Ks. Jerzy będzie doglądał dzieła…

Któż jak Bóg 5/2015

Niemal już rok temu Górsk, niewielka wioska pod Toruniem, trafił na czołówki gazet w całej Polsce. Na otwarcie Centrum Edukacji Młodzieży im. ks. J. Popiełuszki wraz z poświęconym mu muzeum zawitały władze państwowe z poprzednim prezydentem, Bronisławem Komorowskim na czele; wielu było hierarchów kościelnych, a wśród nich ówczesny Prymas Polski abp Józef Kowalczyk; przybyli też oczywiście i krewni ks. Jerzego. Po kilku godzinach jednak kamery się rozjechały i…

 

…co od tego czasu wydarzyło się w Górsku?

My się sami obawialiśmy, że będzie przestój, a tymczasem zaczęli do nas przyjeżdżać kolejni pielgrzymi, grupa po grupie. W księgach pamiątkowych w archiwum mamy już ponad 10 tys. wpisów od odwiedzających, a wystawiliśmy je dopiero w 2 tyg. po otwarciu. W tych na dole jest już kolejne 1,5 tys. A wcześniej było przecież jeszcze 6 tys. osób na samym poświęceniu. No i nie wszyscy się rzecz jasna wpisują. Myślę, że muzeum odwiedza średnio jakieś 2 tys. pielgrzymów miesięcznie. Na tak małą miejscowość jak Górsk to bardzo dużo.

Kto przede wszystkim przyjeżdża? Wycieczki szkolne, emeryci?

Nie chciałbym generalizować, bo goście są bardzo różni. Od dzieci, przez studentów, po ludzi starszych. Wiele pielgrzymek przyjeżdża tutaj specjalnie, docelowo. Oni już wiedzą kim jest ks. Jerzy i czego dokonał, znają realia tamtej epoki. Wśród młodszych ta świadomość jest niestety mniejsza. Przyjeżdża oczywiście wielu członków „Solidarności”. Ale są też ludzie „przypadkowi”, którzy przejeżdżając zobaczyli drogowskaz i postanowili wstąpić. Ci po wyjściu z muzeum są zszokowani. Sam pamiętam kobietę, z którą po wyjściu z muzeum nie byłem się w stanie porozumieć, tak płakała. Inna, po zakończeniu zwiedzania, sama zaproponowała abyśmy wspólnie pomodlili się za Ojczyznę. Była wycieczka, która przeszła całe muzeum łącznie 3 razy – najpierw poszli sami, później, gdy ich oprowadziłem i wyjaśniłem im znaczenie niektórych symboli czy eksponatów, postanowili wrócić i obejrzeć wszystko jeszcze raz, z pełnym zrozumieniem. Nie przesadzę jeśli powiem, że udało nam się stworzyć żywy pomnik ks. Jerzego.

No właśnie. W jednym z wywiadów po otwarciu powiedział ksiądz, że nie chce tworzyć kolejnego pomnika tradycyjnego, a taki, który „będzie żył”. Czym w takim razie żyje Górsk, czym żyje CEM, czym żyją ludzie tutaj?

Pomnik to wiadomo, ludzie przyjdą, popatrzą i pójdą dalej. A ja, jako MICHALITA, duchowy syn bł. ks. Markiewicza, chciałem stworzyć dla młodych ludzi coś, co ich będzie rozwijało całościowo. Człowiek musi w swoim życiu nie tylko klęczeć, ale też zaspokoić potrzebę piękna, ruchu, czy po prostu coś zjeść.

Młody człowiek, który do nas przyjedzie, może więc w ciągu jednego dnia i obejrzeć film, i pograć w piłkę, i uczestniczyć w Eucharystii. Po to mamy i muzeum, i sale wykładowe, i salę kinowo-teatralną, i świetlicę środowiskową, i boisko sportowe, i ścieżki ekologiczne. Już teraz mamy ogromne obłożenie ze strony grup parafialnych, teatralnych, harcerzy. A będzie jeszcze sala komputerowa, będzie muzeum regionalne z warsztatami rękodzieła. Nad tym wszystkim oczywiście góruje kościół, a z nieba czuwa wielki patron, ks. Jerzy Popiełuszko.

Łatwo było połączyć charyzmat michalicki ze spuścizną ks. Jerzego?

Jeśli idzie o wychowanie młodzieży, stosunek do niej, ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Bronisław Markiewicz idą w jednym szeregu. Nie rozdzielałbym ich.

Czy takie dzieła, jak te, które tworzył ks. Markiewicz w swoich czasach, mają jeszcze dzisiaj rację bytu?

Oczywiście. W świetlicy dzieci z uboższych rodzin z okolicy mogą korzystać z zajęć, do których normalnie może nie miałyby dostępu. Tworzymy przy Centrum fundację, która również, przez różne projekty, zapewni im możliwość rozwoju.

Naszym czytelnikom dał się jednak ksiądz poznać w pierwszej kolejności jako publicysta skupiony na tematyce patriotyzmu, tradycji, historii i tego, jak na sprawy te patrzył ks. Markiewicz. Czy na tej płaszczyźnie ks. Jerzy, znany przecież przede wszystkim ze Mszy za Ojczyznę, również jest dla księdza jakąś inspiracją?

Ależ tak! Zarówno ks. Markiewicz jak i ks. Popiełuszko znani są jako najgorliwsi patrioci, ten drugi oddał przecież za Ojczyznę swoje życie. Życie ich obu jest nierozerwalnie związane z pracą na rzecz Ojczyzny. Ich życiorysy w przepiękny sposób się zazębiają, a w kilku momentach ciężko wręcz nie odnieść wrażenia, że historia się powtarza. To wygląda tak jakby obaj czekali, by połączyć się w tym miejscu, w tej patriotycznej idei.

To dzięki Mszom ks. Jerzego poszła w Polskę pieśń ks. Karola Dąbrowskiego „Ojczyzno ma”…

Tak, niektórzy nawet przypisywali jej autorstwo ks. Jerzemu. Bo ks. Popiełuszko nierozłącznie kojarzy się z troską o Ojczyznę właśnie. Ks. Karol wykonał nawet tę pieśń rok temu przy okazji uroczystości pod krzyżem upamiętniającym uprowadzenie. Historia zatoczyła koło.

Jak popularyzować jednak pamięć o tych wielkich Polakach wśród młodych?

Jeszcze zanim powstały budynki CEM-u zainicjowaliśmy Konkurs Wiedzy o Wielkich Polakach. Były olimpiady wiedzy o bł. ks. Jerzym, o św. Janie Pawle II, o bł. ks. Frelichowskim, o Koperniku, który związany jest z tymi ziemiami. Na pewno w którejś kolejnej edycji pojawi się i ks. Markiewicz.

Widać już jakieś owoce tej pracy nad świadomością patriotyczną młodych?

Tak, wielu gimnazjalistów, gdy pozna bliżej życie np. ks. Jerzego, czy to przez Konkurs czy przez muzeum, jest zszokowanych. Widzimy, że w Konkurs, na szczeblu szkolnym, włączają się nie tylko katecheci – coraz więcej jest polonistów, historyków, geografów, nauczycieli WoS-u. Nawet jeden z tych nauczycieli, wcześniej niezbyt religijny, zwierzył mi się, że gdy wczytał się w życie bł. ks. Frelichowskiego, zaczął znów z żoną i dziećmi chodzić do kościoła. Na rozdaniu nagród we Włocławku jedna z babć uczniów ze łzami w oczach wyrażała swoją wdzięczność – dzięki Konkursowi cała rodzina zaczęła nagle czytać o życiu ks. Jerzego i przypominać sobie jego postać. Takie inicjatywy są ważne tym bardziej, że okrojono w szkołach nauczanie dotyczące historii najnowszej i nawet my musieliśmy przeformatować nasz konkurs na interdyscyplinarny, by korespondował z podstawą programową.

Czy jednak we wszystkich ta postawa i życie ks. Jerzego Popiełuszki wzbudza podziw? Spotkałem się już z głosami, że on przecież przegrał, bo dał się zamordować…

Argument tutaj jest prosty i trafia do wszystkich młodych. To o ks. Jerzym pamięta dziś cały świat, nie o jego oprawcach. Historia stanęła po jego stronie, czas pokazał kto miał rację. W 42 państwach są szkoły i zakłady pracy imienia ks. Jerzego. Oprawcy nie mają żadnej. A niedługo ks. Jerzy będzie być może świętym. Krzyż w pobliskim lasku nie jest krzyżem upadającym, to krzyż podnoszący się.

Jak w takim razie przełożyć świadectwo życia księdza Jerzego na czasy współczesne, gdy nie musimy już za swoją postawę ponosić najwyższej ceny?

Młodym ludziom zawsze imponuje odwaga, a ta u księdza Jerzego była niesamowita. Cenią też to, że zawsze stawał w prawdzie. No i to motto „Zło dobrem zwyciężaj”, gotowość przebaczenia własnym oprawcom. To wszystko są cechy absolutnie niezwykłe i godne podziwu, godne naśladowania w każdych realiach. Życzyłbym młodym, aby w kontakcie z tym miejscem, uczyli się takiego życia.

Ludzie dzisiaj nie są skorzy do przebaczania?

Miałem niedawno w muzeum taką panią, która podziękowała mi za możliwość wizyty w tym miejscu. I nie dlatego, że dowiedziała się tyle o życiu i osobie ks. Jerzego, ale dlatego, że przebaczyła dzięki temu komuś, wobec kogo żywiła urazę przez większość swojego życia. I w momencie gdy przebaczyła – doznała ogromnej, wewnętrznej ulgi.

Dużo dociera do księdza świadectw łask otrzymanych za wstawiennictwem ks. Jerzego? Wiem, że co poniedziałek macie w parafialnym kościele wieczorną modlitwę przy jego relikwiach…

Docierają i to z całej Polski. Spotkałem osobiście panią, która wróciła do życia sakramentalnego dzięki jednej z homilii ks. Jerzego. Co i rusz ktoś z przyjeżdżających mówi o łaskach, które, w jego przekonaniu, wyprosił mu ks. Popiełuszko.

Jak w ogóle podtrzymywana była pamięć o księdzu Jerzym i tragicznych wydarzeniach na terenie Waszej, michalickiej parafii przez te wszystkie lata zanim powstał CEM?

Zaraz po jego śmierci odbywały się tu Msze za Ojczyznę za jego wstawiennictwem. Ówczesny tutejszy proboszcz, ks. Janusz Rzucidło, który te Msze prowadził był za to szykanowany przez SB. A na te Msze przyjeżdżali ludzie i z Bydgoszczy, i z Torunia, i z Włocławka. Rok temu wznowiliśmy tę ideę, na razie na czas wakacyjny, ale chciałbym to rozszerzyć na cały rok. Na te Msze przyjeżdżają autokarami całe pielgrzymki.

Początki księdza pracy w Górsku też nie wyglądały chyba różowo…

Gdy przyjechałem tutaj dwa lata temu, w pierwszym odruchu pomyślałem, że najtaniej i najprościej to by to było wszystko rozebrać. Na miesiąc przed moim przyjazdem pożar strawił część zabudowań, poodpadały tynki, wypadły szyby, papa na dachu pozwijała się i odeszła.

Skąd w takim razie pomysł, by przemienić tę ruinę w Centrum Edukacji Młodzieży im ks. Jerzego?

W pierwszej kolejności skonsultowałem się z miejscową młodzieżą, rozeznałem się w ich potrzebach i pomysłach na zagospodarowanie tego miejsca. Później, w rozmowie z marszałkiem i przedstawicielami województwa kujawsko-pomorskiego, Przełożonym Generalnym oraz ks. Ekonomem i wielu innymi życzliwymi osobami doszliśmy do wniosku, że spróbujemy uzyskać dofinansowanie jako projekt regionalny.

Cały szlak męczeństwa ks. Jerzego związany jest bowiem z obszarem naszego województwa. W Bydgoszczy odprawił swoją ostatnią Mszę, w Górsku został uprowadzony, w Przysieku uciekł jego kierowca, w Toruniu próbował ucieczki on sam, wreszcie przy tamie we Włocławku poniósł on męczeńską śmierć w tamtejszym zbiorniku. Nie chcieliśmy też jednak robić muzeum poświęconego tylko temu męczeństwu, miejsce na coś takiego jest w sposób naturalny we Włocławku.

Stanęło więc na tym, że oprócz muzeum zrobimy coś dla młodych ludzi, co pomoże im się rozwijać całościowo, na każdej płaszczyźnie ich życia. Staraliśmy się też przy tym połączyć tradycję, historię i wiarę z nowoczesną formą przekazu. Z jednej strony mamy w tym miejscu fundamenty starej szkoły, do której dobudowaliśmy Centrum, sięgające wiekiem XVI stulecia. Tuż obok XVI-wieczny kościół z cmentarzem, na którym obok siebie leżą, zrządzeniem historii, nasi parafianie, ewangelicy sprzed wojny i czerwonoarmiści polegli w tych okolicach. Z drugiej strony nowy budynek, który jest już zaprojektowany tak, że w ciągu dnia nie musimy się praktycznie doświetlać, wszędzie dociera światło słoneczne. Są panele solarne, pompy ciepła, wszystko nowoczesne i ekologiczne.

A skąd pomysł by kamieniem węgielnym pod tym dziełem stał się kamień spod schodów domu rodzinnego ks. Jerzego?

Będąc u rodziny Popiełuszków w domu poprosiłem o coś, co tym kamieniem mogło by się stać. Przekazała mi go Pani Marianna, mama ks. Jerzego.

Okazał się mieć kształt serca…

Ja tego nawet z początku nie zauważyłem. Przez rok czasu leżał on u mnie na półce, dopiero na 3 dni przed poświęceniem ten kamień mi się odwrócił i wtedy dostrzegłem, że jest to niemal idealne serce.

Z tego co wiem Pani Marianna ofiarowała Wam coś jeszcze, coś mniej namacalnego…

Tak, obiecała nam ona codziennie odmawiać w intencji budowy różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego i wiem, że to robiła, sama mi o tym później przypomniała. Mam nadzieję, że dalej je tam za nas w niebie odmawia.

Rzeczywiście, patrząc na tempo prac przy budowie Centrum, można by odnieść wrażenie, że tu jakaś nadludzka ręka pomagała…

Mam poczucie, że do tej pory pomaga. Sam bym tutaj nic nie zrobił. Ale gdziekolwiek poszedłem w sprawie Centrum, trafiałem zawsze na niezwykle życzliwych ludzi. Nigdzie mi w niczym nie odmówiono. Budynki, poza świetlicą, powstały w zaledwie 9 miesięcy. A liczba przeszkód wydawała się ogromna – od własności działek, przez przepisy o ochronie zabytków, po zapisy dotyczące ochrony środowiska, bo znajdujemy się przecież przy samym wale wiślanym. Musieliśmy, i cały czas jest to naszą troską, zapewnić utrzymanie Centrum. Wybudować coś to nie sztuka, ale takie dzieło musi przecież cały czas działać.

Dużo pomogli chyba wolontariusze…

Na samym początku nie mieliśmy tu przecież żadnego pracownika. Tylko ludzi, którzy sami przychodzili i pomagali za Bóg zapłać! Teraz dopiero mamy 4 pracowników, kilku stażystów, wolontariuszy, cała ekipa liczy ok. 12 osób. Ks. Jerzy chyba sam nam tam z góry przysyła dobrych ludzi do wykonania konkretnych zadań.

Jakie są w takim razie dalsze plany dla CEM?

Plany są ogromne. Staramy się, aby tutejszy kościół uzyskał status Sanktuarium. Na trasie między parkingiem a Centrum chcemy postawić w lasku stacje drogi krzyżowej. Moglibyśmy wtedy zaczynać Drogą… Msze za Ojczyznę. Rozsyłamy coraz więcej zaproszeń pielgrzymkowych do parafii. Coraz więcej osób pyta nas o możliwość noclegu – chcieliby w tej ciszy, nad Wisłą, przeżywać rekolekcje.

Chcemy też zbudować plac zabaw, amfiteatr, szatnie przy boisku. Przed wejściem do kompleksu umiejscowimy Aleję Wielkich Polaków, z miejscem i dla ks. Jerzego, i dla Jana Pawła II i dla ks. Markiewicza oraz oczko wodne z mostkiem japońskim, sponad którego witał będzie wchodzących gości ks. Jerzy. No i będzie doglądał dzieła pod swoim patronatem. <śmiech>

z ks. Pawłem Nowogórskim CSMA dyrektorem Centrum Edukacji Młodzieży im. ks. Jerzego Popiełuszki w Górsku rozmawiał Karol Wojteczek

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...