Miłość bez ofiary jest ulotna…

Czas serca 130/3/2014

Intensywność miłości mierzy się gotowością do podjęcia ofiary. A jeśli tą ofiarą jest własne życie, to miłość, z której się ona rodzi, jest największa. Uczy nas tego Chrystus, zwłaszcza gdy mówi do swoich apostołów: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

 

W świetle tych słów łatwiej nam zrozumieć ludzkie poświęcenie w naszej codzienności. Czasami z mocą przemawia ono do nas zwłaszcza z zamykanych na siłę kart historii danego narodu w imię politycznej poprawności, bardziej czy mniej ukrywanych faktów oddania czegoś z siebie innym, rezygnacji ze swoich młodych lat, by następnym pokoleniom nie brakło suwerenności, niepodległości. Myślę tu choćby o rzeszy mniej lub bardziej znanych patriotów potrafiących przezwyciężyć ludzki, naturalny instynkt obrony własnego życia w imię miłości ojczyzny i ludzi, którzy ją stanowią i będą stanowić. Kiedy słyszymy o tego typu postawach, zastanawiamy się może, czy bylibyśmy zdolni też dzisiaj coś z siebie poświęcić. Jakże słuszne jest to pytanie w naszych czasach, gdy więcej myśli się o sobie niż o innych albo bardziej pilnuje się swoich spraw, swojego świętego spokoju niż potrzeb tych drugich. Na szczęście pomiędzy nami ciągle zdarzają się mali i wielcy bohaterowie, których miłość przynagla do słów i czynów przesyconych troską o tych drugich. Jest to pewnie ciągle echem Chrystusowej bezinteresownej miłości sprawdzonej przezwyciężeniem grozy cierpienia i krzyża, którego świadectwem jest Ewangelia. I choć można, jak pokazuje świat, odcinać się od chrześcijańskich korzeni takich godnych naśladowania postaw, zamieniając je na wartości czysto humanistyczne, to i tak – chcąc nie chcąc – nie bez znaczenia dla wypracowania takich wartości były męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, które dla człowieka zawsze pozostaną wyzwaniem, szczególnie w podejściu do nieprzyjaciół.

Źródło naszego poświęcenia

Właśnie tajemnica Chrystusowej bezinteresownej, odkupieńczej ofiary, powiązana w sposób naturalny z Jezusowym sercem, stała się dla o. Dehona szczególnym przedmiotem zachwytu, podziwu, a zarazem przynagleniem do tego, by w życiu codziennym nie tylko nie pozostawać wobec niej obojętnym, ale nawet być gotowym do jej naśladowania. Od swoich pierwszych współbraci wymagał, by byli oblatami, czyli ofiarnikami Najświętszego Serca Jezusowego. Sam złożył również ślub żertwy, czyli gotowości do bycia posłusznym woli Bożej aż do tej największej ofiary ze swojego życia, by w ten sposób, jak najintensywniej się da, przebrać miarę miłości na wzór Chrystusa. Ucząc takiej postawy, wskazywał na Serce Jezusa jako na ofiarę żywą.

Właśnie ten ofiarniczy aspekt o. Dehon mocno przeżywał podczas Mszy św., która przecież ciągle jest dla nas nie tylko dziękczynieniem, ale także pamiątką uobecniającą ofiarę krzyżową Chrystusa. Eucharystia przenosi nas na Kalwarię, abyśmy mogli tu i teraz patrzeć na Tego, którego przebodli (por. J 19,37; Za 12,10), i w Jezusowych ranach odnajdywać odkupienie. Słowa konsekracyjne: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje…”, „Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem kielich Krwi mojej, nowego wiecznego przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów…”, aktualizują to oddanie dla nas Jezusa Chrystusa. Te słowa, a zwłaszcza końcowe wezwanie: „To czyńcie na moja pamiątkę”, stają się przynaglającym, żywym testamentem naszego Pana, który pragnie, aby wszyscy spod znaku Jego krzyża, noszący w sobie chrześcijańską godność, byli gotowi do poświęcenia swojej cielesności i ducha dla dobra drugich. Jeśli więc tak jest, to uczestniczenie we Mszy św. nie tylko pozwala nam czerpać obficie z niezasłużonych darów odkupienia, ale również kształtuje serce człowieka, zapala je i czyni gotowym, ba! przynagla nawet to serce do przebrania miary miłości wobec braci na wzór Chrystusa.

Korzystanie z tej mocy płynącej z przyjmowania Eucharystii, jak zaznaczył papież Jan XXIII w swoim Liście apostolskim o rozszerzaniu nabożeństwa ku czci Przenajdroższej Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa z 30 lipca 1960 roku, uzdalnia człowieka do łatwiejszego znoszenia trudów życia codziennego, a gdyby zaszła taka potrzeba do złożenia w ofierze życia „w obronie cnoty chrześcijańskiej i sprawy królestwa Bożego”. Ten żar miłości pomaga również w walce z pokusami szatana. Eucharystia więc uzdalnia nas, przypomina, wzmacnia, dodaje sił i mocy nadprzyrodzonej, wreszcie prowokuje do autentycznego chrześcijańskiego życia, którego temperaturę świętości mierzy się nie tyle w stopniach Celsjusza, ile miłości bliźniego. Kochać prawdziwie to znaczy rezygnować z siebie dla dobra drugiego. Kochać to także podejmować ciągły wysiłek poświęcenia w służbie drugiego. Kochać autentycznie to wreszcie ofiarować swoje jestestwo i to, co o nim stanowi: pragnienia, cele, marzenia, uczucia itp., dla drugiej osoby i jej dobra.

mieć ufność Abrahama

By jeszcze lepiej zrozumieć ten aspekt miłości, który dzisiaj pewnie nie jest w cenie i przegrywa niejednokrotnie z egoizmem, warto przywołać tu postawę Abrahama, ojca naszej wiary, podczas próby, na którą został wystawiony. Miał oddać obiecanego syna Bogu i rzeczywiście uczynił to, bo ufał bezgranicznie Temu, który zaprosił go do przyjaźni. Jak przejmujące musiały być chwile, gdy patriarcha wspinał się wraz z Izaakiem na górę Moria. Ile w nim wewnętrznego bólu niezrozumienia… Jak ciężki musiał być każdy kolejny krok podczas wspinaczki… Jak mogło boleć ojcowskie serce… A jednak szedł i był gotowy do spełnienia wezwania Tego, którego spotkał na swojej drodze i ukochał. Pewnie tę niezrozumiałą po ludzku scenę otrzymaliśmy po to, abyśmy pojęli jeszcze lepiej Chrystusową ofiarę. Nad Izaakiem ręka Boga wstrzymuje rękę Abrahama, w przypadku Chrystusa Bóg do końca ofiarował swego syna.

Arcybiskup Bruno Forte, metropolita Chieti-Vasto we Włoszech, komentując tamto wydarzenie w kontekście realizacji powołania człowieka, mówił, że nie wystarczy na słowo Boga wyjść ze swojego Ur Chaldejskiego jak Abraham, zawierzając się Bożej obietnicy, ale potrzeba jeszcze ofiarować Bogu Izaaka swojego serca. Co prawda te słowa skierował podczas rekolekcji kapłańskich, które przeprowadził w Krakowie w Centrum Formacji Duchowej prowadzonym przez salwatorianów w styczniu 2010 roku, ale wydają się one adekwatne do pełnej realizacji każdego powołania, którym się przecież żyje.

Chodzi więc o rezygnację z czegoś swojego w imię miłości, a przecież to nic innego jak ofiara czy mówiąc bardziej zrozumiałym dzisiaj językiem – poświęcenie. Tego nie może zabraknąć w życiu żadnego chrześcijanina, bo przecież do Boga nie można zbliżyć się inaczej jak poprzez krzyż podejmowany codziennie czy to z własnej inicjatywy jako osobista, konkretna odpowiedź na miłość Bożą, czy też przyjmowany w imię miłości do Boga i wszystkich, których nazywamy bliźnimi, najbliższymi. A wszystko ze względu na Serce Jezusa, które pozostaje dla nas żywą ofiarą, o której Jan Paweł II w komentarzu do wezwania litanijnego Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników (Anioł Pański, 10 września 1989 roku) powiedział jako o ofierze wiecznej, bo „zmartwychwstały i uwielbiony po prawicy Ojca zachował na swoim nieśmiertelnym ciele ślady ran na rękach, nogach oraz przebitym boku i przedstawia je Ojcu w swojej nieustającej modlitwie, w której wstawia się za nami”.

Warto więc łączyć wszystkie nasze chrześcijańskie ofiary z tą jedyną wiecznie trwałą ofiarą naszego Pana, której miłosny charakter potwierdza otwarte na krzyżu Serce Jezusa. Warto od Niego uczyć się gotowości ofiary, bo bez niej miłość, którą żyjemy, pozostaje tylko mrzonką, uczuciem łatwo podlegającym przemianom. Taka zaś miłość nie przysporzy nieba nikomu, bo brak jej życia, siły ofiary. Najświętsze Serce Jezusa, żywa ofiaro, spraw niech Cię kocham coraz więcej… i bliźnich.

 

ks. Sławomir Kamiński SCJ - Kluczbork

Cały numer znajdziesz tutaj: http://wydawnictwo.net.pl/1015/CZAS-SERCA-maj-czerwiec-2014.html

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama