Artysta – szafarz tajemnicy

Rycerz Niepokalanej 9/2014

O tworzeniu i odbieraniu sztuki sakralnej, modlitwie artysty i wchodzeniu w relację z Bogiem przez odbiorcę opowiada o. Marko Ivan Rupnik SJ, kapłan i artysta tworzący niepowtarzalne mozaiki na całym świecie.

 

Co w Ojca życiu było pierwsze? Sztuka czy teologia?

O. Marko Ivan Rupnik SJ: Te dwie rzeczy były razem. Już w dzieciństwie chodziłem z tatą w Alpy. Gdy tylko ustępował śnieg, tata szedł pracować w pole. Miałem 5 lat i obserwowałem go. Zanim zaczął pracę, błogosławił ziemię. Potem z wielką pieczołowitością pracował, przygotowywał rolę, usuwał kamienie. Kiedy siostry przynosiły nam drugie śniadanie, on przed posiłkiem błogosławił szynkę i wino. Dopiero później zaczynał jeść. Robił to z tą samą „postawą liturgiczną”, jak w czasie pracy. Chłonąłem tam jedno i drugie – siłę przemiany ziemi, materii, dlatego że była to siła ducha, modlitwy i liturgii. Te dwie rzeczy są razem – artysta i kapłan.

A gdzie dzisiaj te dwie rzeczywistości się spotykają?

MIR: Jestem kapłanem, jakim jestem, bo jestem artystą. Jestem artystą, jakim jestem, bo jestem kapłanem i teologiem. Nie doświadczam w sobie dychotomii. Ludzie też to dostrzegają.

Sztuka pomaga teologii i byciu kapłanem czy na odwrót – kapłaństwo pomaga być sprawniejszym, wykwintniejszym artystą?

MIR: Wiaczesław Iwanowicz Iwanow [rosyjski dramatopisarz, filozof, tłumacz przełomu XIX i XX w. – przyp. red.] powiedział, że w odległych czasach artyści byli kapłanami. Myślę, że to jest prawda. Prawdziwa teologia ma dwa nierozdzielne wymiary – chrystologiczny i pneumatologiczny. To oznacza, że nie może mówić inaczej niż z kosmosem, z materią, z ciałem. Logos to Chrystus. Taka jest właśnie moja teologia – mówię obrazami, czyli włączając materię. Nie mogę mówić o Chrystusie bez chleba i wina, i bez braci; podobnie jak nie mogę mówić o Duchu Świętym – bez oleju. Z drugiej strony inspiracja artysty jest tajemnicą, która pociąga, fascynuje i wzywa. I ty musisz odpowiedzieć – idziesz, zbliżasz się do tego, co cię pociąga, ale dopóki nie uklękniesz i nie uznasz tej tajemnicy, nie udzieli się tobie. Udziela się tylko temu, kto jest pokorny, kto jest przyjacielem tajemnicy. Jest to bardzo piękne, bo sztuka potrzebuje treści. Treści, która przekracza mnie samego. Dla mnie wielkie nawrócenie artystyczne nastąpiło wtedy, gdy przestałem podążać za wyrażaniem siebie samego. Wszedłem wówczas w sztukę, gdzie artysta służy – jest szafarzem, staje się użyteczny tajemnicy, z którą chciałby dotrzeć do innych.

Jeśli ktoś boi się, że zniknie jego aspekt osobisty, to jest to bardzo powierzchowne. Ze sztuką jest jak z miłością – im jest bardziej osobista, tym bardziej jest uniwersalna. Kiedy czynię gest prawdziwej miłości, należy on i do mnie, i do tego, do którego jest skierowany. Maryja jest Matką swojego Syna, ale też Syna Bożego. Przez to należy do wszystkich. Od kiedy moja sztuka stała się służbą, wielu rozpoznaje siebie w tym, o czym mówię.

To jest Ojca modlitwa?

MIR: Tak.

A czy odbiorca, który patrzy na to dzieło sztuki, też może się modlić?

MIR: Dzisiaj jestem już całkowicie przekonany, że starożytni mieli rację, gdy zauważyli, że jest sztuka, która budzi podziw, ale też taka, która budzi coś duchowego i skłania do modlitwy. Budzi pokój i cześć, wprowadza w dialog z Bogiem.

Kiedyś w Rumunii przeżyłem coś bardzo mocnego. Przywiozłem pokazać metropolicie prawosławnemu oblicze Matki Bożej. Wieczorem zamontowałem mozaikę na drewnianej desce przed ikonostasem, bo rano miał przyjść metropolita. Nagle w nocy słyszę kogoś, kto śpiewa. Zdziwiłem się, słysząc śpiew o tej porze. Wstałem z łóżka i poszedłem zobaczyć; to był proboszcz, który śpiewał modlitwy przed Matką Bożą. Rano ok. godz. 9 wchodzę do cerkwi, a tam procesja studentów, dzieci, starszych, którzy podchodzili ucałować twarz. Mój asystent zrobił zdjęcie starszej kobiecie – ponad 80-letnia, cała pochylona, powoli klęka, by móc ucałować Matkę Bożą w wargi. Wzruszające. Spełniłem moje życie. Te osoby rozpoznały obecność, nie opowiadanie, nie przedstawienie, ale obecność.

A skąd to się bierze, że tylko w niektórych dziełach sztuki rozpoznajemy tę obecność?

MIR: Myślę, że są różne czynniki. Jeden jest bardzo generalny i dotyczy doskonałości dzieła sztuki. Dla chrześcijan istotne było ukazanie człowieka kruchego, grzesznego, śmiertelnego, niedoskonałego formalnie, otwartego na działanie Boga. Jeśli artysta stara się doprowadzić dzieło do takiej perfekcji, która łączy otwartość człowieka i działanie w nim Boga, to dzieło zamyka w sobie ten akt.

Ale jest jeszcze pewien procent, który nie zależy od nas. To jest łaska Boga. Od nas zależy oczyszczenie. Artysta oczyszcza się poprzez modlitwę i ascezę. Łaskę można dostrzec w późniejszych modlitwach wiernych. Bo Bóg wchodzi w nasze dzieło trzy razy. Najpierw, kiedy stwarza świat – kiedy stworzył kamienie mojej mozaiki. Później poprzez miłość, którą ja wkładam w tworzenie dzieła. I na końcu, kiedy Kościół się modli. Jeśli brakuje tego trzeciego, to ten drugi ponosi klęskę.

Ekipa moich artystów zaczyna pracę od liturgii. Ale potem zwracam uwagę na miłość. Jeśli między nami jest miłość, wtedy jest Bóg. Dzieło będzie zamieszkane przez Boga. Jesteśmy z dziewięciu różnych krajów: prawosławni, grekokatolicy, łacinnicy. Jeśli między nami jest przyjaźń, cierpliwość, miłość, pomoc, wtedy tam jest Bóg. To jest dla mnie kryterium.

Czy te kryteria też spełnia najpopularniejsza ikona w Polsce, która cieszy się wielkim kultem, czyli obraz Czarnej Madonny w Częstochowie?

MIR: Dokładnie. W wizerunkach z Częstochowy, Lourdes czy Fatimy możemy zobaczyć to, co dawniej było kryterium chrześcijan. Kiedy chrześcijanie pojawili się u wybrzeży Morza Śródziemnego, weszli w świat sztuki greckiej i rzymskiej. A jednak ona ich nie pociągała, bo doskonałość formalna nie była dla nich przekonująca. Bo ta doskonałość jest złudna, nie istnieje. Jest to zawsze doskonałość pewnej idei, pomyślanej przez człowieka i przez niego zrealizowanej. Nie ma żadnego wielkiego sanktuarium, gdzie czczony byłby obraz doskonałości formalnej.

W jakich okolicznościach, w jakich momentach życia Ojciec tworzy swoje dzieła?

MIR: Ja tworzę ciągle. Nieustannie myślę o kwestiach teologicznych podczas długich podróży, podczas pracy, zawsze. Słucham, czytam, patrzę. Każdego wieczoru czytam jakiegoś teologa czy Ojca Kościoła albo oglądam szkice sztuki romańskiej, bizantyjskiej, gotyckiej – to jest mój pokarm. Kiedy proszą mnie o jakieś dzieło, zaczynam łowić w tym morzu, w którym się poruszam. A później ciągle rysuję. Trzeba ciągle rysować, bo inaczej ręka nie działa.

A jak wyrażać to, co niewyrażalne, czyli kwestie teologiczne?

MIR: Wszystkie kwestie teologiczne są wyrażalne! Wielkie kłamstwo nowoczesne polega na tym, że wielu myśli, że im dzieło bardziej jest abstrakcyjne, tym bardziej jest duchowe. Chrystus się wcielił, przemienił świat, więc kwestie teologiczne są bardzo konkretne. Ja nie staram się niczego wymyślać, ale zebrać razem rzeczy, których jeszcze nie było. Albo jakimś małym szczegółom nadaję nowy aspekt. W teologii nie ma nic do wymyślenia. Trzeba tylko powiedzieć tak, jakby mówiło się o tym po raz pierwszy – z wielkim entuzjazmem.

Co Ojciec czuje, kiedy skończy dzieło?

MIR: Kończę dzieło z wielką wdzięcznością. Kiedy jesteśmy na wielkim placu pracy, każdego ranka koncelebruję Mszę świętą – ofiaruję z chlebem i winem pracę tego dnia. Kiedy kończę dzieło, dziękuję każdemu mojemu artyście, a oni dziękują sobie nawzajem. Wówczas też sprawuję Eucharystię przed ludem tego Kościoła, aby przekazać to dzieło temu Kościołowi. Wtedy najmocniejszym uczuciem jest wdzięczność. Im bardziej dzieło jest udane, tym bardziej czuję, że jestem prowadzony. Nie jestem głównym bohaterem. To jest dla mnie mocne doświadczenie, nawet jeśli jestem dyrygentem chóru artystów. Mozaika jest dziełem chóralnym, a ja jestem jej przewodnikiem.

Czy jako artysta może Ojciec przekazać jakieś wskazówki tym, którzy odbierają obrazy, którzy chcą się nimi modlić?

MIR: Dzieło sztuki, jeżeli jest naprawdę dziełem sztuki liturgicznej, stanowi część liturgii. Trzeba w niej po prostu uczestniczyć. Kiedy wiele razy staję przed tym samym obrazem, rodzi się relacja. Nie muszę interpretować. Sztuka liturgiczna jest bardzo różna od sztuki z galerii. Sztuka z galerii to idea artysty, to jego wizja. Sztuka liturgiczna wyraża wiarę Kościoła – artysta nie wyjaśnia swojego dzieła, ale czyni z niego jakby homilię. Nie jest dobrze interpretować za dużo, lepiej uczestniczyć, żeby obrazy weszły do wnętrza.

Rozmawiał Przemysław Radzyński
Tłumaczyła Danuta Piekarz

O. Marko Ivan Rupnik SJ jest pochodzącym ze Słowenii artystą. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Rzymie oraz studiował teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Jest konsultorem Papieskiej Rady ds. Kultury i Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Od 1995 r. jest dyrektorem Atelier Sztuki Centrum Aletti. Atelier skupia artystów chrześcijańskich, którzy wspólnie żyją, modlą się i pracują. Stanowi ono drogę pomocy w dojściu do nowego spotkania między sztuką i wiarą, między różnymi Kościołami i artystami. Razem z artystami z Atelier Sztuki Centrum Aletti o. Marko wykonał mozaiki, m.in. w papieskiej kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie i w krypcie nowego kościoła w San Giovanni Rotondo, w sanktuarium Matki Bożej w Lourdes, w nowym sanktuarium Świętej Trójcy w Fatimie, a także w górnym kościele sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie Łagiewnikach.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| RUPNIK

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama