Chrześcijański konglomerat

Czas serca 128/1/2014

„Modliłem się na Kalwarii i w pewnym momencie ormiańscy mnisi zaczęli się bić z prawosławnymi. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Jako młody ksiądz byłem zaniepokojony o babcię, która koło mnie odmawiała różaniec, bo myślałem, że ona straci wiarę. Ale gdy nagle ta babcia wstała i zaczęła ich obkładać różańcem, to się uspokoiłem i pomyślałem sobie: «Bogu dzięki! Nie straci wiary…»”. O absurdach Ziemi Świętej, ale i niezapomnianym wrażeniu przeniesienia się w Jezusowe czasy ks. Radosławowi Warendzie SCJ opowiada ks. Wojciech Węgrzyniak.

 

Czy relacje międzywyznaniowe rzeczywiście są tak napięte, czy może wspomniana bójka była jedynie niesmacznym incydentem?

Byłem zszokowany, że można robić takie rzeczy w miejscu, w którym Pan Jezus dokonał największego aktu miłości. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że oni nie tyle nie szanują Pana Jezusa, ile traktują to miejsce jak dom. A przecież największe przykrości czynimy tym, z którymi czujemy się najbardziej rodzinnie.

Są pewne zasady, np. dotyczące Grobu Pańskiego, które zmieniały się przez wieki, a w XIX wieku tak naprawdę ustaliły się na dobre, tzw. status quo: kto kiedy ma nabożeństwo i na jakich zasadach. Teoretycznie to jest wszystko proste. O tej godzinie mają ci zakonnicy, o tamtej inni, nie powinni przekraczać tej linii albo zakazu śpiewania itp. Gdy kard. Dziwisz zszedł 50 cm poza wyznaczoną linię w bazylice w Betlejem, bo chciał się z kimś przywitać, to już ktoś inny zaczął krzyczeć.

Kolejny paradoks – w święto Podwyższenia Krzyża Ormianie mają prawo raz w roku obejść bazylikę trzy razy dookoła i wejść do środka, okadziwszy Grób Pański. Problem w tym, że według nich w grobie nie powinno być nikogo, a według prawosławnych musi tam być jeden prawosławny. I co roku jest to samo – policja izraelska musi ich rozdzielać.

Poza tym czasami trudno coś wyremontować, bo ciężko ustalić, kto ma do tego prawo. Co z tego, że w kaplicy syryjskiej na ołtarzu jest gorzej niż w niektórych stajniach, ale oni tego nie remontują, bo to nie jest ich własność, a nie pozwalają innym remontować, bo uważają, że to jest ich własność.

Takie konflikty dotyczą tylko bazyliki Grobu Pańskiego czy innych miejsc również?

Bazylika Grobu Pańskiego i Betlejem to jedyne wspólne miejsca – nie ma bowiem innego Bożego grobu, nie było też innej groty. Dlatego tu będą się pojawiać te starcia.

Jak wygląda sytuacja społeczno-polityczna w Ziemi Świętej?

Sytuacja Izraela i Palestyny daje do myślenia pod tym względem. I to bardzo wiele. Ponad trzy miliony ludzi nie ma swojego kraju ani obywatelstwa. A jeśli mają paszport, to sąsiadującej Jordanii. To jest niewyobrażalne, że w XXI wieku może być naród, który nie przynależy do żadnego państwa. Sytuacja wydaje się być patowa. Palestyńczycy mieszkają w Ziemi Świętej z dziada pradziada. Izrael znajduje się w fatalnym położeniu, bo gdyby chciał ich przyjąć do swojego państwa i dać im normalne prawa jak innym, to by się okazało, że Arabów jest więcej niż Żydów. A w państwie demokratycznym większość może bardzo wiele. Jednym ze sposobów byłaby może zmiana konstytucji i ustanowienie np. monarchii (uśmiech) albo podzielenie ludzi na dwie kategorie: bardziej i mniej uprzywilejowanych. I chociaż ciężko znaleźć zadowalające obie strony rozwiązanie, to warto zwrócić uwagę, że większość mieszkańców Jerozolimy naprawdę chce pokoju, normalnego życia i współpracy między Żydami i Arabami.

Chrześcijanie są po stronie żydowskiej i palestyńskiej?

Większość chrześcijan to Palestyńczycy. W całej Ziemi Świętej jest kilkadziesiąt tysięcy katolików, troszkę więcej prawosławnych. Betlejem i okolice to największe skupisko chrześcijan. Zmniejsza się jednak ta ilość ze względu na kiepskie warunki życia, a może i nawet niechcący z powodu naszej pomocy. Okazało się bowiem, że skoro Zachód pomagał chrześcijanom w Ziemi Świętej i otworzyły się możliwości wyjazdów na Zachód, wielu wyemigrowało, a kiedy już wyjadą, to raczej nie wracają.

Wszystkie miejsca w Ziemi Świętej związane z Chrystusem są autentyczne? Czy może część upamiętnia dane wydarzenie, a niekoniecznie działo się ono w tym konkretnym miejscu?

Pierwsza kategoria to miejsca, w których na pewno dane sytuacje się wydarzyły, np. Jezioro Galilejskie – nie ma szans, żeby się przesunęło, Grobu Pańskiego też się raczej nie kwestionuje. Druga kategoria to miejsca, blisko których dane wydarzenie biblijne miało miejsce, gdzieś w okolicy, ale nie jesteśmy na 100% pewni, np. Grota Narodzenia w Betlejem albo pole pasterzy (są dwa pola pasterzy: prawosławne i katolickie). Natomiast jest jeszcze trzecia grupa: nie jesteśmy pewni, czy w tym regionie to się wydarzyło, ale tam się upamiętnia, np. Emaus. Nie wiemy, czy Emaus było oddalone o 11 czy 30 km od Jerozolimy (rękopisy mówią o 60 i 160 stadiach), a także nie wiemy, w którym kierunku należy je szukać. Stąd mamy Emaus Nikopolis, Emaus El-Qubeibeh, a w średniowieczu było ich ponoć jeszcze więcej. Podobnie Wieczernik. Z jednej strony wchodzimy z drżeniem serca do Wieczernika na Syjonie, a z drugiej w syryjskim kościele św. Marka możemy posłuchać kobiety, która z zapałem neofity przekonuje, że właśnie w tym miejscu była ostatnia wieczerza i zesłanie Ducha Świętego. I archeologowie powiedzą: „Ta kobieta wcale nie jest dalsza od prawdy, niż my jesteśmy”. Który zatem z nich? Nie wiemy. I tu się upamiętnia te wydarzenia, i tu. A może miały miejsce całkiem gdzie indziej.

Czy ludzie, którzy jadą do Ziemi Świętej, nie myślą bardziej o kulcie samego miejsca niż o doświadczeniu duchowym?

Bardzo dobrze przeżywają tę podróż ludzie, którzy chcą wejść w atmosferę tego, co się tam stało. Dla nich sama świadomość, że całe życie słyszeli „Betania, ogród Oliwny, Kafarnaum”, a teraz przychodzą do tych miejsc i czytają tam Ewangelię, sprawia, że cała ich wiedza na ten temat, wiara, przeżywanie jakby się intensyfikują. I potem, gdy już wracają do Polski i słyszą „Betania, ogród Oliwny, Kafarnaum”, mówią: „Ja tam byłem”. Jednak bardzo wielu ludzi stwierdza: „Inaczej to sobie wyobrażałem”. To prawda, ja też to sobie inaczej wyobrażałem. I może pojawić się rozgoryczenie, że wchodzisz do ogrodu Oliwnego, a tu mało drzewek, w dodatku z późniejszej epoki. Ale pomimo tego jest ten klimat, że siadasz z Pismem Świętym, otwierasz je na modlitwie w Ogrójcu, klękasz na kamieniu, który mógł być tym, na którym Pan Jezus klęczał, i wiesz jedno, że jest to jedyne i najbardziej odpowiednie miejsce na świecie, żeby tam przeczytać tę Ewangelię i żeby tam się pomodlić. To jest taka największa radość Ziemi Świętej, że możesz przenieść się dzięki tej atmosferze o 2000 lat wcześniej. Myślę, że Ziemia Święta przemawia przede wszystkim do tych, do których wiara cokolwiek przemawia.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama