Synodzie, wypłyń na głębię!

Więź 2/2015

Skoro Chrystus jest obecny w więzi małżeńskiej, to pielęgnowanie tej więzi jest już nie tylko ludzką troską o trwałość małżeństwa, lecz także wyrazem chrześcijańskiej duchowości. Skoro małżeństwo jest sakramentem jako wspólnota życia i miłości, to duchowość małżeńska wyraża się nie tylko przez pobożność i modlitwę, lecz także w codzienności

 

Ubiegłoroczne obrady watykańskiego Nadzwyczajnego Synodu Biskupów ożywiły w Kościele dyskusję wokół tematyki małżeńskiej i rodzinnej. To wartość bezcenna, bo zbyt wiele problemów uważano tu za dobrze znane albo rozstrzygnięte raz na zawsze. Ożywczy ferment bardzo się przydaje – zwłaszcza w tej dziedzinie, która podlega tak szybkim przemianom kulturowym.

Także w Polsce pojawiają się synodalne jaskółki. Trwa (tu i ówdzie) poszukiwanie nowego języka i nowych form działania. Co prawda, w katolickich mediach i publicystyce wyraźnie dominuje ton zwierania szeregów i obrony nierozerwalności małżeństwa zagrożonej przez uznawane za „heretyckie” propozycje biskupów niemieckich, ale Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie zorganizował sympozjum, na którym spokojnie rozważano argumenty za i przeciw w kwestii udzielania komunii osobom rozwiedzionym żyjącym w powtórnych związkach małżeńskich. Również biskupi podczas swojego marcowego zebrania plenarnego wysłuchali teologicznego referatu o. Dariusza Kowalczyka SJ, który „jasno podkreślił, że błędnym jest stwierdzenie, jakoby osoby żyjące w związkach niesakramentalnych z definicji żyły w grzechu ciężkim”[1].

Zgodnie z synodalną zachętą drzwi warszawskiej kurii archidiecezjalnej otworzyły się przed osobami homoseksualnymi, które proszą o stworzenie jakichś form specjalnego duszpasterstwa. Z udziałem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski odbyło się w kwietniu 2015 r. pierwsze w historii ogólnopolskie spotkanie duszpasterzy osób żyjących w związkach niesakramentalnych[2]. Co prawda, abp Stanisław Gądecki w wywiadzie telewizyjnym zdumiewał się „ankietomanią” panującą w Watykanie i twierdził: „co to za biskup, który nie zna swojej diecezji i nie wie, jaka jest sytuacja rodzinna”[3] – ale jednak niektóre polskie diecezje zachęcały świeckich do udziału w rozesłanej z Watykanu ankiecie przed kolejnym zgromadzeniem synodu. Organizowane są z nową energią specjalne katechezy, seminaria i warsztaty o tematyce małżeńsko-rodzinnej (szkoda tylko, że gdzieniegdzie nadal jedynymi wykładowcami pozostają duchowni).

Wydaje się jednak, że to dopiero początek wielkiego wysiłku – zarówno w Kościele powszechnym, jak i w poszczególnych krajach. Warto zatem spojrzeć na (niektóre tylko) dylematy i wyzwania stojące w tej dziedzinie przed synodem, a szerzej: przed Kościołem.

Czego zabrakło na synodzie

Obydwoje niżej podpisani wyrażali kilkakrotnie swoje rozczarowanie przebiegiem pierwszej części synodu[4]. Zdziwieni byliśmy przede wszystkim faktem, że dyskusje biskupów (i streszczający je dokument Relatio synodi) koncentrowały się na rodzinie, niemal z pominięciem jej podstawy, czyli małżeństwa. A przecież i zdrowy rozsądek sugeruje, by zatroszczyć się najpierw o solidne fundamenty, i nauczanie Kościoła podpowiada, że „swe właściwości «komunijne» rodzina czerpie z owej podstawowej komunii małżonków. Jedność dwojga trwa w dzieciach”[5]. Podstawą dobrej rodziny jest zatem pielęgnowanie więzi małżeńskiej.

Wydaje się, że także w zlaicyzowanej kulturze współczesnej odnaleźć można wiele przejawów tęsknoty za miłością wierną aż do śmierci. Odwołując się do tych ludzkich naturalnych pragnień, należałoby obecnie ukazywać małżeństwo jako piękny Boży zamysł utworzenia trwałego i głębokiego zjednoczenia kobiety i mężczyzny w oparciu o komplementarność dwóch płci. Chcąc trafić współcześnie z tą dobrą nowiną do ludzi sceptycznie nastawionych wobec chrześcijaństwa, trzeba podkreślać wizję człowieka jako istoty relacyjnej. Małżeństwo kobiety i mężczyzny jawi się wówczas jako najgłębsza możliwa relacja osób. Pomiędzy małżonkami powstaje zobowiązujące małżeńskie „my” – nowa, szczególna jakość relacji międzyludzkiej. Paradoksalnie, w kulturze indywidualizmu istnieje silna tęsknota za taką jednością, za możliwością przekroczenia samego siebie.

Zaskoczyła nas także praktyczna nieobecność tematyki duchowości małżeńskiej w rozważaniach synodalnych. A przecież jej odkrywanie w Kościele wciąż trwa i z pewnością nie można przyjąć, że wszystko jest dobrze znane. Rozwój duchowości w XX wieku pozwolił na pogłębienie tego wymiaru i dostrzeżenie, że w tym sakramencie Chrystus wciela się w więź małżeńską. Sakramentalność małżeństwa polega zatem na nowej – Boskiej! – jakości relacji powstającej pomiędzy małżonkami. Małżonkowie nie tylko przyjmują sakrament – można powiedzieć, że ich miłość staje się sakramentem, czyli widzialnym znakiem niewidzialnej łaski.

Skoro Chrystus jest obecny w więzi małżeńskiej, to pielęgnowanie tej więzi jest już nie tylko ludzką troską o trwałość małżeństwa, lecz także wyrazem chrześcijańskiej duchowości. Skoro małżeństwo jest sakramentem jako wspólnota życia i miłości, to duchowość małżeńska wyraża się nie tylko przez pobożność i modlitwę, lecz także w codzienności: w kuchni i w sypialni, w trosce o dzieci i we wspólnym spędzaniu czasu, w podziale obowiązków domowych i w odpoczynku, w całym życiu. Podmiotem tak rozumianej duchowości są nie tylko dwie pojedyncze osoby, lecz także oboje wspólnie – jako para małżeńska[6]. Odkrywanie tej prawdy w Kościele wciąż jest przed nami, podobnie jak kształtowanie nowego modelu świętości, jakim jest właśnie para małżeńska.

Zdumiewające było dla nas również potraktowanie przez biskupów po macoszemu tematyki seksualnej. W kulturze wszechobecności seksu Kościół nie może unikać tego tematu. Dzięki teologii ciała przedstawionej przez św. Jana Pawła II[7] i rehabilitacji erosa dokonanej przez Benedykta XVI w encyklice Deus caritas est współczesny Kościół wypracował zresztą język, którym może mówić o pięknie miłości seksualnej w małżeństwie, o duchowym wymiarze erotyki. Tymczasem w tekście Relatio synodi w 75% wszystkich przypadków użycia słowa „seks” chodzi o osoby homoseksualne, a poza tym jest mowa o nadużyciach seksualnych i niedojrzałości seksualnej.

Biskupi nie wykorzystali szansy, jaką było piękne wystąpienie synodalnych audytorów, Rona i Mavis Pirola, australijskich małżonków z 55-letnim stażem. Jasno mówili oni, że małżeństwo jest „sakramentem seksualnym, który znajduje najpełniejszy wyraz we współżyciu”. Ich zdaniem, bez docenienia seksualnego wymiaru duchowości małżeńskiej nie da się uznać piękna nauczania Kościoła z encykliki Humanae vitae. Pominięcie tego wymiaru w synodalnej dyskusji bardzo dziwi, gdyż umiejętnie prezentowana teologia ciała ma zdolność otwierania współczesnych ludzi na duchowy wymiar życia małżeńskiego. Dla rozerotyzowanej kultury fascynującym odkryciem jest przesłanie, że seks małżeński może być święty. Eros przebóstwiony to perspektywa o wiele pełniejsza i głębsza niż eros wyzwolony. Kard. Vincent Nichols z Westminsteru szczerze wyznał jednak podczas synodalnej konferencji prasowej, że stosunki płciowe „to z pewnością nie jest temat, na który biskupi jakoś często rozmawiają”. Można to zrozumieć, ale nie można się zgodzić, by pasterze Kościoła nie mieli nic pozytywnego do powiedzenia o małżeńskiej seksualności.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama