Jan XXIII - papież przełomu

La Salette.Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 2/2014

28 września 1958 roku wierni zgromadzeni na placu św. Piotra w Rzymie ze zniecierpliwieniem oczekiwali na pojawienie się nowego papieża. Gdy ukazał się na balkonie bazyliki, wzbudził powszechne zdziwienie. Patriarcha Wenecji Angelo Giuseppe Roncalli nie uchodził bowiem za faworyta konklawe. Był dość wiekowy – miał już 78 lat i niedawno wykryto o u niego raka. Jako głównych pretendentów do tronu upatrywano raczej ormiańskiego kardynała Gregoria Agagianiana lub stojącego na czele Świętego Oficjum kardynała Alfredo Ottavianiego.

 

Trafić do dzisiejszego człowieka

Początkowo uważano, że będzie to przejściowy pontyfikat ze względu na podeszły wiek i łagodny charakter papieża, który przybrał imię Jana XXIII. Okazało się jednak, że odmienił on oblicze Kościoła katolickiego w XX wieku. Dzięki niemu papiestwo zrezygnowało z wielu pompatycznych, dworskich form funkcjonowania, charakterystycznych dla średniowiecznej monarchii, a wybrało drogę dostosowania swego przekazu do warunków otaczającego go świata. Słowem−kluczem, którym posługiwał się papież, było „aggiornamento”, czyli uwspółcześnienie, zaktualizowanie chrześcijańskiego orędzia, by lepiej trafiało do dzisiejszego człowieka. 
Jan XXIII znany był ze swoich niezwykłych gestów. Jako pierwszy papież od 1870 roku opuścił Watykan, odwiedzając więzienie i szpital. Jako pierwszy biskup Rzymu od 200 lat odwiedził teatr, by obejrzeć przedstawienie. Jako pierwszy mianował kardynałem czarnoskórego biskupa. Tego typu pionierskich gestów było w jego pontyfikacie znacznie więcej. Jako papież pozostał wierny słowom, które zapisał wcześniej w swym „Dzienniku duszy”: „Im jestem starszy i bogatszy w doświadczenie, tym lepiej widzę, że najpewniejszą drogą do osobistego uświęcenia i służenia z większym pożytkiem Stolicy Świętej jest usilne staranie, by sprowadzić wszystko – zasady, wskazówki, sytuacje, sprawy – do maksimum prostoty i pokoju, oczyszczając moją winnicę ze zbytecznych liści i pędów,i dążyć prosto ku temu, co jest prawdą, sprawiedliwością i miłością, przede wszystkim miłością. Każdy inny sposób postępowania jest tylko pozą i szukaniem siebie, co prędko wychodzi na jaw, staje się kłopotliwe i śmieszne.”

Dać się prowadzić Duchowi Świętemu

Swym zachowaniem nowy papież zaskoczył nie tylko wytrawnych watykanistów, lecz także swych dobrych znajomych z rodzinnych stron. Jak pisał jego osobisty sekretarz ks. Loris Capovilla (mianowany w tym roku przez Franciszka kardynałem): „Nawet sami mieszkańcy prowincji Bergamo, choć darzyli go sympatią i cenili, nie dostrzegali w nim znamion człowieka będącego w stanie sprostać wyzwaniom urzędu następcy św. Piotra, zapuścić się w głębiny ówczesnych dramatów, otworzyć nowe perspektywy dla ewangelizacji. Wszyscy się mylili, zapominając, że cechowały go zalety, które pozwalają obalić każdą przeszkodę i zreformować rzeczywistość uwarunkowaną przez grzech: bezgraniczne zaufanie pokładane w Bogu i nadzwyczajna gotowość, by dać się prowadzić Duchowi Świętemu. I tak jak wtedy, być może również i dziś niektórzy wahają się przyznać, że widać było w nim prostotę, ale nie prostactwo, miłosierdzie, ale nie naiwność, wewnętrzną dyspozycyjność, ale nie łatwowierność, zawierzenie Opatrzności, ale nie fatalizm, nieustraszoną odwagę, ale nie zuchwałość, niezachwianą nadzieję, ale nie skłonność do złudzeń.”

Biografowie papieża podkreślali jego łagodność, dobroduszność i otwartość. On sam pisał jednak, że „być łagodnym i pokornym nie znaczy być słabym i naiwnym”. Wspomniany już kardynał Capovilla zauważał u Jana XXIII „jego niezmienną pokorę przed Bogiem i zarazem pewność własnej wartości wobec ludzi – tak niezłomną, że aż deprymującą”. Papież bowiem pisał o sobie: „Wikariusz Chrystusowy wie, czego Chrystus od niego żąda”. Nigdy nie mówił, że wybrali go kardynałowie, lecz „Pan mnie wybrał”. Postronnym obserwatorom mogło się wydawać, że Angelo Giuseppe Roncalli nie jest osobą najlepiej predysponowaną do kierowania Kościołem katolickim, jednak samo życie pokazało, że był on odpowiednią osobą powołaną na swój urząd w odpowiednim czasie. Niewątpliwie najbardziej doniosłym wydarzeniem jego pontyfikatu była decyzja o zwołaniu Soboru Watykańskiego II, podjęta wbrew wcześniejszym poglądom papieża i poprzedzona
jego całonocną modlitwą z krucyfiksem.

Sobór Watykański II

Już na początku Soboru doszło do starcia dwóch koncepcji. Z jednej strony Kuria Rzymska na czele z kardynałem Ottavianim przygotowała cały schemat dokumentów końcowych i chciała, by ojcowie soborowi przegłosowali ich propozycje. Gdyby zwyciężyła ta koncepcja, sobór potrwałby zaledwie trzy miesiące. Z drugiej strony biskupi ze świata chcieli przedstawić własne propozycje i je przedyskutować na forum soborowym – jednym z nich był metropolita krakowski Karol Wojtyła. Jan XXIII poparł tych drugich i w efekcie sobór trwał aż trzy lata, choć sam papież nie dożył jego zakończenia.

Dzięki swemu aktywnemu udziałowi w obradach soborowych Karol Wojtyła stał się rozpoznawalny i ceniony przez najbardziej wpływowych kardynałów i teologów. Z lektury ich zapisków widać, jak zmieniało się nastawienie do niego: najpierw postrzegano go jako jednego z wielu biskupów spoza Żelaznej Kurtyny, funkcjonujących w cieniu prymasa Wyszyńskiego, a już pod koniec Soboru niektórzy upatrywali w nim przyszłego papieża.

Można więc powiedzieć, że bez Jana XXIII nie byłoby Jana Pawła II. Nie byłoby polskiego papieża, gdyby nie decyzja o zwołaniu Soboru Watykańskiego II i ukierunkowaniu go w taką stronę, jak oczekiwał tego Karol Wojtyła i inni biskupi. To również Roncalli zapoczątkował pewne zmiany w posłudze papieskiej, które były kontynuowane później przez Jana Pawła II, a obecnie przez Franciszka. To nie przypadek, że przed swoją śmiercią Karol Wojtyła zażyczył sobie, by zostać pochowanym w tym samym grobowcu, w którym wcześniej spoczywał Jan XXIII. Nie jest też przypadkiem, że Franciszek podjął decyzję o kanonizacji obu papieży tego samego dnia.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| JAN XXIII

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Fakty
    25.10.2011 13:30
    Fakty są takie, że alkohol uzależnia fizycznie, a marihuana nie! Może choć raz kościół powie, że alkoholu nie wolno w ogóle spożywać i jest on o wiele bardziej niebezpieczny od marihuany! Skoro może być prohibicja na marihuanę, to powinna być na alkohol. I nie piszcie tu bajek o Alfonsie Capone oraz USA... Prohibicja na alkohol - tak!
  • refleksja
    25.10.2011 13:45
    Marihuana nie uzależnia fizycznie, a alkohol silnie uzależnia fizycznie. Dlaczego Kościół w tym przypadku milczy i nie żądza delegalizacji spożycia alkoholu? Marihuana przy wódce jest niemal w ogóle nieszkodliwa. A Kościół milczy...
  • student MIM
    25.10.2011 16:10
    O ile uważam, że dewastacja kultury politycznej, do jakiej przyczynia się RPP jest okropna, to pomysł (nie ich) legalizacji narkotyków popieram. Jeśli dorosły człowiek chce się truć, to jest to jego prawo.

    Pogląd ten wynika z mojej wiary w wolność człowieka. Co więcej wierzę także w prawo człowieka do samobójstwa. Oczywiście nie popieram takiego czynu i jeśli będę mógł, to postaram się taką osobę przekonać, by tego nie czyniła. Jednak, dopóki nie krzywdzi on innych, to nie mam prawa mu tego zabronić.
  • Haniaonline84
    25.10.2011 16:21
    Nie mają lepszego pomysłu by było więcej kasy to dają pierwsze "lepsze" (jak dla mnie gorsze właśnie) rozwiązanie problemów finansowych. :/
    Widać, że nie potrafią się bardziej wysilić. Palikot i jego świta to marni politycy, którzy załatwiają przede wszystkim swoje sprawy. Tacy karierowicze, którym dobro narodu polskiego tak naprawdę nie leży na sercu. Bo co dobrego może wyjść z interesów heroinowych polityków dla polaków?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama