Dobra starość

W drodze 6/2014

Jeśli ze wszystkiego jesteśmy niezadowoleni i o wszystko mamy do siebie pretensje, to naprawdę trudno sobie wyobrazić, że przeżyjemy starość dobrze i szczęśliwie.

 

ANNA SOSNOWSKA: Słowo starość brzmi trochę obraźliwie. A może tylko ja mam takie wrażenie?

PROF. KATARZYNA WIECZOROWSKA-TOBIS: Nie tylko pani. Psychologowie wolą mówić o późnej dorosłości czy dojrzałości. Wprawdzie istnieje szkoła, według której stare jest stare i już, więc nazywanie tego inaczej nic nie zmienia, natomiast ja słowa stary nie lubię.

Bo niesie ze sobą negatywne skojarzenia?

Pytam o te skojarzenia moich studentów. Pozytywny obraz starości mają ci, w których otoczeniu żyją dobrze funkcjonujące i aktywne osoby starsze – na przykład cudowna, kochana babcia. Jednak dla większości studentów stare oznacza coś niepotrzebnego, zużytego, coś, co się wyrzuca, a tak nie możemy przecież myśleć o człowieku. Natomiast samo nazwanie starości późną dojrzałością jeszcze niczego nie zmienia, bo nadal kryje się za tym coś niechcianego i budzącego w nas strach. Musimy się nauczyć akceptować upływ czasu, bo to nie jest tak, że się budzimy i nagle mamy 70 lat. Wcześniej mieliśmy 60, 50, 40. Jeśli się boimy tego procesu, to koncentrujemy się na tym, żeby go ukryć – robimy sobie np. lifting, ale liftingu narządów wewnętrznych na razie zrobić się nie da. Powiedziałabym tak: Szkoda czasu na walkę z czasem.

Czyli zmienić powinniśmy nie tyle słownictwo, ile przede wszystkim nasze myślenie na temat podeszłego wieku?

Negatywny obraz późnej dorosłości niestety po części kreują media. Oglądamy w nich głównie starość niedołężną i odrzuconą, a przecież starość nie zawsze jest niesprawna i może być fajna. W tej chwili przestrzega się nas także przed geriatrycznym tsunami, które ma nas zniszczyć. Tymczasem my też się starzejemy i na pewno nie chcielibyśmy, żeby ktoś za kilkanaście lat patrzył na nas jak na zagrożenie.

Co w takim razie jest jasną stroną starości?

Chociażby to, że mamy więcej wolnego czasu, który możemy sami zagospodarować. Na pewno będzie to także życiowa mądrość, której nie ma się w wieku 20 lat.

Ale młodsze pokolenie ma często tę mądrość w nosie i nie chce z niej korzystać.

Bo nie umiemy zobaczyć, że to jest szczególny rodzaj wiedzy – nie do znalezienia w internecie. To suma pewnych doświadczeń, w którą wpisują się także popełnione błędy. Korzystając z mądrości osób starszych, sami możemy popełnić ich trochę mniej – to ogromny potencjał. Tymczasem na ludzi w podeszłym wieku patrzymy zazwyczaj z perspektywy, że czegoś od nas chcą, a nie że coś mogą nam dać. Chociaż prawdą jest też i to, że te osoby do dawania nie zawsze są przygotowane.

Jak to rozumieć?

Nasza polska historia sprawia, że starszym pokoleniom działalność społeczna – co dobrze widać na przykładzie wolontariatu – kojarzy się z czymś, co jest narzucone, a nie z daniem czegoś od siebie.

Traktują wolontariat trochę jak czyn społeczny?

Właśnie tak, choć na szczęście to się już zaczyna zmieniać. Pojawia się wiele pomysłów na to, jak wyciągnąć starsze osoby z ukrycia. Dla wielu z nich największym pragnieniem była emerytura, ale kiedy przyszło co do czego, to się okazuje, że wcale o niej nie marzyły.

Może emerytura jawi się nam jako synonim świętego spokoju? A to towar bardzo cenny w naszych czasach.

Ale sam święty spokój, czyli to, że się od wszystkiego odsuwamy i niczego nie chcemy, prowadzi w końcu do izolacji i samotności. Każdy człowiek ma prawo do takiego wycofania się, na przykład na miesiąc, żeby odpocząć czy przemyśleć pewne sprawy, ale jeśli trwa to dłużej, okazuje się, że już nie ma do czego wracać. Tymczasem dobra starość polega nie tylko na akceptacji upływu czasu, o czym już wspominałyśmy, ale też na tym, że mamy wokół siebie ludzi, którzy nas wspierają i z którymi możemy pobyć.

Kiedy się zaczyna starość?

Wydaje mi się, że każdy to po prostu poczuje i wcale nie chodzi tu o sytuacje, kiedy czterdziestolatek mówi: Boże, jaki jestem stary! (śmiech). Arthur Schopenhauer powiedział coś, co długo przerabiałam teoretycznie, a teraz już wiem, że faktycznie miał rację: życie to zdobywanie góry. Kiedy się na nią wspinamy, odczuwamy ciągłą ekscytację, zastanawiamy się, co nas tam spotka. Szczyt osiągamy w wieku 40, 45 lat. I nagle wszystko się zmienia – widzimy, co czeka nas na końcu i do tego dźwigamy bagaż, czyli ciężar różnych doświadczeń, które zdobyliśmy po drodze.

Na jakim odcinku tej wędrówki człowiek – już bez kokieterii czy przesady – mówi o sobie: Jestem stary?

Nie mamy parametru, którym można by mierzyć starość w sensie zużycia organizmu, więc przykładamy do siebie czas. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że starość zaczyna się nawet w 60. roku życia, ale w naukach medycznych uważamy, że w 65.

Pani też się pod tym podpisuje?

Nie, ponieważ tę granicę ze względów historyczno-społecznych wprowadził pod koniec XIX wieku Otto von Bismarck, który uważał, że po przekroczeniu tego wieku nie należy dalej pracować i trzeba przejść na emeryturę. Dziś rozróżnia się wczesną i późną starość i, moim zdaniem, coś się zmienia dopiero w tej późnej starości.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| STAROŚĆ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama