Skandal nawrócenia

La Salette.Posłaniec Matki Boskiej Saletyńskiej 2/2014

Świadectwa osób, w których życiu Pan Bóg zrobił „demolkę”, są jednocześnie pytaniem skierowanym do każdego z nas: czy ja chcę nowego życia?

 

Od lat – jako katolik i dziennikarz – z wielkim zainteresowaniem słucham świadectw osób nawróconych. Czynię to zawsze pełen uwielbienia dla Pana Boga, który czyni wielkie rzeczy w życiu osób o poplątanych losach. Wyciągam dziś świadectwa Piotra Stępniaka, byłego gangstera oraz aktorki Patrycji Hurlak, byłej „wiedźmy”. Aż dziw bierze, jak historie nawróceń tych bardzo różnych ludzi są do siebie podobne.

Dzieciństwo Piotra było szczęśliwe do momentu, gdy ojciec wpadł w alkoholizm i wciągnął w picie matkę. Pozostawiony samopas chłopiec zaczął się zadawać z przestępcami. „Superfajne relacje” Patrycji z Jezusem rozbiły się, gdy jeszcze jako dziecko weszła w kontakt z czarną magią: amuletami, talizmanami, wywoływaniem duchów dla zabawy itd. Dziś mówią, że w którymś momencie w ich rodzinach zabrakło miłości, zainteresowania, a czasami po prostu jasnej wskazówki, że to co robią, jest złe.

Na dnie
Patrycja robiła karierę w aktorstwie. Ale jej życie było fikcyjne. Tak bardzo, że nie potrafiła wykonać najprostszej życiowej czynności, np. wybrać spodni do założenia w danym dniu, bez zapytania się o to jakiegoś przedmiotu magicznego. Dostawała co chciała. Grała w serialach, w bardzo młodym wieku już reżyserowała i produkowała filmy. Otrzeźwienie przyszło w momencie, kiedy jej chłopak, na którego złożyła „zamówienie” u ciemnych sił, okazał się alkoholikiem, narkomanem, pedofilem, awanturnikiem i damskim bokserem. Piotr zajmował się handlem narkotykami i alkoholem, wymuszeniami spłaty długów, rozbojami. Pracując w dyskotece, sprzedawał narkotyki młodzieży. Był zamożnym człowiekiem, jeździł drogimi samochodami. Miało to swoją cenę: konkurencja chciała go wiele razy „odstrzelić”. Miał koszmary, widział we śnie krzywdy, które wyrządził ludziom. W więzieniu, które nazywa „prawdziwą szkołą zła”, ośmiokrotnie próbował popełnić samobójstwo. Piotr, który spędził w więzieniu w sumie 24 lata, twierdzi, że jest ono naturalną glebą dla ateizmu. Patrycja, za namową koleżanki, która była Świadkiem Jehowy, przestała chodzić do kościoła jeszcze jako dziecko. Później, gdy dzięki czarnej magii miała wszystko, o czym zamarzyła, Pan Bóg – jak uważała – nie był jej do niczego potrzebny.

Na drodze nawrócenia
Ale Jezus był cały czas blisko. Czekał cierpli− wie, aż zrozumieją, że tak dalej się nie da i zaproszą Go do swojego życia. Patrycja, kiedy już nie wiedziała, co robić, by wykaraskać się ze swoich problemów, zaczęła modlić się do Boga: „powiedz mi, do cholery, co się dzieje”. Po spowiedzi i Eucharystii, pierwszych od lat… zakochała się w Panu Jezusie po uszy. Prawdziwy pokój serca odzyskała po pierwszym w swoim życiu egzorcyzmie. Ziarno wiary w sercu Piotra zasiał… współwięzień, który powiedział mu, że odbywają się spotkania wierzących więźniów. Gdy po jednej z prób samobójczych leżał na łóżku w izolatce, po raz pierwszy zaczął się zastanawiać nad słowami: czy Bóg może mnie kochać? Czy w ogóle istnieje? Pewnej nocy miał sen. Kiedy się obudził, widział światło i słyszał głos mówiący: „Przyjdź do mnie!” Wtedy przyjął Jezusa, zaczął się modlić, wyznawać swoje grzechy i płakać. Trwało to półtorej godziny. Funkcjonariusze myśleli, że zwariował. Zaczął szukać grup wierzących, które spotykały się w więzieniu. Tak trafił do Kościoła zielonoświątkowego, gdzie jest do dziś.

Świadkowie
Nie żałują swojego wyboru. Także – jak w przypadku Patrycji – przerwanej kariery, niezarobionych pieniędzy… O tym, co ich spotkało, opowiadają publicznie. Kto bowiem doświadczył miłości Jezusa i przebaczenia grzechów, ten – ich zdaniem – nie może tego doświadczenia zatrzymywać dla siebie, lecz musi dzielić się nim z innymi. Patrycja, podczas spotkań, które odbywa głównie w kościołach, przestrzega przed lekceważeniem takich elementów czarnej magii, jak talizmany, amulety czy horoskopy. Zachęca też, by nie bać się zwracać uwagi ludziom, którzy czynią zło, bo gdyby kiedyś taki człowiek stanął na jej drodze, to być może nie „wsiąknęłaby” w czarną magię. Piotr jeździ po kościołach, szkołach i więzieniach, ewangelizuje, działa w profilaktyce alkoholowej i narkotykowej.

Czy ja chcę nowego życia?
Ze świadectwem życia takich osób jest tak, że można je albo przyjąć, albo odrzucić, ale nie można go zanegować, bo świadectwo nie jest teoretyzowaniem, lecz dzieleniem się, jak Pan Bóg oczyścił i uporządkował ich życie. Wiele osób wierzących jednak te świadectwa odrzuca, nie potrafi się na nie otworzyć, zarzucając osobom nawróconym „koloryzowanie” opowieści czy wręcz kłamstwo, ekshibicjonizm medialny itd. Kiedy zapytałem o to ks. Andrzeja Zagórskiego MS, prowincjała Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Saletynów, odnosząc się do tych zarzutów odpowiedział mi tak: „Świadectwo bywa najczęściej zaproszeniem do zastanowienia się, co w życiu jest najważniejsze i nad działaniem Boga w naszym życiu. Mimo to – a może właśnie dlatego – budzi u tzw. zwykłych katolików, chodzących do kościoła, ale niezbyt zaangażowanych w życie kościelnej wspólnoty, reakcję, którą można nazwać zgorszeniem się nawróceniem. Unoszą się wtedy tzw. świętym oburzeniem: jakim prawem taka osoba będzie mnie pouczała?”

Dlaczego tak się dzieje? Być może ci, którzy nie potrafią przyjąć takiego świadectwa, cenią w swoim życiu nade wszystko tzw. święty spokój. A słuchając opowieści Patrycji czy Piotra nie można nie zauważyć, że Pan Bóg wszedł w ich życie mocno, robiąc w nim „demolkę”. Po to, by poskładali je od nowa, ale już inaczej. Z Nim. Czasami człowiek broni się przed własnym nawróceniem, bo przeczuwa, że gdy uwierzy w Boga naprawdę, to On może takiej „demolki” dokonać także w jego życiu. I człowiek staje wtedy przed pytaniem: czy ja chcę nowego życia? Przykład Patrycji i Piotra dowodzi, że nie trzeba się bać sytuacji, kiedy życie wali się nam na głowę. Ważniejsze jest, by to, co powstanie w zamian, było lepsze. A lepsze znaczy – bliżej Boga.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • uczennica6
    26.06.2014 10:19

    Szczęść Boże. Od strony duchowej nawrócenie zawsze dokonuje się za sprawą Boga. Nawrócenie czyli moja wola służenia Bogu, która zawsze jest wynikiem działania Boga. Powyższe  zdanie jest "zagmatwane" rozumowo ale poprawne duchowo. Bóg daje poznać człowiekowi zło, On nie "opowiada" mu o złych działaniach ale doświadcza człowieka złem z jego (człowieka) środowiska. Człowiek służy diabłu i ludziom, którzy odwrócili się od Boga. Sam też prowadzi działania złotwórcze. I tak jest do momentu, aż Bóg oświeca człowieka DOBREM. Poprzez ludzi innych - wierzących - ów niewierzący zaczyna doświadczać prawdziwego Boga. Człowiek, który dotychczas grzązł w działaniach wbrew naturze ludzkiej chce się "oczyścić", często nie w pełni świadomy tego działania. Działa inaczej niż dotychczas dyktował mu rozum, ale wolą chce już się zmienić. W tym momencie  - Bóg - zaczyna na nowo kształtować człowieka. Proces odradzania się trwa aż do śmierci ciała. 

    Temat z duchowości człowieka: Bóg kształtuje człowieka po jego nawróceniu.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama