Zobaczyłem prawdziwą Ewangelię

eSPe 117/4/2015

Zwiedził blisko 50 krajów świata o czym można przeczytać na blogu paragonzpodrozy.pl. Ale zdecydował się też na wyjątkową podróż po Polsce w poszukiwaniu Kościoła ubogiego dla ubogich. O swoich odkryciach opowiada Patryk Świątek, autor książki Dotnij Boga.

 

Wszystko zaczęło się od wakacji po maturze. Patryk i Bartek chodzili wprawdzie do jednej klasy, ale się nie przyjaźnili, byli właściwie z dwóch różnych światów. Najprawdopodobniej połączyła ich chęć przeżycia wielkiej przygody, choć i na nią każdy miał inny pomysł.

Jak to się stało, że wspólnie wyjechaliście na Bałkany?

Siedzieliśmy na ławeczce na dziedzińcu szkoły. Miałem w ręce książkę do łaciny, w której była mapa starożytnej Grecji. „Pojedźmy tam” – powiedziałem. „Dobra. Spróbujmy” – usłyszałem w odpowiedzi. Tak wybraliśmy kierunek.

Ja chciałem jechać na rowerze, ale Bartek powiedział, że on nie bardzo i że proponuje stopa. Żaden z nas nie miał zbyt wielu autostopowych doświadczeń, więc dla obu była to jakaś nowość. Myśleliśmy, że w ten sposób dojedziemy maksymalnie na Węgry i trochę czasu spędzimy nad Balatonem – popływamy trochę w jeziorze i wrócimy. Ale kiedy czwartego dnia wyprawy byliśmy już w Grecji na Półwyspie Chalkidiki, to okazało się, że drzwi do wielkiej przygody są otwarte bardzo szeroko. Potem było wejście na Olimp i niesamowite przygody po drodze – w Albanii, Czarnogórze, Macedonii. Gdy wróciliśmy, uświadomiłem sobie, że ja nie znałem świata i nie doświadczyłem życia. A wydawało mi się, że moje życie było pełne przygód, bo od 11 urodzin byłem w harcerstwie i dużo się działo.

Wyprawa na Bałkany zaszczepiła w nas przekonanie, że podróż nierozerwalnie wiąże się z przygodą. Już wówczas wiedziałem, że na tej jednej podróży się nie skończy.

Od Bałkanów daleko do „Paragonu z podróży”?

Relację z podróży wysłałem na konkurs do „National Geographic Traveler”. W ten sposób wygrałem bilety lotnicze na następne wakacje. Zaprosiłem na nie Bartka. Pojechaliśmy do Maroka przez Portugalię. Spędziliśmy tam miesiąc. Znowu czekała na nas masa przygód a do tego piękny, egzotyczny kraj. Wrażeń było tak wiele, że zgodnie stwierdziliśmy, że nie da się ich setny raz opowiadać znajomym. Zaczęliśmy podróże opisywać na blogu. Okazało się, że ludzie to czytają – nie tylko znajomi, ale i znajomi znajomych. Dlatego zaczęliśmy rozszerzać informacje o praktyczne porady dotyczące taniego podróżowania, bo wtedy akurat korzystaliśmy z promocyjnych biletów tanich linii.

Udowadniacie, że pieniądze, a właściwie ich brak, nie są przeszkodą w podróżowaniu.

Ludzie nas identyfikowali z ultratanim podróżowaniem. Brało się to stąd, że był czas, kiedy po prostu mieliśmy mało pieniędzy, więc musieliśmy podróżować za mocno ograniczony budżet. Ale zawsze chodziło nam o to, żeby nie szukać sobie barier w podróżowaniu. Pieniądze nie są koniecznym warunkiem, ale chęci. Od lat razem z naszymi czytelnikami to udowadniamy.

Jakie są wady, a jakie zalety podróżowania na własną rękę?

Z pewnością komfort podróży jest mniejszy; trzeba wziąć pod uwagę spanie pod namiotem; musimy wykazać się większą siłą woli, bo nie wiemy do końca, co nas czeka następnego dnia. W niektórych sytuacjach możemy czuć się niebezpiecznie, ale to tylko poczucie. Te wszystkie wady przykrywane są przez zalety, których jest znacznie więcej. Przede wszystkim wyjazd na własną rękę, który nie jest planowany pozwala przeżyć znacznie większe przygody. Właściwie to jest kluczowy warunek do zaistnienia przygód, bo w zorganizowanych wyjazdach tego się przecież wystrzega. Pamiętam podróże z rodziną, gdzie spaliśmy w hotelu – na tych wyjazdach nic się nie działo, a braku przygód nie rekompensowało nawet dobre jedzenie. Do końca życia natomiast wspomina się spotkania z miejscowymi ludźmi, noclegi u nich, rzeczywiste poznawanie kultur, a nie z perspektywy turysty.

Na Islandii spaliśmy w rowach tektonicznych, na polach magmy czy za wodospadem w pobliżu gejzerów. Brak pieniędzy poniekąd wymusza na tobie, rozbicie namiotu właśnie w takim miejscu. Wtedy nawet kiepska pogoda cię nie zatrzyma, bo na hotel cię po prostu nie stać. Ograniczony budżet determinuje niesamowite przygody czy podziwianie zapierających dech w piersiach widoków.

Odwiedziłeś około 50 krajów. Jeśli miałbyś polecić jedno miejsce, to co byś wybrał?

Właśnie Islandię. Mam wrażenie, że ta wyspa należy do innej galaktyki. Jeśli ktoś lubi piękne okoliczności przyrody, to chyba nie ma drugiego takiego miejsca. Tam co parę kilometrów znajduje się niesamowity wodospad, gorące źródła, rzeki, lodowce, piękne wybrzeża, super wyspy, zielone pastwiska – wszystko na jednym dosyć niewielkim obszarze i to jeszcze nie do końca odkryte. Jest tam bardzo mało ludzi i bardzo łatwo oglądać te rzeczy samemu.

Jak się tam dostać i ile nas to będzie kosztowało?

Ostatnio jest znacznie łatwiej niż było kiedyś, bo latają tam tanie linie bezpośrednio z Gdańska. Bilet w dwie strony można znaleźć już za 400 zł – to żadne pieniądze, jak na taki kraj.

Podróże to też ludzie. Gdzie spotkania z ludźmi zrobiły na Tobie największe wrażenie?

Wrócę do Islandii, bo wymieniłem głównie przyrodę, a warto powiedzieć też o ludziach. Na Islandii z Bartkiem spędziliśmy 17 dni. Podróżowaliśmy stopem i nigdzie nie utknęliśmy na dłużej. Tam nie ma zbyt wielu samochodów, ale jak już ktoś jechał, to nawet nie musieliśmy machać – od razu się zatrzymywał i nas zabierał. Ludzie byli niesamowicie życzliwi, co nas trochę dziwiło, bo zachodnia mentalność jest nieco inna od wschodniej.

A kraj, w którym ludzie totalnie się wyróżniają, to Gruzja. Tam Polak czuje się jak król. Tam nawet próba rozbicia namiotu gdzieś w okolicy osad ludzkich zazwyczaj skończy się tym, że zostaniemy wzięci do domu a na naszą cześć zostanie wyprawiona uczta. Zdarzyło się, że rano przy drodze zatrzymali nas pracownicy stacji benzynowej. Zrobili nam kawę i kazali usiąść, a sami łapali dla nas stopa.

Jakiś moment grozy?

Ludzie nazwaliby to momentem grozy, chociaż ja na to tak nie patrzę… Pod koniec miesięcznego pobytu w Gruzji zostaliśmy napadnięci. Straciłem właściwie wszystko, co miałem. Ale z tym wiązały się kolejne niesamowite przygody. Pościg, policja, nocleg w celi… Powrót do domu bez niczego też był bardzo ciekawym doświadczeniem. Nic nam się nie stało, straciliśmy tylko rzeczy.

Myślę, że groźne są momenty, gdy robimy coś nie do końca odpowiedzialnego, jak wchodzenie na jakieś szczyty czy do jaskiń w nieodpowiednim ekwipunku. Ale to nie wiąże się bezpośrednio z podróżowaniem, co raczej z ekstremalnym sportem.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama