Ochronić wartości

Wstań czerwiec-lipiec 2014

O tym, że ochronka wcale nie musi oznaczać przytułku dla biednych dzieci, lecz może być skarbnicą wartości przesyconą na co dzień Bożą obecnością oraz ciepłem i dobrocią sióstr z s. Barbarą Szeligą ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ.

 

Jesteśmy w Tuchowie. Siostry prowadzą tutaj ochronkę. Dlaczego nie nazwiecie tego po prostu przedszkolem?

Faktycznie dla wielu ludzi nieznających historii naszego zgromadzenia i założyciela, który ponad 160 lat temu utworzył pierwszą ochronkę, często ta nazwa ma zabarwienie negatywne i sugeruje, że jest to przytułek dla biednych dzieci. Aczkolwiek bł. Edmund Bojanowski, tworząc ochronki, miał właśnie na względzie objęcie opieką dzieci, które pozbawione były troski. Był to czas, kiedy wybuchła epidemia cholery, która pochłaniała mnóstwo ofiar. Edmund ujrzał w osieroconych dzieciach odbicie Jezusa i postanowił się nimi zająć. Nazwa jest zatem związana z celem, jaki sobie stawiał: ochronić dzieci, ochronić wartości, ochronić to, co dobre i piękne, a także ochronić to, co polskie – był bowiem wielkim patriotą.

Ochronka nie jest więc zwyczajnym przedszkolem. Jak funkcjonuje w praktyce?

Nasze ochronki to w większości placówki niepubliczne, w których realizowany jest program wychowawczy według koncepcji pedagogicznej bł. Edmunda. Spuścizna literacka, jaką nam zostawił, jego zapiski, a także wiedza i praktyka pedagogiczna wynikająca z tradycji i współczesnej działalności opiekuńczo-wychowawczej zgromadzenia stały się podstawą opracowania programu wychowawczego zgodnego z Podstawą Programową Wychowania Przedszkolnego. Edmund, wyprzedzając epokę, stał się niejako prekursorem współczesnej myśli pedagogicznej. Na pewno też trzeba wziąć pod uwagę to, że wychowanie religijne jest dla nas priorytetem. Chociaż czasem rodzice nie uwzględniają tego aspektu i zapisują dziecko do ochronki, skupiając się jedynie na tym, że otrzyma ono tutaj dobrą i fachową opiekę, a siostry otoczą je troską.

Pracuje Siostra z dziećmi już 12 lat. Co tak naprawdę chce Siostra w nich ocalić albo jaką wartość im przekazać?

Naszym głównym celem jest to, żeby dzieciaki poznały Pana Boga. Ponadto wychowanie w ochronkach jest ukierunkowane na uniwersalne wartości: dobro, prawdę, piękno, w oparciu o chrześcijański system wartości, z zachowaniem tradycji i zwyczajów zalecanych przez bł. Edmunda. Każdy dzień w ochronce jest wypełniony modlitwą, co nie oznacza, że tylko się modlimy. Mamy taki kalendarz tygodniowy, w którym każdy dzień jest poświęcony innej prawdzie. W poniedziałki dzieci uczą się wdzięczności wobec Pana Boga za dar Jego opatrzności nad nami. Wtorek jest dniem Anioła Stróża, czyli wtedy zaprzyjaźniamy się coraz bardziej ze swoim Aniołem Stróżem, modląc się do niego. Środa jest poświęcona św. Józefowi i wówczas otaczamy modlitwą zmarłych z naszych rodzin oraz tych, którzy są już bliscy przejścia na drugą stronę życia. W czwartek dziękujemy Panu Jezusowi za to, że pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie. Modlimy się za kapłanów, siostry zakonne i o nowe powołania. Piątek jest dniem, w którym oddajemy cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i dziękujemy Mu za Jego miłość i za to, że nas zbawił. Każdego dnia nawiedzamy też naszą kaplicę, a w Roku bł. Edmunda Bojanowskiego oddajemy szczególną cześć relikwiom ojca założyciela. Oprócz tego bł. Edmund zalecał świętowanie wszystkich uroczystości, świąt maryjnych czy obowiązujących w danym okresie liturgicznym.

Co fascynuje Siostrę w bł. Edmundzie?

Zawsze ujmowała mnie jego dobroć i prostota. Mówił: „W człowieku nie może być więcej formy niż treści”. Był człowiekiem, w którego życiu krzyż był obecny już od dziecka. Kiedy miał cztery lata, bardzo poważnie zachorował. Nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Lekarze byli bezradni. I wtedy właśnie dokonał się cud – Edmund został uzdrowiony za wstawiennictwem Matki Bożej Świętogórskiej Róży Duchownej, przed której wizerunkiem modliła się o zdrowie dla syna jego mama. To jest taki moment, który koresponduje z moimi doświadczeniami z dzieciństwa i przeżyciami moich najbliższych. Zaczynam zresztą odkrywać coraz więcej podobieństw do założyciela i czuję, że staję się coraz bardziej jego córą duchową. Ten aspekt maryjności bardzo porusza moje serce, gdyż w swojej historii przez wstawiennictwo Maryi doświadczyłam łaski życia i zdrowia. Wiem, że to również zasługa mojej mamy, która powierzyła mnie pod opiekę Matki Bożej. Ponadto bł. Edmund całe życie ufał Bogu we wszystkim, ciągle odkrywał Boże plany wobec niego, był otwarty i dyspozycyjny. Nie tyle stworzył ochronkę i zebrał dziewczęta wiejskie, które podjęły się opieki nad dziećmi, ile sam angażował się w to, co się działo. Chciał, żeby dzieciaki doświadczyły ciepła i dobroci. Odwiedzał i pielęgnował chorych, za swoje oszczędności kupował biednym wieśniakom lekarstwa, sprowadzał kapłana z posługą sakramentalną. Mimo słabego zdrowia starał się być dobrym dla innych. Zresztą mówiono o nim: „serdecznie dobry człowiek”. Być dobrym dla innych – myślę, że to przesłanie dla nas, służebniczek, żeby ten, kto nas spotyka, doświadczył dobroci Pana Boga.

Jak będzie się Siostra czuła i co zrobi, jeśli za 20 lat zobaczy te dzieci i okaże się, że one nie chodzą do kościoła, nie modlą się?

Zawsze towarzyszy mi świadomość, że cokolwiek robię, nawet jeśli staram się to robić jak najlepiej, nie jestem w stanie wtłoczyć komuś do głowy pewnych wartości. Edmund mawiał: „Dzieci nie słowem, ale życiem uczyć trzeba, jak żyć mają”. I to jest prawda. Muszę siać! To, co jest moim zadaniem, to właśnie mówienie, głoszenie, a przede wszystkim świadczenie o Panu Bogu i Jego dobroci. Wiem, że w pewnym momencie życia dotrze On ze swoją łaską do człowieka, nawet jeśli on błądzi. Sama tego doświadczyłam. Myślę, że trzeba pozostawić inicjatywę Panu Bogu. Muszę wkładać całe serce w to, co robię dla dobra dzieci, bo wychowanie przedszkolne ma fundamentalne znaczenie w kształtowaniu osobowości małego człowieka i jego przyszłości.

Jak traktuje Siostra swoją posługę w ochronce?

Mam poczucie misji kobiety, matki, siostry, wychowawczyni. Nade wszystko staram się być jednak matką dla tych dzieci. To w pewnym sensie codzienna ofiara z siebie, by dawać życie Boże tym maluchom. I faktycznie nasze dzieciaki są bardzo ufne i otwarte, wdzięczne i szczere – jednym słowem proste. Od nich uczę się bycia dzieckiem w wymiarze duchowym. Ważne jest też to, że nie ograniczam jedynie do godzin pracy mojej posługi, ale przenosi się ona na dalszą część dnia. Myślę o takiej duchowej trosce poprzez modlitwę, którą staramy się obejmować każdego dnia wszystkie dzieci z naszej ochronki oraz ich rodziny. Wiemy, że mają wiele problemów, więc to, co możemy im ofiarować w takim wymiarze duchowym, to właśnie nasza modlitwa. Myślę, że to więcej niż wszelkie pedagogiczne i wychowawcze działania. Zresztą zawsze marzyłam, by być mamą i Pan Bóg w cudowny sposób mi to umożliwił – mam już wiele dzieciaków, którym duchowo towarzyszę, a niektóre z nich są już prawie dorosłe. I to jest właśnie piękne, że mogę być dla innych.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama