Ładna polszczyzna i prosty język

Niedziela 31/2015

O niełatwej funkcji rzecznika partii najbardziej krytykowanej przez media z Elżbietą Witek rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Być w III RP rzecznikiem wielkiej partii opozycyjnej to – jak pokazują doświadczenia Pani poprzedników – niełatwe zadanie, gdyż krytyka sypie się zewsząd, nawet ze strony życzliwych. Jeszcze na początku tego roku prof. Jadwiga Staniszkis mówiła, że PiS – mimo rosnących już notowań – ma fatalną politykę informacyjną. Zastanawiała się Pani, skąd się biorą tego rodzaju oceny?

ELŻBIETA WITEK: – Pierwszym i głównym powodem jest chroniczna nieprzychylność mediów, wynikająca z tego, że jesteśmy właśnie Prawem i Sprawiedliwością, czyli taką, a nie inną partią. Innym partiom wiele uchodziło płazem, a dziennikarze starali się nawet tłumaczyć ich błędy, nadużycia, zaniechania itp. W naszym przypadku trzeba się było pilnować na każdym kroku, uważać na każde słowo, każdy gest. To bardzo trudne.

– W każdej dobrej polityce informacyjnej niezbędna jest tego rodzaju precyzja.

– Tak, tylko proszę pamiętać, że my musieliśmy pracować w warunkach wyjątkowo zaostrzonego rygoru. Zbyt często doświadczaliśmy niesprawiedliwego i złośliwego traktowania przez media głównego nurtu.

– Bez własnej winy?

– Pewnie jakieś błędy popełniliśmy, jak każdy, ale nasz przekaz merytoryczny się nie przebijał, media wolały szukać sensacji i na nich skupiać uwagę. Naszą „winą” były tylko uczciwość i szczerość przekazu... Niestety, właśnie to spotykało się z politycznym atakiem zamiast dyskusji. Przyznam, że nigdy tego nie zrozumiem. I mimo to wciąż będę mierzyć ludzi miarą własnej uczciwości.

– Nawet cynicznych dziennikarzy?

– Nawet dla nich charakteru nie zmienię! Przyznaję, że jest to dla mnie całkiem nowy, inny świat, ale będę się starała swoje zadanie wykonywać jak najlepiej, wykorzystując dotychczasowe swoje i kolegów doświadczenia.

– W polityce?

– Nie tylko. Dziesięcioletni staż poselski to niezła szkoła, dająca rozeznanie w sprawach ludzi i kraju, ale ponadto wciąż się przekonuję, jak bardzo przydatne jest moje „belferskie” podejście do wszystkich napotykanych problemów. Polega to na wewnętrznym przymusie uczenia się, a więc zagłębiania się w każdą sprawę, z którą ludzie do mnie przychodzą. Bycie posłem to proces nieustannego uczenia się, poszerzania wiedzy w wielu dziedzinach – czy to w kwestii służby zdrowia, czy górnictwa miedziowego, czy szkodliwości farm wiatrowych.

– A zatem dobry poseł jak dobry dziennikarz – musi wiedzieć coś o wszystkim?

– Właśnie tak.

– A dobry rzecznik prasowy?

– Powinien być jak dobry belfer, dokładnie wiedzący, co i jak chce przekazać swym uczniom. Jeśli zachodzi potrzeba, powinien umieć ich zdyscyplinować, a bywa, że też przeprosić za swoje błędy.

– Z dziennikarzami to może się nie udać.

– I nie zamierzam tego robić tak dosłownie, chciałabym tylko, aby ze zrozumieniem słuchali tego, co mam im do przekazania. A to przecież w żadnym razie nie wyklucza mojej wobec nich życzliwości.

– Lubi Pani dziennikarzy? Bywają rzecznicy uważający dziennikarzy za osobistych wrogów.

– To nie jest rzecz lubienia bądź nielubienia, chodzi raczej o wzajemny szacunek do siebie i wykonywanej pracy. Myślę, że dostatecznie rozumiem specyfikę pracy dziennikarzy, mimo że przez 10 lat pracy w Sejmie trzymałam się z dala od mediów. Jako rzecznik muszę być do ich dyspozycji i na pewno nie mogę i nie będę unikać kontaktów z nimi. Z całą życzliwością! Ale też liczę na wyrozumiałość.

– Długo się Pani zastanawiała nad przyjęciem tej, wciąż jednak niewdzięcznej, funkcji rzecznika PiS? Było trochę strachu?

– Oczywiście, że się bałam, ale długo się nie zastanawiałam, ponieważ nie było na to czasu i po prostu nie godziło się odmówić...

– Dlaczego?

– Z czysto ludzkich powodów: gdy rok temu byłam w bardzo trudnej sytuacji rodzinnej, to właśnie stąd – od moich kolegów, od prezesa, od szefa klubu otrzymałam tyle pomocy, życzliwości, tyle wsparcia, że teraz po prostu nie mogłam odmówić przyjęcia tego zadania.

– Zwłaszcza gdy prosił sam prezes Kaczyński?

– Tak. Nie tylko dla mnie Jarosław Kaczyński jest postacią wyjątkową na polskiej scenie politycznej. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiaj jestem nie tylko twarzą Prawa i Sprawiedliwości, ale także twarzą samego prezesa. To zobowiązuje.

– Przed Panią zatem także zadanie odczarowania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego jako „nieprzejednanego satrapy” i „podpalacza Polski”. Ma Pani pomysł, jak to zrobić?

– Po prostu cierpliwie będę stosować łacińską zasadę: „Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo” (Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając). Przy różnych okazjach będę się więc starała tłumaczyć i pokazywać, jak bardzo nieprawdziwy jest ten medialny obraz prezesa, że naprawdę jest on człowiekiem niezwykle ciepłym, wrażliwym, lubiącym ludzi, umiejącym słuchać, że ma ogromne poczucie humoru, także na swój temat. Ale przede wszystkim to, że jego działaniom przyświeca naczelna zasada: służba Polsce.

– W poprzednich latach były już przez PiS podejmowane próby ocieplania wizerunku partii, jednak z mizernym skutkiem. Teraz postawiono na kobiety?

– Prawdą jest, że już sama obecność kobiet jest ociepleniem wizerunku każdego mężczyzny... Nie chodzi tu jednak o samo ocieplanie dla ocieplania, z czego na ogół niewiele wynika. Chodzi o wiarygodny i skuteczny przekaz; o to, by prawda o naszych celach i działaniach, a także o prezesie Kaczyńskim, mogła skutecznie dotrzeć do świadomości społecznej. By mogła się przedostać przez medialne bariery i zapory.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...