Zaufał Bożemu Sercu

Niedziela 23/2014

W testamencie napisał: „Liczę na głęboko przeżywaną zawsze tajemnicę Bożego Serca zespoloną z tajemnicą Jezusa Chrystusa Wcielonego Boga, które to tajemnice były głównym tematem mojego kapłańskiego i profesorskiego przepowiadania. Stanowiło ono wyraz mojego głębokiego przekonania i niezłomnej wiary”. Przeżywamy pierwszą rocznicę śmierci kard. Stanisława Nagyego, który odszedł do Pana 5 czerwca 2013 r.

 

W całym życiu kard. Stanisława Nagyego było widoczne to, co napisał w swoim testamencie. Mówił o tym kard. Stanisław Dziwisz w kazaniu podczas Mszy św. w 2010 r. w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach z okazji 65-lecia kapłaństwa kard. Nagyego: „Duchowość Serca Bożego stała się duchowością ks. Stanisława na każdym etapie jego życia, stała się częścią jego osobowości, jego stylu, jego charyzmatu. Chciał być kapłanem według Serca Jezusowego – to jest bardzo charakterystyczne zdanie i klucz do zrozumienia jego duchowej postawy i rozległej działalności. Nic więc dziwnego, że gdy przed siedmiu laty został powołany do służby Kościołowi jako kardynał, wybrał sobie motto wyrażające treść jego życia: «In Te Cor Jesu speravi» – W Tobie, Serce Jezusa, swą ufność złożyłem”.

Synek z Bierunia

Formacja kard. Nagyego rozpoczęła się w śląskiej religijnej i patriotycznej rodzinie, w Bieruniu Starym, gdzie urodził się 30 września 1921 r. jako szóste dziecko Jadwigi i Franciszka Nagych. Gdy miał 6 lat, rodzinę dotknęła tragedia. W 1927 r. w wieku 50 lat zmarła jego matka. Wtedy rolę matki wobec najmłodszego rodzeństwa przejęła dwudziestoletnia siostra Maryjka. Stanisław swojej matki prawie nie pamiętał. Był zbyt mały, gdy ona odeszła do wieczności. Maryjka poświęciła się całkowicie jego wychowaniu i kochała swego małego brata miłością matczyną. „Z czasem stałem się sensem jej życia” – jak wspominał po latach z wielką wdzięcznością Ksiądz Kardynał. Nie tylko troszczyła się o sprawy dnia codziennego, ale także o wychowanie religijne Stasia. Nauczyła go pacierza i wielu form pobożności, m.in. nabożeństwa do Serca Pana Jezusa, które później stało się treścią jego życia. W dzieciństwie również nauczył się zaufania do Bożego Serca. Gdy brakowało mu rodzonej matki, uciekał się do Jezusa, któremu zawierzał wszystkie swoje trudności i problemy. Jego rodzina, chociaż bez matki, była dla niego pierwszą szkołą życia. W niej otrzymał dar wiary i w niej uczył się rzetelności i solidnej pracy. Chlubił się swoją rodziną i śląskim pochodzeniem, powtarzając niekiedy: „Jestem synkiem z Bierunia”.

Drugą rodziną kard. Nagyego stało się Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego, które wybrał świadomie, choć z pewnością wiedziony przykładem swego starszego brata Franciszka, który był już członkiem tego zgromadzenia. Pierwsze śluby zakonne złożył w Felsztynie k. Sambora 22 września 1938 r. Do tego ważnego aktu swego życia został przygotowany przez formację duchową w nowicjacie pod kierunkiem ks. Władysława Majki. Swojego mistrza nowicjatu wspominał zawsze z wielką wdzięcznością. Powtarzał: „Był to człowiek nasycony duchem zakonnym, autentycznie nim żyjący i zabiegający o to, żeby do tak pojmowanego życia zakonnego wdrożyć również nas”. To ks. Majka, żyjący autentycznie duchowością Bożego Serca, nauczył go postawy zawierzenia i ufności, której tak bardzo mu było potrzeba w całym jego życiu. To on uczył go, że taka postawa jest cechą charakterystyczną czcicieli Serca Pana Jezusa, a zwłaszcza księży sercanów. To on uczył, w jaki sposób trzeba patrzeć na świat i na wszystko, co nas otacza.

Nie będę zawiedziony na wieki

Wyrazem postawy zawierzenia i ufności wobec Bożego Serca jest codzienny akt ofiarowania, odmawiany w zgromadzeniu. To codzienne poświęcenie się Sercu Pana Jezusa jest aktem oddania Mu siebie i wszystkich czynności całego dnia. Ksiądz Kardynał powtarzał tę modlitwę codziennie i od niej rozpoczynał każdy dzień. Powtarzał: „Przyjmij to nasze ofiarowanie się Tobie i zjednocz je z ofiarą, jaką nieustannie składasz swojemu Ojcu

za zbawienie świata”. Modlił się aktami ofiarowania: „Boże, w Sercu Twojego Syna objawiłeś głębię swej miłości, nakłoń nasze serca do pełnienia Twojej woli, abyśmy całe życie umieli składać w nieustannej ofierze ku Twojej chwale”.

Te codzienne akty ofiarowania siebie pomagały mu „przyjmować wszystko, co Bóg na niego dopuści, i wypełnić wszystko, czego od nas oczekuje”. Przekazał on Bogu prawo rozporządzania swoją osobą i zgodził się, by On dysponował jego życiem. W ten sposób wyrażał także autentyczną miłość do Boga, która przejawiała się w ofierze, czyli pełnieniu woli Bożej.

Poświęcenie, czyli ofiarowanie się, Bożemu Sercu, pomagało mu w przyjmowaniu wszystkiego, co będzie go spotykać w każdym dniu jego życia. A żył w trudnych czasach II wojny światowej i w czasach komunizmu w naszej Ojczyźnie. Gdy wybuchła wojna, nie miał jeszcze ukończonych 18 lat i był bliski śmierci. W przeddzień ataku na Polskę trafił do szpitala w Przemyślu z nieoperowalnym zapaleniem wyrostka oraz zapaleniem otrzewnej. Leczono go tylko zachowawczo i nawet odgrodzono parawanem od reszty pacjentów, spodziewając się, że lada chwila umrze. Jednak po pewnym czasie zapalenie ustąpiło i szczęśliwie powrócił do zdrowia. Bardzo osłabiony, mógł, po wielu trudnościach, dotrzeć do klasztoru do Krakowa. Podczas tego długiego powrotu do Krakowa doświadczył naocznie, czym była wojna i jak wielkie przyniosła nieszczęścia, ale też doświadczył opieki Opatrzności Bożej i życzliwości ludzkiej. Okupację przeżywał jako kleryk, studiując konspiracyjnie filozofię i teologię, uczęszczając na niektóre wykłady do franciszkanów w Krakowie i zdając egzaminy.

Ale właściwie był samoukiem i zdobywał wiedzę, korzystając z podręczników napisanych po łacinie. Wspominał, że „Dogmatykę” napisaną przez ks. Adolfa Tanquereya znał prawie na pamięć. Był wdzięczny ks. Michałowi Wietesze, który zapewnił mu wyżywienie i warunki do przeżycia. Klerycy dostawali codziennie dwie kromki czarnego chleba i trochę marmolady, czasem także zupę ziemniaczaną. Niemcy, którzy na furcie klasztoru urządzili sobie posterunek policji, a także zajęli parter i pierwsze piętro budynku, zabierali każdy zapas wyżywienia. W takiej sytuacji przyszły kardynał powtarzał często: „W Tobie, o Serce Jezusa, złożyłem swą ufność i nie będę zawiedziony na wieki”.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama