Dziecko – słońce rodziny i Kościoła

Przewodnik Katolicki 22/2014

Z bp. Antonim Długoszem, o prawie do szczęścia, o dzieciach i rodzinie rozmawia s. Ines Krawczyk MChR

 

Dziecko jest nie tylko przyszłością szczęśliwych rodzin, społeczeństw i państw, ale także jest przyszłością Kościoła. W jaki sposób Kościół spogląda na dziecko?

– O tym, że dziecko jest przyszłością Kościoła, przypominał św. Jan Paweł II, mówiąc do młodzieży – ale także i do nas wszystkich – „Wy jesteście moją nadzieją, wy jesteście nadzieją Kościoła”. Jako pierwszy papież napisał też List do dzieci, w którym używa wobec nich pięknych określeń, takich jak „nadzieja rodziny”, „słońce rodziny”.

I tak właśnie Kościół patrzy na dziecko, chcąc, by czuło się w Kościele, w rodzinie i w społeczeństwie jak wyjątkowy dar od Pana Boga. Dziecko ma prawo czuć się bezpieczne i kochane. Ma także prawo do tego, by rodzice mieli dla niego czas, by uczestniczyli w jego radościach i smutkach i by pomagali mu w rozwoju wiary. Ponadto, by rodzice właściwie przygotowali go do czekających na niego zadań życiowych.

Szczęście w rozumieniu i oczekiwaniach dziecka różni się od obiektywnego pojęcia szczęścia…

– Musimy pamiętać, że inną postawę szczęścia prezentuje człowiek dorosły, a inną dziecko. Do doświadczenia autentycznego szczęścia u dziecka potrzebna jest właściwa opieka i prowadzenie go przez rodziców i wychowawców. Dlatego musimy w tym momencie zwrócić się do sumienia. W pierwszej fazie rozwoju dziecka jest ono sumieniem anomicznym, prymitywnym. Specyfiką takiego sumienia jest kierowanie się w życiu tym, co jest przyjemne i daje radość. Na tym etapie rozwoju sumienie nie potrafi dokonać oceny konsekwencji takich zachowań.

Dziecko zatem odrzuca wszystko, co wymaga wysiłku i podjęcia trudu. Przyjmuje więc za dobre to, co jest łatwe i przyjemne. Natomiast to, co jest związane z trudem, uważa za złe.

Dlatego od samego początku potrzebna jest jasna informacja ze strony rodziców, a także ich autentyczne świadectwo, by dziecko zrozumiało, czym jest prawdziwe szczęście – w znaczeniu fizycznym i duchowym. Stąd bardzo łatwo zobaczyć, że każde dziecko jest nie tylko darem dla rodziny, ale także i wielkim zadaniem. Rodzice są dla dziecka pierwszymi zwiastunami wiary, pierwszymi nauczycielami i katechetami. I jeśli mądrze nim pokierują, dziecko zrozumie, na czym polega autentyczne szczęście.

Mówiąc o szczęściu, wyczuwa się czasami rodzaj napięcia, dysonansu między szczęściem duchowym a fizycznym.

– Samo pojęcie szczęścia jest tylko jakimś teoretycznym określeniem, które zawsze się wiąże z życiem człowieka, z jego egzystencją. Dlatego rozróżniamy sprawę szczęścia w znaczeniu duchowym i fizycznym. Fizyczne szczęście wiąże się z tym, by człowiek nie cierpiał, by mógł się odpowiednio rozwijać i zaspokajać swoje potrzeby związane z rozwojem fizycznym. A szczęście duchowe to jest to, o czym mówi nam Pan Jezus, nazywając w Kazaniu na górze szczęśliwymi, czyli błogosławionymi, tych, którzy po ludzku sądząc, przegrywają życie. To są cierpiący, prześladowani i ci, którym pozornie nic się w życiu nie udało. Jednak kiedy się jest przyjacielem Jezusa, to nawet te trudne momenty życia można pięknie przeżyć i odnaleźć w nich szczęście. Niemniej dziecko nie jest jeszcze na takim etapie rozwoju, by właściwie zrozumiało te zawiłości. Na etapie sumienia dziecka, czyli sumienia anomicznego, dzieci nie rozumieją, że autentyczne doświadczenie szczęścia wymaga wysiłku, a nawet też pewnej ofiary.

Dzieci bez pomocy rodziców nie rozumieją, że aby być naprawdę szczęśliwym, trzeba się napracować, że do szczęścia czasami idzie się pod górę…

– Dlatego tak istotna jest jasna postawa rodziców. Rodzice dobrze wiedzą, że dzieci buntują się, kiedy zaczyna się od nich wymagać. Ale mimo tych buntów dziecko jest bardzo otwarte na wszystkie prawdy, jakie przekazują mu rodzice i wychowawcy. Obdarza ich też ogromnym zaufaniem. Dlatego, by dziecko autentycznie odkryło obiektywną prawdę o szczęściu, potrzebny jest nie tylko słowny przekaz, ale również świadectwo rodziców. Tak jasne i jednoznaczne, by dziecko patrząc na nich, mogło ich naśladować.

Ważny jest więc etap właściwego formowania sumienia rodziców, wychowawców i wszystkich osób, które mają wpływ na wychowywanie dzieci.

–Tak, bo przy formowaniu sumienia heteronomicznego, które jest kolejnym etapem rozwoju sumienia anomicznego, jeśli rodzice są antyświadectwem w przeżywaniu szczęścia, a szczególnie w doświadczeniu wiary – wtedy dziecko automatycznie przejmuje ich postawy. Dopiero kiedy dziecko wejdzie w wiek dojrzewania i przechodzi w fazę sumienia autonomicznego, zauważa mankamenty rodziców, które potrafi właściwie ocenić, a następnie wyciągnąć wnioski z tego, co jest obiektywną prawdą – o ile tylko ma możliwość poznania tej prawdy. W takich sytuacjach olbrzymią rolę do odegrania mają wychowawcy i katecheci. Nawet jeśli rodzina nie staje na wysokości zadania, to o ile wychowawcy i katecheci potrafią być dla dziecka autorytetem, istnieje ogromna szansa, że przejmie ono te postawy, które właśnie oni mu przekazują.

Sporo miejsca poświęciliśmy prawom dziecka, ale dziecko oprócz praw ma także obowiązki, które powinno znać i wypełniać, by się właściwie mogło rozwijać.

– Oczywiście! Praw, które mają dzieci, jest bardzo dużo i oczywiście musimy je wszyscy z uwagą respektować. Niemniej w czasie formacji dziecka należy przypomnieć mu, że ma nie tylko prawa, ale także i obowiązki – o czym nierzadko zapominamy w chwilach, kiedy stajemy w obronie dziecka. Musimy dbać o to, by dziecko, jako istota rozumna i wolna, znało zarówno swoje prawa, jak i obowiązki, i by je także respektowało.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| DZIECI, DŁUGOSZ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama