Nasze relacje

Rycerz Młodych 3/2015

Relacje są bardzo ważne w naszym życiu – relacja z Bogiem, rodziną, przyjaciółmi i innymi ludźmi. Jakąś relację mamy z każdym, tylko że w różnym stopniu.

 

Relacja może być: bliska, daleka, obojętna. Relacje mogą być trudne, czasem towarzyszą im kłótnie wynikające z troski bądź po prostu chęci wszczęcia awantury. Te zatargi nieraz bywają potrzebne, żeby później docenić, jak wielki skarb mamy obok, jak ważny on jest. Relacje budują, inspirują, zachęcają, zmieniają. Mam takie przekonanie, że Bóg chce być w nich obecny. Czasem stawia nas, niegotowych, przed pewnego rodzaju problemem, poddając próbie naszą relację z człowiekiem, który jest trudny bądź którego bardzo kochamy, który jest naszym wsparciem.

Pełnia relacji

„Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron, manną z nieba nakarm duszę mą”.

Co zrobić, gdy ktoś Ci bliski potrzebuje pomocy, a Ty po ludzku spróbowałeś już każdej możliwej opcji, by mu pomóc, a tutaj nic, zupełnie nic. Jesteś bezradny, bezsilny, zrozpaczony.

Modlitwa. Tylko modlitwa. Noc całą, dzień cały. Nigdy za mało. Szturmuj niebo, szturmuj świętych – miej z Nim relację.

Bóg zaprasza nas do przyjaźni z Nim, intymnej, bliskiej relacji, do najwspanialszego przytulenia, inspiruje przez każdą małą cząsteczkę tego świata, przez blask słońca o poranku, promienie przenikające przez okno i świecące centralnie w oczy – On też ma poczucie humoru, zaskakuje pobudką przez ptaki, które właśnie chciały zrobić sobie gniazdo na Twoim oknie.

Odkrywam Go w pięknie moich przyjaciół, jak i w brzydocie tych, którzy są nękani różnymi chorobami; w cierpieniu i wiecznej tęsknocie, która tak bardzo widoczna jest na twarzach, w oczach, gestach, mimice, a nawet słowach.

Pamiętam pewną Mszę świętą u dominikanów. Stojąc w kolejce do Komunii świętej, zauważyłam dziewczynę, która już wracała po przyjęciu Pana Jezusa. Miała bardzo przejęty wyraz twarzy, myślałam, że zaraz się rozpłacze.

Przypomina mi się chwila, to było w gimnazjum... W czasie, kiedy miałam wrażenie, że On mnie opuścił, przyszedł niezwykły moment. Gdy szłam do Komunii, zaczęłam płakać, moje serce biło tak, jakbym szła na spotkanie z wymarzonym chłopakiem, denerwowałam się, a z drugiej strony, nie mogłam się doczekać. Po przyjęciu Jezusa Chrystusa do serca nie wytrzymałam, płakałam całą drogę, idąc do miejsca, gdzie wcześniej stałam – na drugim końcu Kościoła, czując się dumna, przepełniona miłością po spotkaniu.

Dziś wiem, że nie ma pełni bez Chrystusa, bez relacji z Nim, bez EUCHARYSTII.

Życie w obfitości

Wielu z nas ma w sercu tak wielką tęsknotę, którą ciągle chce czymś zagłuszyć. Bywa, że szukając swojego miejsca, mijamy się z tym, czego Bóg chce, wolimy szukać „swoich wygód”, gdzie będzie dobrze, gdzie nie trzeba wychodzić poza granice swojego komfortu, gdzie nie ma trudności, a jest tylko pięknie i cudownie. Nie odzywając się do Boga, szukamy tego w relacjach z ludźmi, używkach bądź wymyślonym przez siebie sposobie spędzania czasu, by nie myśleć, by nie czuć, by znaleźć „to”, co da ukojenie, pełnię.

Sama jestem specjalistką od znajdywania sobie „pełni”, której tak naprawdę na tym świecie nie ma. Jest coś „na chwilę”; sprawia, że czuję się odnowiona, że na ten moment dziura w moim sercu zostaje zaklejona, a ono na nowo rodzi się do życia. Na nowo bije, już nie tak jak kiedyś.

I co? Po czasie relacja kuleje, idzie w zapomnienie.

Bóg jest Bogiem zazdrosnym i niesamowicie miłującym, pragnie relacji tysiąckrotnie mocniejszej niż my pragniemy z ukochanym przyjacielem. Chciałby nas nieustannie przytulać, obejmować, bo kocha tak jak nikt. Rozpala w moim sercu żar codziennie, coraz bardziej i na nowo – posługuje się ludźmi, mówi przez nich, a ja czuję się pobłogosławiona, zmotywowana do dzielenia się tym, jak On zmienia, do pokazywania: Popatrz, to On we mnie, już nie ja, nie boję się. Idę przed siebie, nie przeraża mnie to.

A On mówi do serca: Oto jestem.

Znam Cię, przenikam do szpiku kości, twoje włosy na głowie są policzone, ich ilość znam tylko Ja.

Oto jestem. Wpatruj się we Mnie. W moim spojrzeniu odnajdziesz odpowiedź na wszystkie swoje pytania, wątpliwości.

Zaufaj Mi.

Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.

Coraz bardziej zaczynam lubić być tą bezbronną owieczką, zagubioną, słabą, upadającą, bo wtedy On zmienia moje myślenie i wywyższa się w moim życiu, a ja już w mniej niezdarny sposób pragnę Jemu oddawać się coraz bardziej, rezygnując z siebie. Mając życie w obfitości.


 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| BÓG, RELACJA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama