Kościół i rodzina ostatnim bastionem ludzkości

Niedziela 40/2015

O rozpoczynającym się synodzie na temat rodziny oraz palących problemach rodziny w Polsce i na świecie z bp. Janem Wątrobą – przewodniczącym Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski – rozmawia Lidia Dudkiewicz

 

LIDIA DUDKIEWICZ: – W czerwcu br. podczas 369. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski Rada ds. Rodziny przedstawiła przedsynodalne stanowisko dotyczące rodziny. Z tego, co dotarło do mediów, wiemy, że Polacy są wierni nauczaniu Jana Pawła II i doktrynie Kościoła w kwestii rodziny. Czy można powiedzieć, że polska rodzina utrzyma ten normalny model – zgodny z porządkiem stworzenia – w sytuacji, gdy zewsząd atakuje nas ideologia gender?

BP JAN WĄTROBA: – Stanowisko przedstawione na wspomnianym zebraniu Konferencji Episkopatu Polski zostało wypracowane w oparciu o odpowiedzi na pytania ankietowe. Oczywiście, na te pytania odpowiadały środowiska szczególnie aktywne w życiu Kościoła. Należy zauważyć i to, że znajomość podstawowych dokumentów dotyczących małżeństwa i rodziny jest jednak słaba w różnych kręgach. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale na pewno jest to wyzwanie dla duszpasterzy rodzin, w ogóle dla Kościoła w Polsce, by ciągle tę naukę głosić, przypominać. Z ankiety wyraźnie wynika, że nauka ta jest powszechnie akceptowana, zwłaszcza w środowiskach, które przysłały odpowiedzi na pytania zawarte w ankiecie. Czy w praktyce jest podobnie jak w deklarowanej teorii? Obawiam się, że nie. Świadczą o tym relacje duszpasterzy, a także obserwowany wizerunek polskich małżeństw i rodzin. Z pewnością na tle wspólnot kościelnych w innych krajach polska rodzina jest bardzo mocno przywiązana do spraw Kościoła, do tzw. Ewangelii rodziny, którą głosi Kościół. Ale aktualne jest pytanie, czy ten tradycyjny model uda się zachować w takim stanie, jak do tej pory, czy uda się obronić polskie rodziny przed tendencjami, które z różnych stron – zwłaszcza ze strony środowisk genderowskich – do nas docierają. Chcielibyśmy, żeby tak było, i ufamy, że uda się ocalić tradycyjny, sprawdzony przez stulecia w polskiej rzeczywistości model rodziny oparty na sakramentalnym małżeństwie, rodziny przywiązanej do chrześcijańskich, ewangelicznych wartości, do tradycji, także tych narodowych, do zwyczajów, które w gruncie rzeczy w rodzinach były i są kształtowane. Nie znaczy to jednak, że nie obserwujemy także osłabienia naszych rodzin i małżeństw. Widać to również po ciągle wzrastającej liczbie rozwodów, po kryzysach, które przeżywają polskie rodziny.

– Młodzież z jednej strony bardzo wysoko ceni sobie rodzinę i instytucję małżeństwa, co pokazują badania socjologiczne, a z drugiej – coraz częściej odkłada na później decyzję o ślubie, a nawet rezygnuje z zawarcia małżeństwa. Jak to zrozumieć?

– To też bardzo złożona i wielowymiarowa rzeczywistość. Na pewno nie bez znaczenia jest moda. Wiemy, jak ludzie, zwłaszcza młodzi, ulegają jej wpływom – jedni na drugich patrzą i naśladują, i to nie tylko w najbliższym otoczeniu. Wiemy także, jaki wpływ na  sposób myślenia, na podejmowane decyzje mają popkultura, środki społecznego przekazu, w tym Internet. To wszystko w sposób zastraszający relatywizuje prawdę o małżeństwie i rodzinie: innym wolno – mnie także wolno. Zasmuca bardzo, że motywy czysto religijne są odsuwane na dalszy plan także w przypadku zawierania małżeństwa. Obserwuje się wręcz ogromne osłabienie zrozumienia wartości sakramentów, a zwłaszcza małżeństwa. To jest jedno z największych wyzwań: jak ukazać piękno i wartość sakramentu małżeństwa? Właśnie sakramentu: nie tylko formalnego aktu prawno-cywilnego, ale też wydarzenia w perspektywie wiary. To jest wyzwanie dla katechetów, dla duszpasterzy w ogóle, dla wspólnot – szczególnie tych o charyzmacie rodzinnym.

– Spójrzmy na sprawy ostatnio bardzo głośne, które stanowią mocne uderzenie w rodzinę. Pamiętamy dyskusje o tzw. ustawie antyprzemocowej, w których próbowano wmówić społeczeństwu, że rodzina i religia stanowią źródło przemocy. To przecież absurd! Jak się temu sprzeciwiać?

– To, że przemoc istnieje w niektórych domach czy rodzinach, jest faktem niepodlegającym dyskusji. Wiemy dobrze, że niemało jest osób, które cierpią w wyniku przemocy doznawanej ze strony różnych osób, ale to nie rodzina jako taka, nie tradycja, nie kultura, a tym bardziej nie religia – zwłaszcza religia chrześcijańska czy ściślej: katolicka – jest jej źródłem. Przekłamanie nastąpiło właśnie w tym miejscu. Oczywiście, nie wolno się zgadzać na żadną przemoc i trzeba walczyć z jej wszelkimi przejawami. Powtarzam: z przemocą spotykamy się dość często, ale jej źródła należy upatrywać w konkretnym człowieku, który odszedł od jakiegokolwiek systemu wartości i który się pogubił – generalnie źródło tkwi w grzechu. Zło tkwiące w konkretnym człowieku sprawia, że zachowuje się on tak czy inaczej – krzywdzi, rani, czasem pozbawia życia drugiego człowieka, nierzadko członka rodziny, domownika. Ale to w nim, w konkretnym człowieku, w jego naturze zdominowanej przez grzech, w odrzuceniu przez niego systemu wartości tkwi źródło przemocy. Cieszy nas widok rodzin zdrowych, wielodzietnych. Osobiście mam często możliwość spotykania się z nimi dzięki udziałowi w religijnych wydarzeniach. Wystarczyło popatrzeć na kolejny już koncert „Jednego serca, jednego ducha”, który odbywał się w lecie w różnych miastach, m.in. w Rzeszowie i Częstochowie. To jest niezwykłe święto rodziny, i to tej wielopokoleniowej, kiedy przybywają bardzo młode osoby, dzieci, które może jeszcze niewiele rozumieją, z rodzicami i dziadkami.

– W związku ze zbliżającym się synodem o rodzinie, który z pewnością szeroko zajmie się tą problematyką, wciąż nagłaśnia się konkretną sprawę – tzn. Komunię św. dla osób rozwiedzionych. I tu pojawia się zasadnicze nieporozumienie. W społeczeństwie bowiem bardzo silny jest stereotyp mówiący, że osoby będące po rozwodzie nie mogą przyjmować Komunii św. A przecież osoby, które po rozwodzie nie wstąpiły w nowy związek i żyją w czystości, mogą przystępować do Komunii św.

– Tak, to jest wyraźne przekłamanie, a może zwyczajna ignorancja. Po prostu ktoś nie zadbał o to, by poznać prawdę o sytuacji osób będących po rozwodzie czy w separacji. Tu akurat sytuacja jest bardzo jasna. Często mamy do czynienia z osobami skrzywdzonymi. Mąż zostawia żonę czy żona męża i wchodzi w nowy związek. I dopóki osoba porzucona nie zwiąże się z kimś, nie wejdzie w nowy związek, ma pełne prawo do uczestniczenia w sakramentach Kościoła, do przyjmowania Komunii św.

Wiemy, że przeszkodą do przyjęcia sakramentu Eucharystii jest grzech ciężki. Jeśli w sakramencie pokuty i pojednania otrzymujemy rozgrzeszenie, możemy przystąpić do Komunii św. Z chwilą, gdy wchodzi się w drugi związek, trzeba tę sytuację otwarcie nazwać stanem grzechu, choćby z tego powodu, że żyje się w ciągłej okazji do popełnienia grzechu ciężkiego. To jest ta główna racja, przez którą nie można otrzymać rozgrzeszenia sakramentalnego w sakramencie pokuty. Ale osoba, która żyje samotnie, nie żyje w grzechu ani też w permanentnej okazji do niego, ma pełne prawo do korzystania ze wszystkich sakramentów Kościoła.

– Czego Ksiądz Biskup – jako delegat polskiego Episkopatu na synod o rodzinie – spodziewa się podczas tego zgromadzenia w odniesieniu do chrześcijanskich rodzin świata?

– Mam szczerą nadzieję, że od strony metodologii synod będzie się trzymał bardzo wiernie tekstu „Instrumentum laboris” jako punktu wyjścia do prac ojców synodalnych. Tak naprawdę – żeby na to pytanie odpowiedzieć – najwięcej spodziewam się po Ojcu Świętym. To nie synod ma głos decydujący i przywilej nieomylności. To nie poszczególni teologowie czy też środowiska teologiczne decydują o kierunku, w którym idzie Kościół i głosi Bożą, a nie swoją naukę. Wszyscy wierzymy – ja także bardzo mocno w to wierzę – że tym, który kieruje Kościołem, który ożywia, jest Duch Święty i On przemówi przez Ojca Świętego Franciszka. Trzeba wiedzieć, że synod przygotowuje propozycje, czyli dokument końcowy, który będzie dla Ojca Świętego podstawą do wypracowania dokumentu nazywanego adhortacją posynodalną, i na jego powstanie z pewnością trochę poczekamy. Liczę też na osobistą obecność Ojca Świętego podczas synodu. Trzeba się modlić, aby Duch Święty spoczął na papieżu Franciszku i na ojcach synodalnych. Zdajemy sobie sprawę z tego, że przed synodem stoją trudne zadania, w sytuacji, gdy próbuje się rodzinę osłabić. A przecież Kościół i rodzina to ostatni bastion ludzkości.

– Proszę Księdza Biskupa o podanie podstawowych informacji o synodzie, tzn. dokładnego terminu obrad oraz składu polskiej delegacji.

– Obrady zwyczajnej sesji synodu na temat rodziny rozpoczną się w niedzielę 4 października br. Mszą św. inauguracyjną w Bazylice św. Piotra w Watykanie, a zakończą się 25 października, więc potrwają pełne 3 tygodnie. Z wcześniejszych zapowiedzi wiemy, że w niedzielę 18 października, w trakcie trwania synodu, będzie miała miejsce uroczystość kanonizacji rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

To jest na pewno nieprzypadkowe. Członkami, czyli ojcami synodalnymi z ramienia Episkopatu Polski są: abp Stanisław Gądecki – przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, który już uczestniczył w nadzwyczajnej sesji synodu w październiku 2014 r., abp Henryk Hoser – arcybiskup diecezji warszawsko-praskiej, który jest także członkiem Rady ds. Rodziny KEP, i mówiący te słowa bp Jan Wątroba – przewodniczący Rady ds. Rodziny KEP. Audytorami synodu zostali mianowani Jadwiga i Jacek Pulikowscy – małżeństwo z Poznania.

– Dziękuję za rozmowę, a naszych Czytelników zachęcamy, aby nie ustawali w modlitewnym wspieraniu synodu.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama