Komunizm się nie skończył

Przewodnik Katolicki 24/2014

Jest bardzo ważne, by ideały wyprzedzały nasze działania, by one kształtowały te działania. W przeciwnym razie będziemy usiłowali tworzyć sobie ideały uzasadniające postępowanie

 

Pamięta Ksiądz Biskup słynny plakat z rewolwerowcem i napisem „Solidarność” w tle? Wtedy wydawało się, że 4 czerwca 1989 r. to będzie rzeczywiście pojedynek w samo południe.

– Moja ocena dnia 4 czerwca 1989 r. nie jest jednoznaczna. Po pierwsze dlatego, że oczekiwania, jakie niosłem w sobie tamtego dnia, były znacznie większe. Wydawało mi się, że powtórzy się cud letnich miesięcy 1980 r. i tamtej niezapomnianej atmosfery wielkich nadziei Polaków. 4 czerwca 1989 r. czekałem na coś podobnego! Niestety, zbyt wiele działo się poza świadomością zwykłych obywateli: nasze nadzieje jeszcze nie mogły zostać spełnione.

Skończyło się tylko na cichym strzale z kapiszona…

– Najtrudniejsze do przyjęcia było to, że twarzą zwycięskich wyborów stało się oblicze szczerze znienawidzone przez wielu obywateli. Skąd wiem, że znienawidzone? Przypomnijmy sobie banknoty, na których Polacy masowo uwieczniali głowę Generała! Jak więc w tych warunkach uznać wydarzenia z 4 czerwca za rzeczywisty przełom? Myślę też, że podobnie patrzyli na tamte wybory ci, którzy w nich nie chcieli uczestniczyć, a wśród nich także dzisiejsi czołowi urzędnicy państwa: zainteresowani polityką wiedzieli więcej i nie chcieli firmować pozorowanych na wolne – z góry ustalonych wyników. A zatem zawiedzione nadzieje to pierwszy powód mojej niskiej oceny 4 czerwca.

A powód drugi?

– Tamtego dnia jechałem z posługą duszpasterską do Górzna – dziś w diecezji toruńskiej. Była niedziela, na drodze mało samochodów, a zatem swobodnie mogłem skupić się na wiadomościach przekazywanych przez Polskie Radio. I wtedy usłyszałem o masakrze w Pekinie. Wiele dni wcześniej całym sercem „byłem” ze studentami, młodymi Chińczykami, którzy, tak jak my w 1980 r., pragnęli wolności. Tak bardzo chciałem, żeby im się udało, żeby zyskali oddech po komunistycznej nocy. Tymczasem jak grom z jasnego nieba uderzyły we mnie informacje o czołgach miażdżących swoje ofiary, o kresie złudzeń.

Wiele miesięcy później odnalazłem zapis tych przeżyć, które dokonywały się w sercu ks. prof. Janusza Pasierba, mojego ówczesnego profesora w pelplińskim Wyższym Seminarium Duchownym w jego wierszu  pt. Pekin, maj/czerwiec 1989. Przytoczę fragmenty: „Li, nie zapomnę twego dziecinnego uśmiechu/ kiedy pozując kamerzystom/ siadłeś pod gigantyczną oponą/ pancernego wozu/  na placu niebezpiecznego pokoju/ potwór stał nieruchomo/  aż wreszcie ruszył (…) Li, odnalazłem cię znów na ekranie/po wyroku/ rozszerzonymi oczyma / spod granatowych włosów patrzyłeś/ w wymierzoną w ciebie kamerę/lufę / śmierć...”.

Przejmujące…

– I właśnie dlatego nie wydawało mi się stosowne radowanie się w tym samym czasie, kiedy rozstrzeliwane były nadzieje i oczekiwania rówieśników moich ówczesnych studentów.

A wreszcie był przecież jeszcze jeden 4 czerwca – ten, w którym obalony został rząd Jana Olszewskiego: nocą, z akompaniamentem diabolicznych chichotów innych polityków.

Wszystkie wymienione okoliczności, o których historycy mogą opowiedzieć więcej i dokładniej, uniemożliwiają mi satysfakcję i radość z tamtego dnia. Muszę jeszcze dodać, że mobilizowanie na siłę do świętowania i radości zawsze mi się źle kojarzy. Dzisiaj też – z okazji 25. rocznicy – wiele „resortowych dzieci” doczekało się medali. A o „Solidarności” i jej wkładzie jakby zapomniano.

Tegoroczne huczne obchody odbywają się jednak pod hasłem „święta wolności”…

– „Święto wolności”? Wolność bez wątpienia nieco się poszerzyła, choć koniecznie powinniśmy powiedzieć, co ona oznacza: jeżeli wolność rozumiemy jako wierność dokonanemu wyborowi, to 25 lat, które minęły, dowodzą, że egzaminu z tej wierności nie zdaliśmy do końca: osobista godność prostych ludzi nie znajduje sprawiedliwej obrony; wobec prawa są równi i równiejsi; kraj się wyludnia: z najlepszych, najbardziej utalentowanych młodych ludzi, z najbardziej przedsiębiorczych rekrutują się emigranci!

Tak, zbyt wielu świętuje tę wolność na brytyjskim zmywaku…

– Kościół ostrzegał już w latach 60. przed podobnym zjawiskiem. Wtedy „ludowa” władza nie brała poważnie tych głosów. Dziś nie widać żadnej próby powstrzymania emigracji: tracimy bezpowrotnie, kolejny już raz, elitę naszego narodu! Nie widzę też troski o fundament życia społecznego: małżeństwo i rodzinę! Przeciwnie, nieszczęsne pomysły niskiego lotu prądów kulturowych – z osławionym genderyzmem na czele – wspierane są z mocą przez niektóre osoby czy środowiska sprawujące dziś władzę. Chore pomysły wprowadzane są na siłę, wbrew społeczeństwu i rodzicom, do przedszkoli, do szkół, na uniwersytety (nawet na uniwersytet katolicki w Lublinie!), nie mówiąc już o stacjach telewizyjnych czy łamach gazet. Przypominając te fakty, chcę podkreślić, że jeżeli wyborem Polaków było dobro osoby ludzkiej i dobro kraju, to chyba tak rozumianej wolności nie zrealizowaliśmy najlepiej.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| KOMUNIZM

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama