On jest o wiele bardziej zaangażowany w rozwi­janie historii tej przyjaźni niż my sami. Możemy powiedzieć, że od sa­mych początków cała modlitwa chrześcijańska jest w swej istocie mi­styczna. Sam Bóg dźwiga na sobie „ciężar” tej modlitwy-przyjaźni, po­nieważ miłuje nas bardziej i lepiej niż my Jego. Uchwycenie tego mi­stycznego wymiaru modlitwy stanowi żywy element jej właściwego ukierunkowania, poprzez przyjęcie odpowiedniej postawy: „pójść z zadowoleniem drogą, którą Pan ją poprowadzi” (D 17, tyt.). A zatem: „tak bardzo zależy Temu naszemu Panu, abyśmy Go pragnęli i starali się o Jego towarzystwo, że raz za razem wzywa nas nieustannie, abyśmy przybliżyli się do Niego” (T 2,1,2); „pozwólcie Panu działać” (D 17,7), „nie ma powodu, aby doradzać Mu, czym ma nas obdarować” (T 2,1,8). Konieczna jest więc postawa miłosnego wsłuchania się, kontemplacyjnego milczenia, aby „zobaczyć” to, czego Pan w nas do­konuje, oraz postawa otwartości i przyjęcia, ponieważ naszą rolą zawsze jest sprzyjanie Jego dziełu, udzielanie odpowiedzi, pójście za Nim. My bowiem „nie mamy nic do dania, czego byśmy nie otrzymali” (D 32,13). W swoim czasie usłyszymy, jak święta powie nam, że Bóg wprowadza czasami w kontemplację, aby zjednać sobie przyjaźń swoich synów, ponieważ pragnie, aby zerwanie tej relacji „nie trwało z Jego powodu” (D 16,8).

tłum. Dariusz Wandzioch

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama