Gramy o najwyższą stawkę

Niedziela 42/2015

Z pokorą przyjmuję rzeczywistość, a doświadczenie polityczne podpowiada mi, że na sondaże wyborcze trzeba patrzeć z dystansem.

 

ARTUR STELMASIAK: – Czuje się już Pani premierem?

BEATA SZYDŁO: – (śmiech). Nie. Dziś jestem bardzo mocno zabieganą kandydatką do Sejmu i jednocześnie osobą, która jest liderem bardzo ważnej kampanii wyborczej. Ostrzegam też wszystkich kolegów i koleżanki, by nie dzielili skóry na niedźwiedziu.

– Dlaczego?

– Bo wszystko jeszcze przed nami. Dopiero jak wygramy, będziemy się cieszyć. Dziś powtarzam wszędzie: praca, praca i jeszcze raz praca.

– Pamiętam naszą rozmowę tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich. Wówczas szefowa sztabu Beata Szydło nie wierzyła, że europoseł Andrzej Duda wygra pierwszą turę. Teraz wszyscy przepowiadają, że PiS wygra, a Pani znów jest niedowiarkiem.

– Ja po prostu z pokorą przyjmuję rzeczywistość, a doświadczenie polityczne podpowiada mi, że na sondaże wyborcze trzeba patrzeć z dystansem. Wynik prezydenta Andrzeja Dudy jest tego najlepszym przykładem, bo przecież nikt nie dawał mu szans. Według sondaży, przewaga Bronisława Komorowskiego była miażdżąca. Choć wiedziałam, że wynik Andrzeja będzie lepszy, to jednak wygrana pierwszej tury była bardzo miłym zaskoczeniem.

– Teraz jest tylko jedna tura. Jaki będzie wynik?

– Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że wybory skończą się po naszej myśli. Jednak obecna sytuacja jest zupełnie inna, bo to nasi przeciwnicy polityczni nas gonią. Startowanie z pozycji słabszego jest zawsze bardziej mobilizujące, a faworyci mają skłonność do popadania w letarg. Przekonanie, że zwycięstwo mamy w kieszeni, może okazać się bardzo zdradliwe, a przecież gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Nie wystarczy wygrać tych wyborów, trzeba je tak wygrać, abyśmy mogli rządzić samodzielnie, bo tylko wtedy nasi wyborcy będą mieli całkowitą gwarancję, że będziemy w pełni realizować nasz program.

– Dużo ostatnio mówi się o potrzebie zmiany konstytucji na bardziej prezydencką. PiS będzie podejmował takie próby?

– Moim zdaniem, należy rozpocząć taką debatę. Mamy nawet przygotowany projekt, ale do tego trzeba będzie zbudować większość konstytucyjną. Nie wiemy, jak będzie wyglądał powyborczy parlament, a więc rozmowa o zmianie konstytucji jest trochę jak wróżenie z fusów.

– Ale generalnie jest wola takiej zmiany?

– Zmiana konstytucji musi być poprzedzona długą i spokojną debatą. Mogę zapewnić, że tego typu zmiany ustrojowe nie będą wprowadzane w pośpiechu i na kolanie.

– Palącym problemem Europy jest obecnie sprawa uchodźców i imigrantów. Jak tę trudną sytuację rozwiązać?

– Nie ulega wątpliwości, że powinniśmy zaangażować się w pomoc humanitarną dla tych, którzy jej naprawdę potrzebują. Jednak propozycje UE, które poparł nasz rząd, nie są rzeczywistym rozwiązaniem problemu. Unia próbuje uspokoić swoje sumienie i pozoruje działanie. Jeżeli w świat pójdzie sygnał, że drzwi stoją otworem przed wszystkimi, to w efekcie wywołamy jeszcze większą falę uchodźców i imigrantów. Uważam, że trzeba leczyć przyczyny, a nie skutki obecnego kryzysu humanitarnego. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska powinna udzielić pomocy rodzinom, które uciekają, aby ratować swoje życie. Tymczasem polski rząd nie przedstawił żadnej realnej propozycji, jak mamy udzielić tej pomocy i komu mamy pomagać. Jest zbyt dużo niepewności, abyśmy mogli podejmować wiążące decyzje.

– Niektórzy politycy PO próbowali nawet sugerować, że imigranci mogą być lekarstwem na zapaść demograficzną w Polsce. Ale szybko się wycofali z takiej narracji, bo nie spodobało się to naszej opinii publicznej. Bez wątpienia demografia jest dziś największym wyzwaniem. Jaką receptę na zwiększenie dzietności polskich rodzin ma PiS?

– Mamy gotową ustawę z programem „Rodzina 500+”, który przewiduje wsparcie kwotą 500 zł od pierwszego dziecka w rodzinach mniej zamożnych oraz od drugiego dziecka dla wszystkich. Zastosowaliśmy próg dochodowy 800 zł na członka rodziny. Poniżej tej kwoty wsparciem objęte zostaną wszystkie dzieci, a powyżej – od drugiego dziecka w rodzinie. Co ważne – to wsparcie jest długofalowe i systematyczne. Obejmie ono comiesięczne wsparcie na dzieci aż do 18. roku życia, zarówno te, które teraz się urodzą, jak i te, które jeszcze nie osiągnęły pełnoletności. Chcemy, żeby to był taki impuls demograficzny.

– To już słyszałem. Podobnie jak o darmowych lekach dla seniorów po 75. roku życia, których często nie stać na wykupienie recept. Wszystko pięknie, ale skąd wziąć na to pieniądze?

 – Nie trzeba nikomu zabierać, wystarczy, że będziemy uczciwie i gospodarnie rządzić. Chcemy równo dzielić i ukrócić przywileje niektórych grup. Projekty ustaw przygotowane przez PiS zapewnią większe wpływy do budżetu. Chodzi m.in. o opodatkowanie sklepów wielkopowierzchniowych oraz przepływów bankowych. Z jednej strony będą dodatkowe wpływy do budżetu, a z drugiej – dzięki opodatkowaniu hipermarketów będzie wreszcie sprawiedliwe traktowanie małych firm rodzinnych, które do tej pory były dyskryminowane. Kolejna kwestia to uszczelnienie systemu podatkowego. Podczas rządów PO wydajność podatkowa spadła do 14 proc., co powoduje straty ok. 50 mld zł rocznie. Trzeba też zahamować wyprowadzanie podatków z Polski za granicę. Nasi eksperci obliczyli, że program PiS będzie kosztował budżet ok. 39 mld zł, a my znaleźliśmy prawie dwa razy więcej. Mamy więc bezpieczny i duży zapas.

– Jako dziennikarz często zajmuję się tematyką działań charytatywnych i wiem, że są w Polsce także rodziny patologiczne, których jedynym dochodem są dzieci i pomoc socjalna. Jak pomagać takim rodzinom, by im jeszcze bardziej nie zaszkodzić?

– Pieniądze w programie „Rodzina 500+” mają być przekazywane przez samorządy. Jeżeli zaistnieje ryzyko, że pozyskane środki mogą być przeznaczone np. na alkohol, to realizacja wsparcia dzieci będzie wyglądała inaczej. Pieniądze będą wypłacane przez gminy, a więc opieka społeczna będzie widzieć, jak są wydawane. Zamiast pieniędzy rodzina może mieć np. opłacane rachunki albo zakupy z uwzględnieniem potrzeb dzieci. W żadnym wypadku nie możemy zrezygnować ze wspierania wielu wspaniałych polskich rodzin.

– PiS ma opinię partii socjalnej, a nie progospodarczej. Czy macie jakieś pomysły na ożywienie polskiej przedsiębiorczości?

 – Prawda jest taka, że to podczas rządów PiS obniżono podatki, a PO je podnosiło. Chcę wskazać na jeszcze inny ważny problem. Okazało się, że podczas budowy autostrad w Polsce nasze firmy bankrutowały. Musimy się zastanowić, co było tego powodem i jak zapobiec takiej sytuacji w przyszłości. W Radzie Gospodarczej premier Ewy Kopacz jest aż trzech głównych ekonomistów dużych zagranicznych banków. W mojej Radzie będą przedstawiciele małych firm i rodzinnych polskich przedsiębiorstw. Chcemy bowiem służyć rozwojowi polskiej gospodarki, a nie zajmować się określonym lobby. Planujemy też zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych, aby znalazł się w niej zapis, że 40 proc. inwestycji wykonywanych lokalnie ma być realizowanych przez miejscowe firmy.

– Pod kilkoma ustawami obywatelskimi podpisało się łącznie 6 mln osób. Prezydent rozpisał referendum, które jednak przepadło w Senacie. Czy jest plan awaryjny?

– Jeśli chodzi o obniżenie wieku emerytalnego, to Prezydent już złożył odpowiednią ustawę. Kolejne kwestie muszą poczekać, aż wygramy wybory. Ale mamy już ustawę, która będzie chronić lasy tak, aby pozostały one własnością Skarbu Państwa.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama