Obrzydliwa nijakość

Głos Karmelu 59/5/2014

Wielkim problemem Laodycei jest fałszywe poczucie samowystarczalności i bezpieczeństwa, związane ze świadomością posiadanego bogactwa. Laodycea nie czuje potrzeby ciągłej więzi z Jezusem, wzywania Jego pomocy i miłosierdzia, bo przecież wszystko ma, wszystko idzie dobrze... Przyznam, że czasem ja też czuję się „mieszkanką Laodycei”

 

Laodycea, położona na zachodzie dzisiejszej Turcji, umiała radzić sobie z problemami, nawet wielkimi. Gdy po trzęsieniu ziemi, które zniszczyło miasto, Rzymianie proponowali pomoc, Laodycea odmówiła jej przyjęcia, bowiem nie brakowało jej środków, by samodzielnie podnieść się z ruin. Miasto było bogate, znane z wyrobu czarnej wełny na dywany i ze słynnej szkoły lekarskiej, produkującej maści. Tymczasem właśnie Kościół w Laodycei będzie adresatem najsurowszego spośród siedmiu Listów, zawierającego ostre zarzuty i żadnych słów pochwały. Słowo nagany nie jest nigdy ostatnim słowem Chrystusa: właśnie w tym liście znajdziemy piękne obietnice i zaproszenie do głębokiej zażyłości ze Zbawicielem.

Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen... Dziwny tytuł! Dla większości współczesnych czytelników słowo „amen” jest pustą formułą kończącą modlitwy, „bardziej wtajemniczeni” wiedzą, że „amen” znaczy „niech się tak stanie”. Tymczasem za tym krótkim wyrazem kryje się bardzo szerokie znaczenie hebrajskiego czasownika aman, który oznacza „opierać się na czymś pewnym”, a w konsekwencji – „wierzyć”. Gdy dla nas słowo „wierzyć” kojarzy się z czymś mglistym, trudnym do potwierdzenia, Hebrajczykom kojarzyło się z postawieniem nogi na skale, na bezpiecznym podłożu. Giancarlo Biguzzi schodzi jeszcze głębiej w swoim komentarzu, wskazując, że ten czasownik był często używany w odniesieniu do dziecka wtulonego w ramiona matki, zatem wyraża on bezpieczeństwo kogoś, kto sam z siebie byłby słaby i bezbronny. Właśnie takim niezawodnym oparciem, gwarancją bezpieczeństwa jest Chrystus dla adresatów listu, nie tylko dla chrześcijan Laodycei, ale dla swoich wiernych wszystkich czasów. Uczniowie Jezusa są nieraz chwiejni, słabi, zmienni, ale On jest „Amen”, jest pewny i wiarygodny.

O tej wiarygodności mówi też następny tytuł: Świadek wierny i prawdomówny. Całe życie Chrystusa było wyrazistym świadectwem dawanym Bożej Prawdzie. Greckie słowo „świadek” (martys) oznaczało zarówno głosiciela jakichś poglądów, jak i świadka w sądzie; w przypadku Jezusa i Jego uczniów świadectwo dawane Ewangelii prowadziło często do oskarżenia przed sądem, a ostatecznie do tego, z czym dziś kojarzy się nam to greckie słowo (por. martyrologia) – do tego heroicznego świadectwa, jakim jest męczeństwo. Jak zobaczymy, adresatom listu jest bardzo daleko do heroizmu...

Chrystus przedstawia się dalej jako Początek stworzenia Bożego. Oczywiście, nie oznacza to, jakoby byłby On jednym ze stworzeń, ale że jest, jak brzmi grecki oryginał – Arche, a więc Zasadą – Początkiem stworzenia. Ciekawa rzecz, że gdy św. Paweł pisał list do Kolosan, mieszkańców miasta położonego kilkanaście kilometrów od Laodycei, określił Chrystusa tytułami Pierworodny wobec każdego stworzenia i Początek (Kol 1, 15.18). Widać, że w tej części starożytnej Anatolii kwestia roli Chrystusa w dziele stworzenia była szczególnie rozważana przez Jego uczniów. Nie jest to bowiem tylko problem dla filozofów: jeśli Chrystus był obecny i brał udział w dziele stworzenia, ma też moc nad wszystkim, jest On – razem z innymi Osobami Boskimi – ostatecznym punktem odniesienia dla wszystkiego, co istnieje.

Po tym szerokim i jakże wymownym przedstawieniu siebie Chrystus przechodzi zaraz do poważnego oskarżenia: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Owszem, wierni z Laodycei nie odrzucili wiary (zimny), ale nie wykazują żadnej żarliwości (gorący). Absolutna przeciętność, miernota!

Niektórzy komentatorzy widzą w tym obrazie nawiązanie faktu, iż Laodycea sprowadzała wodę kanałami z gorących źródeł w sąsiednim mieście, a po drodze woda traciła temperaturę. W starożytności uważano (medycyna ludowa podziela tę opinię), że letnia woda powoduje wymioty. To tłumaczy nam sens następnych zdań. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ostatnie słowa można też przetłumaczyć: „chcę cię zwymiotować z mych ust”. Chrystus mówi do Kościoła w Laodycei (ale też i do nas): „Obyś się zdecydował, czy chcesz być zimny, czy gorący, a ty jesteś zupełnie nijaki, mdły”.

To zdumiewające, że te chyba najostrzejsze słowa Chrystusa słyszy wspólnota, w której pozornie nie dzieje się nic złego według naszych ocen. Nie słyszymy tu oskarżeń o rozpustę czy uleganie herezjom; jest to raczej, używając słów z omawianego niegdyś Listu do Kościoła w Efezie, odejście od pierwotnej miłości.

Co spowodowało ten spadek gorliwości? Dowiadujemy się o tym z następnych słów listu: Ty bowiem mówisz: „Jestem bogaty”, i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Pamiętamy odpowiedź daną Rzymianom proponującym pomoc („Niczego mi nie trzeba”), pamiętamy o bogactwach Laodycei. Miasto, które produkuje wełnę, słyszy: „Jesteś nagi”; miasto słynące z maści słyszy: „Jesteś ślepy”; bogata Laodycea dowiaduje się, że jest biedna! Wszystkie powody do dumy zostają zanegowane. Gdy Kościół w Smyrnie zdawał się biedny w oczach świata, ale był bogaty w oczach Jezusa, teraz bogata Laodycea okazuje się biedna, ślepa i naga.

Wielkim problemem Laodycei jest fałszywe poczucie samowystarczalności i bezpieczeństwa, związane ze świadomością posiadanego bogactwa. Laodycea nie czuje potrzeby ciągłej więzi z Jezusem, wzywania Jego pomocy i miłosierdzia, bo przecież wszystko ma, wszystko idzie dobrze... Przyznam, że czasem ja też czuję się „mieszkanką Laodycei”: zauważyłam, że chwile największego marazmu duchowego w moim życiu to te okresy, gdy zdaje się, że „wszystko mam i niczego mi nie trzeba”. Jak łatwo wtedy zapomnieć o własnej słabości i zależności, jak łatwo wtedy zapomnieć o kochającym niewidzialnym Ojcu, który daje mi to wszystko, co w tym czasie wydaje mi się „należne i oczywiste”... Stąd naprawdę błogosławione bywają te chwile, gdy odkrywamy, że jesteśmy „biedni, ślepi i nadzy”, że bez Niego nic nie możemy uczynić.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama