Różańce rosną w szklarni…

Wzrastanie 9/2014

Z siostrą klasztoru klauzurowego Dominikanek ze Świętej Anny o różańcach rosnących w klasztornej szklarni, cudownej sile sakramentaliów i mocy modlitwy, rozmawia Grzegorz Sokołowski.

 

W klasztorze w Świętej Annie, w którym Dominikanki mieszkają już 140 lat istnieje piękna tradycja wyrobu różańców. Czy znane są jej początki?

Niestety, nie wiemy kiedy się to zaczęło. Mogę jedynie powiedzieć, że odkąd ja tu przybyłam, pracowano już nad różańcami. Ja sama uczyłam się tej sztuki w nowicjacie. Jest to tradycja zakonu dominikańskiego, który otacza różaniec szczególną czcią. To takie szczególne umiłowanie, które przekłada się na pewien pietyzm przy wykonywaniu poszczególnych różańców. To także forma naszej miłości do Matki Bożej i Jej próśb o modlitwę różańcową.

Jak wygląda proces powstania różańca w klasztornej pracowni?

Nasze różańce rosną w szklarni. I rzeczywiście jest w tym pewna prawda, ponieważ hodujemy rośliny, (na nasz użytek nazwane łzami św. Anny) z których wytwarzane są poszczególne paciorki. W naszej strefie klimatycznej ziarenka są w stanie dojrzeć tylko w warunkach cieplarnianych. Zbiera się je w okolicach września i suszy przez kilka miesięcy. Ziarenka zmieniają wówczas barwę z czarnej na szarą.

Muszą być idealnie dojrzałe, inaczej stają się miękkie i bezużyteczne. Po wyschnięciu przeprowadza się proces selekcji, wybierając tylko zdrowe i równe nasiona. Ponieważ rosną one na łodydze przypominającej kłosy, trzeba wydobyć źdźbło ze środka każdego ziarna. Robi się to specjalnym szpikulcem i w ten sposób w środku powstaje dziurka, przez którą można przeprowadzić drucik. Oczywiście trzeba też dobrać ziarna pod względem wielkości i koloru. Przy pomocy specjalnych szczypiec siostry nawlekają paciorki i w ten sposób powstaje gotowy różaniec. Ludzie cenią je za trwałość, bo rzeczywiście są bardzo mocne. W klasztorze są siostry, które przeznaczają na to wolny czas. Sama wykorzystuję chwile rekreacji często na przygotowanie różańca, bo myślę, że to ma głęboki sens. Czasem ofiaruję je różnym ludziom, razem trafiają do naszego przyklasztornego sklepiku.

-To nie jest taka zwykła praca. Ma to też wymiar duchowy…

Tak. Oprócz tego, o czym już mówiłam, czyli łączności z Maryją, można powiedzieć, że jest to praca nierówna żadnej innej. Bardzo medytacyjna. To nie jest tylko proces produkcji. Robi się to z myślą o tym, by ktoś dzięki tej pracy, zbliżył się do Boga i Go jeszcze bardziej pokochał. W naszym odczuciu podajemy wówczas rękę Maryi i pomagamy Jej dotrzeć z przesłaniem modlitwy różańcowej do ludzi. Trzeba też dodać, że przygotowując kolejne różańce, dana siostra modli się za osoby, które będą się nimi posługiwać. Pracy tej towarzyszy więc nieustanna modlitwa. Z tego powodu wywiązuje się też pewien związek między siostrami i ludźmi, których często nawet nie poznajemy.

Kto pyta o różańce i gdzie one trafiają?

-Prosi o nie wielu księży. Jeden z ojców, przygotowujący dzieci do Komunii Świętej bardzo chciał, żeby jego podopieczni otrzymali właśnie różańce ze Świętej Anny, i w związku z tym, żeby siostry już się za te dzieci modliły. Do ludzi przemawia to, że nie jest to jakaś fabryczna produkcja, ale poświęcenie i praca poszczególnych sióstr. Dociera tu też dużo pielgrzymek autokarowych, które zawsze pytają o nasze różańce, podkreślając właśnie ich wytrzymałość i siłę. Są też prośby o wysłanie różańca. Te też spełniamy.

Wspomniała Siostra o sile Waszych różańców. Porozmawiajmy więc o sile różańca jako modlitwy. Czy ludzie wracają i składają świadectwa otrzymania łask po modlitwie na różańcu?

Jest taki dokument Jana Pawła II z 2000 roku uznający modlitwę różańcową za powszechny egzorcyzm, dostępny, a nawet zalecany dla użytku każdego ochrzczonego człowieka. To już świadczy o sile, jaką ma modlitwa różańcowa, która oddala zło. Ale oczywiście zdarzają się też konkretne historie. Przypomina się świadectwo jednego z braci Dominikanów, które zrobiło na mnie duże wrażenie. Mówi ono o mocy różańca już nawet jako przedmiotu. Dziadek naszego kleryka z USA był na wojnie w Wietnamie. W tym samym czasie rodzina gorąco modliła się za niego właśnie na różańcu. Gdy człowiek ten znajdował się na polu walki, w pewnym momencie zauważył pod nogami leżący różaniec. Natychmiast schylił się, by go podnieść i w tej chwili nad nim dokonano ostrzału, przeleciało kilka pocisków. Gdyby się nie schylił, by z wiarą podnieść różaniec, zginąłby tak jak wszyscy w jego otoczeniu. Ta historia ma też ciąg dalszy, który jest równie poruszający i zaskakujący. Kiedy jego wnuk wyjeżdżał na wojnę do Iraku, dziadek podarował mu ten właśnie różaniec, wieszając go na

szyi wnuka. Podczas akcji w Iraku w pewnym momencie różaniec ten się zerwał i upadł na ziemię. I co jest niezwykłe, ten chłopak schylił się po niego, doświadczając tej samej sytuacji, co dziadek wiele lat wcześniej. W tym momencie przeleciało nad nim kilka pocisków, ale jego nie dotknęły. Maryja przez różaniec ocaliła ich życie. Samo noszenie poświęconego różańca ma już wpływ na nasze życie. To mocny przykład, który na mnie osobiście zrobił duże wrażenie.

W ostatnich czasach wzrasta także zainteresowanie różnymi sakramentaliami. Czy Siostry również obserwują?

To prawda. Staramy się rozprowadzać miedzy ludźmi, z którymi się stykamy cudowne medaliki św. Benedykta. Jakiś czas temu jeden z księży zakupił większą ilość tych medalików. Potem położone zostały one na ołtarzu u stóp naszej św. Anny w czasie Mszy Świętej i kapłan modlił się za wszystkie osoby, które będą te medaliki nosiły. Rozdawałyśmy je później pielgrzymom, których przybywa tu bardzo dużo, głównie w okresie wakacyjnym (przebiegają tu trasy pielgrzymek do Częstochowy). Medaliki rozdawałyśmy też z wydrukowaną modlitwą i wyjaśnieniem co oznaczają, bo np. medalik św. Benedykta może być niezrozumiały, przez łacińskie napisy na nim umieszczone. Cała akcja cieszyła się dużym zainteresowaniem. Ludzie chętnie

przyjmowali medaliki i często o nie pytali. Gdy przybywają do nas liczne pielgrzymki, organizujemy w klasztorze specjalne miejsca, w których dyżurują siostry. Można tam z nami porozmawiać, a także pozostawić zapisane na kartkach intencje, w których później się modlimy. Bardzo często wtedy spotykamy się z problemami, z którymi borykają się ludzie. Podejmujemy się modlitwy w polecanych intencjach, zachęcamy, by ludzie kładli te intencje na ołtarzu Chrystusa – to znaczy zamawiali Msze Święte (bo nie ma doskonalszej modlitwy od tej), modlili się różańcem, ale też w miarę potrzeby używali sakramentalia.

Ludzie chętnie sięgają po sakramentalia i doświadczają ich mocy?

Właśnie podczas jednej z pielgrzymek, która do nas zawitała, spotkałyśmy się z panią, która podzieliła się z nami problemami ze swoją córką. Dziewczyna weszła w złe towarzystwo, zaczęła ubierać się na czarno, w domu były ciągłe konflikty, kłótnie. Matka była bezsilna. Od razu wydawało nam się, że problem córki polega na tym, że weszła ona na drogę okultyzmu. Staramy się zawsze pomóc ludziom, gdy opowiadają o problemach. Najczęściej służymy modlitwą. Wtedy jednak któraś z sióstr wpadła na pomysł, by przekazać tej kobiecie wodę egzorcyzmowaną. Mamy zawsze taką w klasztorze. Ta pani nie wiedziała nawet jak się tym posługiwać. Poradziłyśmy, by pokropiła mieszkanie, ale także po kilka kropel dodawała córce dyskretnie np. do herbaty. Minął chyba rok, gdy powróciła do nas ta kobieta. Wyznała, że zrobiła tak, jak mówiłyśmy, dodatkowo modliła się gorąco i podkreślała, że było to w miesiącu maryjnym, chyba w maju. W pewnym momencie córka wróciła do domu zupełnie odmieniona. Matka od razu poznała, że zło odeszło. Od tamtej pory jest dobrze. Zawsze gdy ludzie proszą nas o modlitwę, staramy się naprowadzić ich na uporządkowanie własnego życia oraz na własną modlitwę. Gdy natomiast rozeznajemy różne zniewolenia, to także podpowiadamy, by posługiwali się sakramentaliami. To ważne, by używać wody święconej, wody egzorcyzmowanej, soli i oleju egzorcyzmowanego. Ale ważne jest też, by zawsze łączyć to z modlitwą, a nie ulegać pokusie, że sakramentalia działają w magiczny sposób. Wtedy niczego nie doświadczymy. Przede wszystkim trzeba łączyć to z wiarą i modlitwą.

Czy Siostry także posługują się sakramentaliami?

Osobiście często stosuję sól egzorcyzmowaną. W swym działaniu od wody egzorcyzmowanej różni się głównie tym, że jest bardziej trwała. Woda szybciej wyparuje, a sól poleży znacznie dłużej. Jeżeli spotykam się z jakimś udręczeniem ludzi, zawsze podpowiadam zastosowanie soli. Posypana w pomieszczeniu powoduje ona, że staje się ono nieprzyjemne dla złych duchów. To zadziwiające, jak bardzo skuteczna jest to pomoc w walce ze złem.

Na koniec powiedzmy jeszcze, jak można zamówić u Sióstr różaniec, gdyby nasi Czytelnicy zechcieli modlić się właśnie na różańcu od Dominikanek?

Zawsze można przyjść osobiście. Poza tym można napisać na adres: Siostry Dominikanki, Święta Anna, 42-248 Przyrów. Jest też możliwość kontaktu telefonicznego: 34/355-40-42.

Dziękuję za rozmowę.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama