Przybył z głębokiej modlitwy i bliskości Boga

La Salette.Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 2/2014

Z kard. Paulem Josefem Cordesem, byłym przewodniczącym Papieskiej Rady „Cor Unum” i wiceprzewodniczącym Papieskiej Rady ds. Świeckich, rozmawia ks. Bohdan Dutko MS

 

Kiedy Eminencja poznał Jana Pawła II?

Poznaliśmy się jeszcze przed Jego wyborem na Stolicę Piotrową. Byłem w Polsce w 1977 roku na konsekracji kościoła p.w. Matki Bożej Królowej Polski (Arka Pana) w Nowej Hucie. Wtedy pierwszy raz spotkałem Karola Wojtyłę. W 1978 roku biskupi polscy przybyli po raz pierwszy z wizytą do Niemiec. Byłem wtedy młodym biskupem pomocniczym diecezji Paderborn i towarzyszyłem im podczas podróży między innymi do Fuldy, Mainz i Monachium. W pierwszym samochodzie jechał kard. Wyszyński z biskupem diecezji, do której udawaliśmy się, a w drugim samochodzie ja i kard. Wojtyła. W ten sposób poznaliśmy się troszeczkę. Kiedy został wybrany na papieża, pomyślałem sobie, że to nie przypadek, że poznałem Go osobiście, a gdy przyjechałem do Rzymu na inaugurację pontyfikatu, to w tym samym dniu zostałem przyjęty na audiencji przez Papieża. Byłem drugim biskupem przyjętym przez Jana Pawła II. To była dla mnie duża niespodzianka i wielkie wyróżnienie. W 1980 roku papież wezwał mnie z Niemiec do Watykanu, do pracy w Papieskiej Radzie ds. Świeckich.

Czy pozostały w sercu Eminencji jakieś szczególne wydarzenia z pontyfikatu Jana Pawła II bądź z osobistych relacji z papieżem?

Z pewnością był to zamach na jego życie. Pamiętam bardzo dobrze ten dzień. Audiencja była o godz. 5 po południu. Wspólnie z innym księdzem słuchaliśmy transmisji przez radio. Nie wiadomo było, jak się to wszystko skończy. Byliśmy bardzo przejęci. Potem przyszły pierwsze wiadomości ze szpitala Gemelli, że Ojciec św. przeżył. Później odwiedziłem papieża w szpitalu. To było dla mnie bardzo wzruszające. Towarzyszyłem Ojcu św. podczas pierwszej wizyty do Niemiec w listopadzie 1980 roku i pamiętam, że po przybyciu papież wychodził z samolotu  bardzo poruszony i wołał: pada w Kolonii, pada w Kolonii! Potem był moment śmieszny. Grupa młodzieży krzyczała bez mikrofonu: „Totus Tuus” „Totus Tuus!”, a papież im odpowiedział: „Nie znacie nic innego?” Innym ważnym momentem było otwarcie Międzynarodowego Centrum Młodzieży San Lorenzo w Rzymie w marcu 1983 roku. Papież był wtedy bardzo zmęczony po pielgrzymce do Nikaragui, rządzonej przez marksizujący reżim nienawidzący Kościoła. Wiedziałem, jak bardzo papież kocha młodzież, a na tym spotkaniu w Centrum nie okazywał żadnej radości. Byłem tym bardzo przejęty. Jedną z idei, która zrodziła się w tym Centrum Młodzieży, był pomysł organizowania Światowych Dni Młodzieży. Papież od razu to zaakceptował. Już w 1984 roku odbył się I Światowy Dzień Młodych. Po zakończeniu, obecny dziś abp Józef Michalik – wtedy pracował ze mną w Papieskiej Radzie ds. Świeckich – zwracając się do mnie, krzyczał: Papież cię woła! Kiedy zbliżyłem się do Ojca św., wtedy On wobec wszystkich objął mnie bardzo serdecznie. Był bardzo zadowolony.
Po przybyciu do Watykanu uczestniczyłem pierwszy raz we Mszy św. w prywatnej kaplicy papieża. Widziałem Go wówczas klęczącego na posadzce i opartego o klęcznik. Był pochylony, twarz miał ukrytą w dłoniach i co jakiś czas podnosił głowę. Przypomniało mi się powiedzenie Włochów: „Papież, który przybył z daleka, aby powiedzieć, że nie jest Włochem”. Ja zobaczyłem, że jest to ktoś, kto przybywa z głębokiej modlitwy i z bliskości Boga. Tak zmieniłem zdanie Włochów. To był człowiek głęboko zjednoczony z Bogiem. Mogę także powiedzieć, że miałem bardzo przyjacielskie relacje z papieżem Janem Pawłem II.

Jak Eminencja nakreśliłby portret Jana Pawła II jako człowieka, księdza i papieża?

Wzbudzał sympatię, ponieważ był bardzo prawdziwy. Nawet ci, którzy byli daleko od wiary, przyjmowali go z życzliwością. Jego naturalność i historia życia, w której się formował, wzbudzały podziw. Pierwsze, co bym podkreślił, to jego głęboki humanizm, jego sposób bycia jako człowieka. On nauczał i mówił zawsze z mocą. Czuło się, że jest cały tożsamy z tym, co mówi, dosłownie – sam był obecny w mówionym słowie. Jan Paweł II miał dar przemawiania do tłumu, w którym każdy miałpoczucie, że On mówi do niego osobiście. Z pewnością pomagały mu w tym zdolności aktorskie, ale nie w tym sensie, że pokazywał na zewnątrz coś, czego nie miał wewnątrz. Miał zdolność przekazania całej energii w tym, co mówił. Mówię o aktorstwie w sensie pozytywnym, nie o udawaniu. On po prostu był autentyczny. Jako kapłan i biskup był człowiekiem Kościoła. Przeczytałem wszystko to, co uczynił dla ruchu oazowego w Polsce i zobaczyłem, że bardzo wcześnie – bo już przed Soborem Watykańskim II – miał ideę innego obrazu księdza. Widział go jako animatora, który czyni parafian aktywnymi uczestnikami, a nie odbiorcami. Widział bardzo ważną rolę świeckich w Kościele. Przecież późniejsza idea Nowej Ewangelizacji pochodzi właśnie od Niego.

Mówi się, że był prorokiem naszych czasów. Co szczególnie podkreśliłby Eminencja w jego działaniu i spojrzeniu?

Przede wszystkim myślę o upadku komunizmu. O tym mówi także Michaił Gorbaczow – bez Wojtyły nie byłoby upadku komunizmu. Także cały wielki ruch „Solidarności” nie byłby bez Niego możliwy. On był demiurgiem tych zdarzeń w historii. Druga rzecz dotyczy Kościoła w Niemczech. Nie uznawał podziału Niemiec na dwa odrębne kraje, stąd nie zgodził się na podział Kościoła na diecezje Niemiec Wschodnich i Zachodnich, jak to miało miejsce w Kościele protestanckim. On zatrzymał poczynione już wcześniej przygotowania do tej decyzji. Dla mnie osobiście najważniejsza podjęta przez niego inicjatywa to Nowa Ewangelizacja. On widział, że struktura tradycyjnego głoszenia Ewangelii jest niewystarczająca. Potrzebny był nowy impuls, dlatego bardzo wspierał nowe ruchy w Kościele. Pracowałem w Papieskiej Radzie ds. Świeckich i widziałem z bliska rozkwit ruchów kościelnych. Papież widział te ruchy jako rzeczywistość eklezjalną, będącą w ścisłej koegzystencji z misją Kościoła. W 1987 roku odbywał się Synod Biskupów ds. Świeckich, w którym uczestniczyli też kardynałowie i biskupi przeciwni ruchom. Miałem wtedy bardzo mocne wystąpienie wspierające ruchy. Powiedziałem, że nowe wino potrzebuje nowych bukłaków i wielu tym zdenerwowałem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama