Cyryl traci Cerkiew na Ukrainie

Więź 3/2014

By zrozumieć, co oznacza symbol Kijowa w oczach zwierzchnika prawosławnych Rosjan, należy — wzorem uczestników niedawnych obchodów — cofnąć się w czasie do roku 988. Ruski kniaź Włodzimierz przyjął wtedy chrzest w obrządku bizantyjskim. Wraz z nim ochrzciła się symbolicznie cała Ruś.

 

Rocznica chrztu Rusi obchodzona 28 lipca tego roku w Moskwie, choć nieokrągła, imponowała pompą. Sobór Chrystusa Zbawiciela wypełniło echo mocnych głosów chóru mniszek. Majestatyczne wnętrze wchłonęło tłumnie przybyłych uczestników obrzędu, pozostawiając rozległą, pustą przestrzeń w centrum świątyni. Jej środkiem, po szerokim zielonym suknie, kroczył ku ołtarzowi patriarcha Cyryl.

Bohaterami tegorocznego święta byli żołnierze wojsk wewnętrznych. To ich panterki zdominowały panoramę zgromadzenia wiernych. To oni, ogoleni na łyso, z furażerkami przepisowo wciśniętymi pod pagonem, czasem z orderem na piersi — stali karnie w kolejce do Komunii, której osobiście udzielał im patriarcha. Cywilni chrześcijanie tego dnia musieli się zadowolić przyjęciem sakramentu z rąk innego duchownego.

Do żołnierzy wojsk wewnętrznych zwracał się też w kazaniu patriarcha Moskwy i Wszechrusi: „Jak armia na froncie broni kraju od wroga napadającego spoza granicy, tak wy bronicie ojczyzny od wroga działającego wewnątrz. A taką sytuację mamy właśnie dzisiaj. Walczymy naraz na obu frontach”. Wątek zagrożenia obecny był w całym przemówieniu Cyryla, podobnie jak wizja ciemnych chmur, gromadzących się nad rosyjsko-ruską ojczyzną. Swoje kazanie patriarcha zakończył słowami: „Bóg nas ukarze, ale nie zabije”. Trochę to mało optymistyczne jak na radosne przesłanie niedawno ustanowionego święta chrztu Rusi.

W Ławrze po ukraińsku

Tego samego dnia tę samą rocznicę obchodzono też w Kijowie. Głównym celebransem w soborze katedralnym św. Włodzimierza był Filaret, patriarcha Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego, której niezależności nie uznaje Moskwa. Cerkiew, tłumy, śpiewy, kadzidło i świece... wszystko tam było jakby mniejsze, skromniejsze, trochę bardziej ciche. Spokojniejsze, ale i znacznie bardziej radosne. Mimo że niedaleko na wschód toczy się krwawa wojna, która w istocie jest agresją Rosji na Ukrainę.

Jednak wydarzenie, które tego dnia najbardziej poruszyło prawosławnych kijowian, dokonało się z dala od miejsc centralnych obchodów — na dnieprowych skarpach Ławry Peczerskiej. Tysiącletni monaster, rozłożony w samym środku stolicy, ale niejako obok niej, to najświętsze miejsce ukraińskiego prawosławia. A jednocześnie, od kilku już pokoleń, silny ośrodek prawosławnej kultury rosyjskiej. W dodatku mocno zorientowany na Moskwę. Podczas gdy Kijów już od lat modlił się w swoich cerkwiach po ukraińsku, tutaj twardo trzymali się rosyjskiego. Po rosyjsku głosili kazania księża, po rosyjsku śpiewano pieśni oraz odmawiano część modlitw. Do 28 lipca 2014 r. Tego dnia codzienne mołeben (modlitwa wstawiennicza), deklamowane przed ołtarzem głównej peczerskiej cerkwi, celebrowano po raz pierwszy w języku ukraińskim.

W jakże innym duchu obchodzono to święto rok wcześniej! Warto było widzieć, jak rosyjski patriarcha całował się tam z rosyjskim prezydentem, potem zaś jak obaj, stojąc przed świętą peczerską ikoną, kreślili krzyże na czołach i piersiach. Bo zarówno Cyryl, jak i Putin byli głównymi bohaterami okrągłej, 1025 rocznicy chrztu Rusi — a nawet jego reżyserami. Gospodarz miejsca, metropolita Kijowa Wołodymyr, reprezentujący Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego, usunął się w cień na rzecz patriarchy Cyryla. Trudno mu się zresztą dziwić, gdyż pod względem kanonicznym to Cyryl, a nie Wołodymyr, był w 2013 r. pełnoprawną głową ukraińskiego prawosławia. Nie można jednak w ten sam sposób rozgrzeszać prezydenta Janukowycza, formalnego zwierzchnika suwerennego państwa. Ten, z wdziękiem hotelowego administratora, doprowadził dostojnego „kolegę” na miejsce ceremonii, potem zaś dyskretnie odszedł na stronę. Powiedzieć, że na kijowskich obchodach rocznicy chrztu Rusi w roku 2013 nie było Ukrainy — to stanowczo za mało. Tam Ukraina, wraz z ideą jej niepodległości, została upokorzona — w sposób spektakularny i bolesny.

Ubiegłoroczna kijowska rocznica była ukoronowaniem wieloletnich zabiegów patriarchy Cyryla. Gdy w 2009 r. przejął on ster rządów w Cerkwi rosyjskiej, znajdowała się ona w stanie politycznej stagnacji. Jego poprzednik, Aleksy II, rządził nią w dawnym stylu, nacechowanym pryncypializmem i brakiem elastyczności w stosunkach ze światem zewnętrznym. Na polu kościelnej dyplomacji doprowadziło to do serii konfliktów — z Rzymem, z siostrzanym Konstantynopolem, wreszcie z Cerkwią prawosławną Ukrainy. Pierwsze lata rządów nowego patriarchy przyniosły jednak nadzieję na umiarkowane zmiany. Cyryl, nie ustępując tradycyjnym „przeciwnikom” na żadnym z pól konfliktów, umiał przecież pokazać, że potrafi odnaleźć drogę do dialogu z nimi.

W przypadku stosunków z Kijowem była to droga zdecydowanie kręta.

Niezbędna dawka historii

By zrozumieć, co oznacza symbol Kijowa w oczach zwierzchnika prawosławnych Rosjan, należy — wzorem uczestników niedawnych obchodów — cofnąć się w czasie do roku 988. Ruski kniaź Włodzimierz przyjął wtedy chrzest w obrządku bizantyjskim. Wraz z nim ochrzciła się symbolicznie cała Ruś. Włodzimierz rządził krajem z Kijowa i tutaj też ulokował swą siedzibę pierwszy biskup. Historia przekazała nam jego imię: Teofilakt. Był Grekiem, tak jak wielu po nim na kijowskim tronie.

Mijały pokolenia, rozkwitała Ruś chrześcijańska. Przybywało też stolic biskupich, ale pierwszeństwo zawsze przyznawano Kijowowi. Cerkiewna metropolia w tym mieście, obdarzonym zaszczytną nazwą Macierzy Grodów Ruskich, od początku swego istnienia podlegała Konstantynopolowi.

Najazd tatarski i tatarska niewola zniweczyły złote czasy Rusi, zburzyły też potęgę Kijowa. Na zgliszczach spalonego przez pogan miasta przez pokolenia rosła tylko trawa. W 1299 r. wynieśli się stamtąd i metropolici. Bizantyjskim wzorem pociągnęli za swoimi kniaziami, którzy za Tatarów rezydowali we Włodzimierzu nad Klaźmą. Tam, w północnych lasach, łatwiej było umknąć czujnym oczom tatarskich nadzorców niż w położonym blisko stepów Kijowie.

W 1325 r. metropolita Piotr II przeniósł siedzibę z Włodzimierza do Moskwy, która wtedy była zaledwie mało znaczącym gródkiem. Usadowienie tam metropolii znacząco wpłynęło na rozwój miasta. Cały czas jednak metropolię nazywano „kijowską”, nie „moskiewską”. Sama nazwa poniżonego miasta przypominała Rusinom o dawnych wiekach chrześcijańskiej potęgi. Była dla nich symbolem duchowej jedności ziem, które podzielił zły los. Wspomniany wyżej Piotr II, choć rezydował w Moskwie, urodził się na Wołyniu.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama