Włoski świat gwiazd

Przewodnik Katolicki 31/2015

W świecie show-biznesu, który poznałam we Włoszech, nie było miejsca na wartości, liczyły się tylko pieniądze: najważniejsze było to, by udało się na tobie zarobić. Wystarczy spojrzeć na fakty z działki modelingu: na świecie są setki tysięcy modelek, a tylko niewielka ich część znajduje się na „top liście”. Na wysokie szczeble kariery dostają się zazwyczaj te panie, które umieją dojść do celu „po trupach”. Nikogo nie interesuje efekt uboczny: czy jesteś nieszczęśliwy, czy bierzesz narkotyki.

 

Brała Pani udział w pokazach Italian Fashion, Chanel, Pianegonda, Byblos i wielu innych znanych marek. Pracowała Pani z takimi gwiazdami jak Tina Turner, Naomi Campbell, Paris Hilton czy Leonardo di Caprio. Jak wygląda takie życie z perspektywy kulis?

– We Włoszech, jeszcze pięć lat temu, pracowałam obok wielu gwiazd, które obecnie nie są dla mnie autorytetem, ponieważ wiem, że stwarzają wokół siebie pełen pozorów świat. I wiem, że ich prywatne życie w większości wypadków nie jest wcale piękne.

Na czym polega ten brak piękna?

– Wewnętrznie: na samotności. Możesz przebywać wśród tłumów, być przez nie wielbiony, a czuć się samotnie. Myślę, że to jest największą ludzką udręka, swego rodzaju „piekłem”. Dlatego tak wielu artystów, którzy zyskali światową sławę, popełnia samobójstwa. Osobiście przekonałam się, że sława i pieniądze nie są wystarczające, by być szczęśliwym.

Skoro szczęście nie jest w świecie show-biznesu wartością, co nią jest? Na jakiej zasadzie buduje się tu relacje?

– W świecie show-biznesu, który poznałam we Włoszech, nie było miejsca na wartości, liczyły się tylko pieniądze: najważniejsze było to, by udało się na tobie zarobić. Wystarczy spojrzeć na fakty z działki modelingu: na świecie są setki tysięcy modelek, a tylko niewielka ich część znajduje się na „top liście”. Na wysokie szczeble kariery dostają się zazwyczaj te panie, które umieją dojść do celu „po trupach”. Nikogo nie interesuje efekt uboczny: czy jesteś nieszczęśliwy, czy bierzesz narkotyki.

To chyba naturalne zasady biznesowe: wymiana usług na pieniądze. Na czym polega różnica między zwykłym biznesem a show-biznesem w tej kwestii?

– Myślę, że show-biznes ma bardziej wyrachowaną, nieludzką twarz. Do sukcesu dochodzi się tu często w niemoralny sposób, np. większość modelek świadczy usługi seksualne, bo w ten sposób mają szansę się „przebić”. Jeśli chcesz być rozpoznawana na ulicach i drukowana na okładkach, musisz mieć w ciemnym kącie swojej szafy sekret, jak to zrobiłaś.

Na przykład?

– W wakacje, gdy byłam na Sardynii, widziałam, jak zaczynające karierę modelki wypływały z bardzo sławnymi osobami na kilka dni w morze, jachtem. Wracały w okropnym stanie. Za to miesiąc później niektóre z nich można było zobaczyć na okładce czasopisma lub w programie telewizyjnym.

Pani też bywała na okładkach. Jaką cenę Pani zapłaciła?

– Wpadłam w depresję, brałam narkotyki. Zdarzało się, że rano po imprezie chodziłam na czworakach i szukałam w szparach podłogi kokainy, nie pamiętając, co robiłam kilka godzin wcześniej. Tak było także później: gdy pracowałam w telewizji. Te dwa światy się ze sobą łączą i póki ktoś tam pracuje, nie ma odwagi powiedzieć o ich czarnych stronach – bo wie, że konsekwencją będzie odsunięcie go od towarzystwa i od pracy.

Rozumiem, że LSD, extasy, alkohol to przymus, bez którego nie da się zrobić kariery?

– Może inaczej: to nie tyle sposób na sukces, ale raczej lek przeciwbólowy. Wiesz, że postępujesz źle, ale równocześnie czujesz w głębi duszy, że „nie jesteś taka”, że nie chcesz schodzić na kompromisy.

A mimo to ulegasz…

– Tak. Taka niestety jest droga do tej kariery, a ty jej ulegasz. Więc bierzesz narkotyki, pijesz, żeby nie odczuwać bólu i wyciszyć głos rozsądku, który mówi: „Jesteś więcej warta, nie rób tego”.

O tej wartości pisze Pani w swojej najnowszej książce: Z ciemności do światła?

– Tak, piszę w niej o czystości i szacunku, które są lekarstwem, które pozwoli odbudować cywilizację miłości. Jeśli ty nie kochasz siebie, bierzesz narkotyki, nadużywasz alkoholu, to jak możesz kochać inną osobę? Wiele ludzi zastanawia się, dlaczego nie są szczęśliwi, dlaczego nie mają szczęścia w miłości. W mojej książce są odpowiedzi na te pytania i podpowiedzi, jak to zmienić.

Wróćmy do modelingu i telewizji. W jaki sposób w tym świecie ludzie radzą sobie z własną duchowością, która przecież nawet spychana na margines, co jakiś czas upomina się, by ją zauważyć?

– Większość z moich znajomych z tego kręgu jest albo buddystami, albo wyznają jakiś swoich bożków, do których się modlą. Mieszają magię z wiarą. Zazwyczaj nie wyznają Jezusa. Wyjątkiem jest chyba mój kolega, piłkarz o ogólnoświatowej sławie, który przyznał się, że chodzi czasem do kościoła, żeby się pomodlić. Mówił, że to jego sekret. Równocześnie zdradza swoją żonę z trzydziestoma dziewczynami w miesiącu i wydaje pieniądze na mnóstwo niepotrzebnych rzeczy.

Czy spotkała Pani w tym środowisku kogoś autentycznie wierzącego?

– Tak. Myślę o Paolo Brosio, włoskim prezenterze i dziennikarzu, o którym piszę w mojej książce Ocalona z piekła. To dziennikarz, który przyznał się publicznie do swojej wiary. Pracuje nadal w telewizji, robi jednak tylko religijne programy. Z tego co wiem, niczego innego już mu nie zaproponowano.

Pani powołaniem było wycofanie się ze „świata gwiazd”. Podobnie zrobił Lech Dokowicz ze środowiskiem techno. Inni bywają posłani w takie miejsca po to, by przyprowadzać napotkanych ludzi do Boga. Czy w pani opinii możliwe jest głoszenie Ewangelii w świecie show-biznesu?

– Myślę, że każdy ma swoje powołanie. Mnie nie jest dane to, by nawracać moich znajomych. Otrzymałam powołanie mówienia o czystości, o wartościach, o miłości, o rodzinie. W moim przypadku byłoby wielkim ryzykiem i pychą pchać się znów w „paszczę lwa”, mogłabym powtórzyć stary schemat odejścia od Boga i Kościoła i pogoni za pieniędzmi. Nie chcę tego, znalazłam prawdę, drogę i życie, i nie oglądam się za siebie. Idę prosto. Z ciemności do światła.

A Pani dawni znajomi?

– Myślę, że to wystarczające, że moi byli znajomi, którzy utrzymali ze mną kontakt, wiedzą, że gdy mają problem, mogą do mnie zadzwonić po radę. Ich reakcje są różne. Jedna z koleżanek, sławna modelka, powiedziała mi kiedyś – gdy zaprosiłam ją do Medjugorie: „Aniu, boję się, bo wiem, że jeśli pojechałabym tam, to coś by musiało się zmienić. Boję się stanąć twarzą w twarz z prawdą. Nie jestem do tego jeszcze gotowa”.

Anna Golędzinowska – zrobiła zawrotną karierę jako włoska modelka i prezenterka, po czym po nawróceniu wycofała się z show-biznesu. Założyła we Włoszech inicjatywę „Czyste serca”. Autorka książek: Ocalona z piekła i Z ciemności do światła.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama