Najszczęśliwszy człowiek na ziemi

Rycerz Niepokalanej 7-8/2014

Jeśli potrafisz dziękować przez 15 min., to jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi!

 

U Wojtka Jałoszyńskiego w szóstym roku życia stwierdzono pierwotny niedobór odporności. Adam Kaczmarek w wieku 23 lat zachorował na chłoniaka limfoblastycznego z komórek T. Wspólnie napisali książkę: Jest nadzieja, więc warto żyć o codziennych zmaganiach z chorobą. Założyli stowarzyszenie i wspólnotę o tej samej nazwie. Prowadzą warsztaty Jak to się robi? Czyli lekcja o poszukiwaniu szczęścia.
Książkę można pobrać ze strony: www.jestnadzieja.org.pl

W książce piszecie: „podstawą jest zaufać i uwierzyć” albo „nadzieja jest niezbędna do życia”. Skąd się bierze nadzieję?

Adam: Nadzieję można czerpać z Pisma Świętego. Pokłady nadziei znajdują się również w sercu każdego człowieka.

Wojtek: Nadzieja dla mnie jest poczuciem, wręcz przekonaniem, że nic, co mnie spotkało w życiu, nie było przypadkiem czy zrządzeniem losu – zawsze nad moim życiem czuwał i czuwa Bóg – i stąd wiem, że wszystko ma sens, wszystko mnie prowadzi ku głębszemu poznaniu Jego samego, do służby Mu, a w konsekwencji do zbawienia. Źródłem nadziei jest Bóg, który objawia swą zbawczą moc w sakramentach. Dlatego daję prostą receptę: chcesz mieć nadzieję, to korzystaj z darów łaski, jakimi są sakramenty!

Jak to się robi, gdy przychodzi jakiś życiowy problem, poważna choroba, śmierć bliskich?

Adam: Podstawą jest ufać, że każde cierpienie ma swój głębszy sens. Poprzez cierpienie, każdy z nas zbliża się do Boga. Moja śp. prababcia zwykła mówić: „Jeżeli Pan Bóg kogoś kocha, to mu krzyży nie szczędzi”. Syn Boży poświęcił się dla nas, cierpiąc za nasze grzechy. Jeśli jesteśmy w stanie to sobie uświadomić, wtedy łatwiej jest ufać i wierzyć.

Wojtek: Po prostu ma się poczucie, że to wszystko ma sens, że Bóg jest obecny w naszej codzienności, zwłaszcza w tej trudnej
i bolesnej. W pewnym momencie mojego życia spojrzałem w przeszłość i zobaczyłem, że choroba, śmierć moich przyjaciół czy inne trudności miały ogromny wpływ na to, kim jestem. Staram się widzieć coś więcej niż tylko tu i teraz, i Pan daje mi poznać – czasem wcześniej, czasem nawet po kilkunastu latach – że wszystko miało sens, że wszystko musiało się wydarzyć w moim życiu, abym był tu, gdzie właśnie jestem. Dlatego o tym mówię czy piszę. Nie martw się, chłopaku i dziewczyno, wszystko ma w twoim życiu sens, tylko proś Pana Boga, aby powiedział tobie, do czego ma cię to prowadzić. Skoro mi to objawił, to czemu nie miałby tobie?

Ale chyba mieliście też takie momenty, które można nazwać „bez-nadziejnymi”? Jak odbudować utraconą nadzieję?

Adam: Jesteśmy tylko ludźmi i normalne jest to, że upadamy i przestajemy wierzyć. W takich momentach należy spojrzeć na krucyfiks i uświadomić sobie, co musiał czuć Jezus, kiedy Go krzyżowano za nasze winy. Należy zrozumieć, że Bóg jest miłością, a miłość to przecież samo dobro.

Wojtek: Nie jesteśmy wolni do cierpienia, bólu, trudności. Pytam siebie, gdzie tu sens, kiedy ni stąd, ni zowąd, leżysz w szpitalu, jesteś bliski śmierci, tracisz przyjaciół, wspólnota cię olewa, a wymarzona dziewczyna daje ci kosza, bo jesteś chory. Jednak miałem w myśli tę obietnicę Boga: wszystko ma sens i Ja ci pokażę w swoim czasie, dlaczego musiało cię to wszystko spotkać. Dziś już wiem – odrzucono mnie w trudnej chwili po to, abym ja nikogo z moich bliskich nie zostawił w potrzebie!

W trudnych momentach, kiedy wydaje się nam, że wszystko jest bez sensu, że Pan od nas odszedł, On tak naprawdę jest bardzo blisko i nas doświadcza. Czasami trzeba zacisnąć pięści, wstać i iść dalej, a nie czekać bezczynnie, a z czasem dowiemy się, jakie są tego owoce.

Jak odbudować utraconą nadzieję? Może po prostu należy powiedzieć: Boże! Weź mi pomóż, powiedz, o co Ci chodzi! A Pan odpowie, tylko bądź czujny, bo w chwili, w której się nie spodziewasz, przyjdzie Pan i rozjaśni twój mrok!

Co może być nadzieją dla osoby śmiertelnie chorej? Może nadzieja na uzdrowienie?

Adam: W pewnym stopniu tak, to Bóg – Jego słowo jest najlepszym lekiem na wszystkie ludzkie dolegliwości.

Wojtek: Chyba przez 19 lat modliłem się o uzdrowienie z choroby. Prosiłem Boga: uzdrów mnie, zabierz to ode mnie, nie chcę tego, mam już dość. Modliłem się o uzdrowienie po to, aby mnie przyjęli do seminarium. To było głupie i strasznie egoistyczne. Liczyłem się tylko ja, a nie Pan Bóg. Pan jednak powiedział mi, że nie chce mnie uzdrawiać, bo chce, abym dawał świadectwo jako człowiek chory. Zrozumiałem, że mam stać się znakiem obecności Boga pośród ludzi, który nie załatwia sprawy raz na zawsze, uzdrawiając i „cześć”, ale który codziennie wspomaga mnie, daje siły, radość, nadzieję i poczucie szczęścia, mimo tego, co mnie spotkało, spotyka i będzie spotykać.

Tak, Pan Bóg uzdrawia! Uzdrowił moje wnętrze i moje ciało. Uzdrowił mnie z guza lewej nerki tak, że od kilku miesięcy jestem zdrowy i od dawna nie leżałem przykuty do łóżka! Wierzę w moc Ducha Świętego. Jednak mimo wszystko bliższa mi jest teza Nicka Vuijicic’a: „Jeśli nie otrzymujesz cudów, to stań się cudem dla innych!”. I o to chodzi, aby być takim cudem i namacalnym dowodem na istnienie Boga w świecie!

Wojtek pisze o swoim odrzuceniu przez Kościół, przez dziewczynę z powodu choroby. Jak sobie z tym poradzić?

Wojtek: To nie Kościół mnie odrzucił, ale ludzie Kościoła. W dość raniących słowach powiedziano mi, że jestem bezużyteczny, i że sobie nie poradzę jako ksiądz. Powiedziano mi, że tacy ludzie jak ja umierają przed czterdziestką. Dzisiaj by to po mnie spłynęło, jednak dla osiemnastolatka te słowa były bardzo dotkliwe. Długo mi zajęło, zanim się pozbierałem. Nie mam żalu o to, że nie chciano, abym został księdzem, ale o to, że zrobiono to w taki raniący sposób.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama