Państwo i naród kolebką życia osobowego

Cywilizacja 47/2013

Zarówno ogólne cechy narodowego poczucia, jak i narodowej kultury można i należy analizować i rozważać, aby nie dojść do zbyt łatwych rozwiązań, ale ważniejsze dla poczucia narodowego i związanego z tym patriotyzmu jest zdać sobie konkretnie sprawę z niektórych charakterystycznych czynników znamionujących naród polski i polskie poczucie narodowe.

 

Rozważanie tych czynników w skali całego narodu musi się dokonać także na kanwie historii tego narodu, albowiem to my, Polacy, posiadamy własną historię, którą uznajemy za „swoją”, a więc z nią się „utożsamiamy”. Należy więc w skali historycznej uprzytomnić sobie treść naszej kultury, która jest nazywana kulturą narodową. Jest to oczywiście przedsięwzięcie ogromne. Nie negując konieczności takiego właśnie przedsięwzięcia można jednak wskazać na ważne momenty naszej historii, która świadczy o formowaniu się państwa i narodu, o jego charakterze, jego zagrożeniach i na tym tle ukazać charakterystyczne, polskie rysy tej wielowiekowej kultury Polaków.

Sprawa pierwsza, jaka się jawi w naszej historii, to powstanie państwa i formowanie się narodu w więzi z religią rzymskokatolicką. To przez chrzest weszliśmy do grona kulturalnej wspólnoty narodów Europy. Wraz z chrztem przyjęliśmy takie zasadnicze „chrześcijańskie” składniki kultury, jakimi są właśnie nauka, moralność z obyczajowością i sztuka wraz z religią spinającą w jedno wszystkie te składniki. Weszliśmy w obręb chrześcijańskiej kultury i łacińskiej cywilizacji pojętej jako określony sposób życia, w którym akcentuje się przede wszystkim nadrzędność ludzkiej osoby, w myśl wyznania soboru: „Dla nas ludzi i dla naszego zbawienia (Bóg) zstąpił z nieba, przyjął ciało z Maryi Panny za sprawą Ducha Świętego i stał się człowiekiem”. Przyjęliśmy prawodawstwo (system prawny), które przechowywał Kościół rzymski, przyjęliśmy sądy i administracyjny ustrój. Przede wszystkim staliśmy się odrębną prowincją kościelną, z własnym arcybiskupem-metropolitą, który mógł koronować króla i tworzyć samodzielne państwo i naród. Całe szkolnictwo, cała moralność, bogata sztuka w swym wielorakim wyrazie była sztuką chrześcijańską, rozwijającą się w klimacie wspólnej – w całej Europie – wiary. Staliśmy się bardzo rzymscy, do tego stopnia, że język łaciński był do XV w. językiem naszych warstw oświeconych. Prawa, rozprawy naukowe były pisane w języku łacińskim. Nawet z pochodzenia chłop – poeta – Klemens Janicki pisał po łacinie. Łacina stała się jakby inkubatorem naszej literatury, która w twórczości J. Kochanowskiego doszła do szczytów poetyckiego wyrazu. Sami przesiąknięci kulturą łacińską byliśmy przekazicielami tej kultury na wschód. I było to dość wcześnie, bo jeszcze przed Jagiellonami polscy dominikanie i franciszkanie jako societas peregrinantium pro Christo zakładali polskie, z kulturą zachodnią, klasztory w Kijowie i Wilnie. Warstwy oświecone polskiego Kościoła czuły się odpowiedzialne za państwo i naród. Cztery albo pięć razy Kościół katolicki uratował naród od zguby a państwo od ostatecznego rozpadu: zaraz na początku państwowości po burzliwym panowaniu Mieszka II i pracy ex-mnicha Kazimierza Odnowiciela; po rozbiciu dzielnicowym, gdy Jakub Świnka koronował na króla Władysława Łokietka; w czasie „potopu” i pierwszych prób rozbiorów pomiędzy dysydentami; za narodowej niewoli, gdy ta sama wiara i tradycja narodowa, podtrzymywana przez Kościół w trzech zaborach, dopomogła do przetrwania niewoli; i wreszcie ostatni okres – komunizmu, gdy to Kościół prowadzony roztropnie i mężnie przez prymasa Wyszyńskiego i Polaka papieża pozwolił uratować się narodowi i przyczynił się do zrzucenia totalitarnej niewoli ducha.

Wydarzenia historii, która kazała nam żyć pomiędzy protestanckimi i wrogimi Prusami a prawosławną, niemniej wrogą Rosją i w tym położeniu bronić Europy przed zalewem muzułmanizmu, wydarzenia te uznane za jakby osobiste dzieje każdego Polaka – poczęły stanowić to, co nazywamy polskością i co należy do istotnych wątków naszej kultury narodowej. Fakt utożsamiania się Polaków z Kościołem rzymskokatolickim (w skali: makro!) jednak nie znaczy, by dla każdego Polaka racją jego polskości było wyznanie religii rzymskokatolickiej. Historia bowiem dostarcza nam bardzo wielu nazwisk wybitnych Polaków, którzy nie byli katolikami, należeli do różnych wyznań (wyznawali prawosławie, religię mojżeszową, islam czy protestantyzm, niekiedy nawet byli ateistami) a wnieśli do kultury polskiej bardzo duże i cenne dobra. Budzą oni u wszystkich wielki podziw i wdzięczność za ich pracę, twórczość i bogacenie rodzimej kultury. Jest nawet możliwe, że, to właśnie ich wyznaniowe stanowisko, odmienne od katolickiego, dało im impuls do kulturowej twórczości lub przynajmniej pomagało im do pogłębienia lub poszerzenia kultury narodowej. Ale właśnie ich praca, ich twórczość albo wyrastała z gleby narodowej (w makroskali: katolickiej) kultury, albo przyjęła się – jak ziarno rzucone na urodzajną glebę – na polu kulturowym, która w przeżywaniu narodu nie była zakwaszona nienawiścią, ciasnotą i nietolerancją. Właśnie polska tradycja tolerancji wypływała z ducha chrześcijańskiego, otwartego na człowieka drugiego i jego sprawy. W takim właśnie duchu był wychowywany przez z górą tysiąc lat nasz naród przez dominującą w naszym społeczeństwie religię katolicką jako religię większości narodu.

Podkreślenie religii jako podstawowego wyrazu kultury człowieka jest również ważne z punktu widzenia tak osobistego, jak społecznego, gdyż to właśnie religia stanowi ostateczną rację uzasadniającą wszelkie inne działania kulturowe, czyli działania ludzkie. Wprawdzie wielu bywa niereligijnych twórców kultury, jak np. wielu profesorów uniwersytetu było i jest niewierzących, wielu artystów praktykowało ateizm, wielu polityków nie liczy się z moralnością w swym postępowaniu i uznaje to za dodatkowy argument swej wysokiej profesjonalności – jednak żaden człowiek nie działa bez zasadniczych motywów, mniej lub bardziej uświadomionych, powodujących takie a nie inne działanie. I właśnie te motywy-impulsy ostateczne są motywami religijnymi, albo w sensie prawdziwościowym, albo w sensie mitycznym. Nigdy w ludzkiej kulturze nie brakowało mitów i mitycznych „bogów”. Były w naszej zachodnioeuropejskiej kulturze bóstwa olimpijskie: mocy – Zeusa – Jowisza, miłości – Afrodyty – Wenery, wojska – Aresa – Marsa, przemysłu, rzemiosła – Hefajstosa, handlu, komunikacji – Merkurego itp. Człowiek nie potrafi żyć bez ostatecznych odniesień, bez Transcendencji-Boga lub wyimaginowanej, mitycznej postaci pseudotranscendensu. Dlatego przy upadku kultury ducha pojawiają się bóstwa równie groźne – jak dla niektórych wygodne – w imię których jednych uszczęśliwiano, a innych skazywano na śmierć i pogardę. Znamy te bóstwa: Rewolucji, Postępu, Nauki, Pokoju, Demokracji itd. Człowiek nie może żyć i rozumnie działać bez zasadniczych motywów i odniesień, a właśnie religię pojmuje się jako międzyosobową (między osobą ludzką i Boską) relację, nacechowaną ostatecznym uzasadnieniem wszelkiego ludzkiego działania – jako ludzkiego, a więc racjonalnego. Stąd religia przenika i ostatecznie uzasadnia – stając się jakby ogniskową – ludzkie zabiegi poznawcze, wolitywne, twórcze, czyli kulturalne. Nie można zatem usunąć motywów religijnych (tak rozumianych!), gdyż one, wyrzucone, zmienią charakter działania racjonalnego na... mityczny; co zresztą gwałtownie pojawia się współcześnie na Zachodzie.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama