Cierpiący prześladowanie

W drodze 11/2014

To nie sam fakt prześladowania czyni nas błogosławionymi, ale sprawa, której postanawiamy się oddać aż po najwyższą cenę.

 

Zakłopotanie, niewygodne poczucie winy. Czy nie tak właśnie czujemy się my, mieszkańcy względnie wygodnego „pierwszego świata”, gdy mamy się wypowiedzieć na temat cierpienia chrześcijan w Iraku? Bo czym są nasze medialne przepychanki i nagonki, czym nawet momenty dyskryminacji – najczęściej w formie werbalnych przytyków – wobec brutalnego rozlewu krwi, wypędzeń, przymusu wyparcia się wiary, jakie dziś cierpią nasi bracia i siostry w tak wielu miejscach na świecie? I czy mamy prawo – dzisiaj i kiedykolwiek – powiedzieć tym prześladowanym z naszej bezpiecznej pozycji, że w ich cierpieniu są jakoś... szczęśliwi? A jednak słowa „błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości” nie są wymysłem ani tych, którzy żyją w warunkach tolerancji, dobrobytu i wolności religijnej, ani też tych, którzy pośród prześladowań próbują znaleźć odrobinę pociechy w nadziei przyszłego królestwa: jak wszystkie ewangeliczne błogosławieństwa, również to pochodzi od Króla, który właśnie dla wypełnienia tego, co sprawiedliwe, oddał się cierpieniu i ogłasza ludziom wszystkich czasów, miejsc i sytuacji społecznych ten zbawczy paradoks – że ich cierpienie znoszone dla sprawiedliwości, w przeróżnych formach i stopniach dosłowności, może się stać miejscem życiodajnego błogosławieństwa.

Jego warunkiem jest gotowość na męczeństwo. Nowe Prawo ogłoszone przez Jezusa w Kazaniu na górze to nie „mniej”, lecz „więcej” niż Stare Prawo: uczy ono, że musimy nie tylko unikać morderstwa, ale nawet nienawiści w sercu; nie tylko cudzołóstwa, ale nawet pożądliwości; i musimy nie tylko umieć mówić o sprawiedliwości, ale być gotowi za nią umrzeć. Warto pamiętać, że to nie sam fakt prześladowania czyni nas błogosławionymi, ale sprawa, której postanawiamy się oddać aż po najwyższą cenę: św. Augustyn pisał, że choć w miejscu ukrzyżowania Jezusa stały trzy krzyże i trzej mężczyźni wiszący na nich zostali ukarani tym samym wyrokiem, to jednak każdy z nich miał inne pojęcie sprawiedliwości i z innego powodu był poddany cierpieniu. Tylko jeden z nich, Jezus, który JEST Bożą sprawiedliwością (1 Kor 1,30), w swym oddaniu się misji zbawienia aż do końca otwiera drogę błogosławieństwa dla tych, którzy razem z Nim cierpią z powodu wprowadzenia w świat Bożego planu.

Co to znaczy?

Bardzo konkretnie: jeśli twoje życiowe decyzje motywowane są pragnieniem sprawiedliwości i natrafiają na opór świata – co wcale nie powinno dziwić nas chrześcijan (por. Łk 6,26) – Jezus oferuje ci odkrycie nowych pokładów łaski, i to właśnie w momencie, gdy czujesz ból ceny za wierność Jego słowu. W ósmym błogosławieństwie widać chyba najwyraźniej różnicę między Jezusowymi błogosławieństwami a szczęściem rozumianym jako stan emocjonalnego spełnienia i harmonii: człowiek wyśmiany, wyszydzony, odrzucony ze względu na swoją wierność prawdzie, nie czuje się szczęśliwy, ale jest błogosławiony, bo wie, że – paradoksalnie – poprzez to doświadczenie przybliżył się do swego najwyższego dobra. Uderzenia zadane przez naszych prześladowców są uderzeniami dłuta, które rzeźbi i kształtuje naszą prawdziwą tożsamość.

I to właśnie wskazuje na paradoksalny owoc życia ósmym błogosławieństwem: ocalenie przed tym, co w nas i w świecie nieprawdziwe, iluzoryczne, niszczące. Filozof Peter Kreeft zestawia Jezusowe błogosławieństwa z siedmioma grzechami głównymi, pokazując, jak nauka z Kazania na górze może się stać lekarstwem na rany naszych wad. Nieco zaskakujące może się wydać, że błogosławieństwo prześladowanych dla sprawiedliwości jest według Kreefta parą dla grzechu łakomstwa. Dlaczego? Otóż łakomstwo na poziomie duchowym jest nieuporządkowanym głodem za pokarmem tego świata – dobrami materialnymi, kontaktami, seksem, społecznym uznaniem itp. A ponieważ jest nieuporządkowane, potrafi nas zaślepić, co prowadzi do tego, że dążąc do zaspokojenia nienasyconego głodu, jesteśmy gotowi poświęcić prawdziwe wartości: przyjaźń, rodzinę, wiarę, wolność. Błogosławieństwo tych, którzy pozostają wierni nawet za cenę odrzucenia i prześladowania, obiecuje nadnaturalną pomoc w tym akcie samopoświęcenia. Człowiek duchowo łakomy całym sobą mówi: „Chcę brać”; męczennik ogłasza światu: „Nie boję się stracić”. Różnica, którą przynosi ósme błogosławieństwo, to różnica między braniem a dawaniem, między łakomym zyskiwaniem, które tak naprawdę jest stratą, a ofiarnym i wiernym traceniem, które tak naprawdę jest zyskiem.

Nowe życie

Gotowość na męczeństwo wypływa z czwartego błogosławieństwa – tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości. Oczyszczenie z iluzji szczęścia i dojrzałość konsekwentnego kroczenia drogą prawdy to owoc błogosławieństwa ubogich – to właśnie ubodzy wiedzą, że ich jedynym bogactwem jest żywy Bóg. Gdy świat ich prześladuje i wykorzystuje, akceptują prześladowanie dla sprawiedliwości i wprowadzają pokój w sposób, w jaki uczynił to Chrystus na krzyżu. Wszystkie błogosławieństwa są jak wyspy jednego archipelagu połączone pod powierzchnią wody, będące szczytami tej samej podwodnej góry. W ten sposób nie są one jedynie zbiorem porad czy nawet nowym stylem życia; one SĄ nowym życiem. Imiesłów dokonany dediogmenoi – prześladowani – użyty w greckim oryginale sugeruje trwały wpływ cierpienia na osobę prześladowaną, tak jak trwałe są rany na ciele Jezusa, być może dlatego, że to sam Jezus staje się w nas błogosławieństwem i nowym życiem. Mateuszowa wersja błogosławieństw ogłasza tę nową jakość: „Albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. „Należy”, a nie „będzie należeć”. Już teraz, nie w odległym eschatonie, królestwo jest obecne w prześladowanych dla sprawiedliwości, bo królestwo to my – nasze oczyszczone i odnowione ja-w-Chrystusie.

Królestwo w prześladowaniu, błogosławieństwo w cierpieniu… Może rację miał Karl Barth, mówiąc, że błogosławieństwa z Kazania na górze są w gruncie rzeczy zagadkami nie do rozwiązania, czymś co buddyści zen nazwaliby koan – paradoksem, którego celem nie jest pozytywne sformułowanie doktryny, ale raczej ogołocenie nas z samych siebie, by w tę ludzką niemożność wkroczyła Boża moc?

Łukasz Miśko – ur. 1982, dominikanin, w latach 2007–2009 duszpasterz szkół średnich w Jarosławiu, 2009–2011 duszpasterz akademicki na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, 2011–2012 wikary w Katedrze Świętej Rodziny w Anchorage na Alasce, a od 2012 duszpasterz w Newman Center na Uniwersytecie Waszyngtonu w Seattle.

 

"Chcę brać" czy :nie boję się tracić"? Jak to jest?   Henryk Przondziono /Foto Gość "Chcę brać" czy :nie boję się tracić"? Jak to jest?

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama