Ten obcy i Kościół

Więź 4/2015

Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie. Nie oglądajmy się na wszystkie strony

 

Zbigniew Nosowski: Co tegoroczne dyskusje wokół kwestii uchodźców powiedziały Księdzu Biskupowi o polskim katolicyzmie?

Bp Krzysztof Zadarko: Problemy ujawniły się dopiero po pewnym czasie. Najpierw byłem mile zaskoczony pozytywnymi odgłosami po, jak się później okazało, niefortunnej akcji Fundacji Estera, która sprowadziła do Polski chrześcijan z Syrii. Włączyli się w to s. Małgorzata Chmielewska, „Tygodnik Powszechny”, parę innych środowisk – i oddźwięk był bardzo pozytywny. Pojawiały się szybko zgłoszenia z parafii i od osób indywidualnych. I to jeszcze zanim nasza Rada Episkopatu ds. Migracji zabrała głos w tej sprawie. Gdy w połowie maja 2015 r. na Kongresie Nowej Ewangelizacji bp Grzegorz Ryś nieoczekiwanie poprosił o zbiórkę na pomoc przybyszom, ofiarność była bardzo wysoka. Przekazaliśmy tę kwotę na fundację s. Chmielewskiej. Czyli pierwszy chronologicznie fakt to spontaniczna gotowość pomocy.

Potem, w miarę, jak narastała sytuacja w Europie Zachodniej, zaczęły się też pojawiać w Polsce głosy krytyczne. Bardzo szybko fora internetowe zaroiły się wypowiedziami drastycznymi do tego stopnia, że niektóre redakcje musiały wyłączyć możliwość pisania komentarzy.

Nosowski: W czerwcu opublikowany został wspomniany komunikat Rady, którą Ksiądz Biskup kieruje, przypominający o „chrześcijańskim obowiązku pomocy uchodźcom ratującym swoje życie z krajów objętych działaniami wojennymi lub prześladowaniami religijnymi”, i to „bez względu na religię i wyznanie”. Czy dziś zmieniłby coś Ksiądz Biskup w tym komunikacie?

Bp Zadarko: Zasadniczo nie. Główne jego przesłanie jest nawet coraz bardziej aktualne. Streściłbym je tak: po pierwsze, otwartość jako obowiązek moralny. Po drugie, konkretna pomoc. Po trzecie, troska o roztropność, bo znając sytuację krajów zachodnich, wiemy, że przyjmowanie uchodźców na dużą skalę, w sposób niekontrolowany, może powodować napięcia społeczne. Dlatego pomoc musi być przeprowadzana w sposób profesjonalny, przygotowany, nie żywiołowo i spontanicznie.

Nosowski: Przez pewien czas można było mieć wrażenie, że wypowiedzi Księdza Biskupa były jedynym głosem ze strony episkopatu, a inni biskupi jakby tego problemu jeszcze nie dostrzegali.

Bp Zadarko: Miałem poczucie obowiązku, by w tej sprawie zabrać głos, jako przewodniczący Rady ds. Migracji. Może niektórzy czekali na zdanie naszej Rady, bo temat w Polsce jest absolutnie nowy, uczymy się tej tematyki jakby od zera. Nie jest też możliwe, by każdy biskup był zorientowany w każdej dziedzinie w sposób wystarczający, by publicznie zabierać głos. Po to są te rady i komisje, żeby analizowały rzeczywistość. Przede wszystkim jednak treść naszego czerwcowego komunikatu była konsultowana z abp. Stanisławem Gądeckim jako przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski.

Nosowski: Po dwóch miesiącach niektórzy duchowni i świeccy powtarzali już za Księdzem Biskupem, że Chrystus ma dziś twarz uchodźcy, a i sam abp Gądecki zaapelował, by każda parafia szła z pomocą uchodźcom, zanim jeszcze analogiczne hasło sformułował papież Franciszek.

Bp Zadarko: Rzeczywiście do dzisiaj właściwie nie słyszę głosów negatywnych, jeśli chodzi o reakcję episkopatu w tej sprawie. Tu wszyscy jesteśmy zgodni, że dziś szczególnie wyraźnie brzmią słowa Jezusa Chrystusa z Ewangelii św. Mateusza: „byłem przybyszem, a (nie) przyjęliście Mnie”.

Nosowski: Był jednak jeszcze jeden polski biskup, którego słowa często przywoływano w dyskusjach na portalach społecznościowych. To kard. Stefan Wyszyński. Furorę w internecie zrobiło jego zdanie z roku 1976, które przedstawiano jako proroczą zapowiedź dzisiejszego problemu z uchodźcami: „Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie. Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie «zbawiania świata» kosztem własnej ojczyzny”.

Bp Zadarko: Ta myśl kard. Wyszyńskiego stała się katalizatorem wielu dyskusji. Kariera tego cytatu była, moim zdaniem, efektem poszukiwania argumentu, który by uzasadnił własną niechęć do przyjęcia uchodźców. Można było odnieść wrażenie, jakby ludzie nie chcieli słuchać obecnego prymasa Polski, ale za to wciąż cytowali wypowiedź prymasa sprzed 30 lat, powstałą w zupełnie innym kontekście. Odpowiadałem nawet emocjonalnie, że kard. Wyszyński nie jest księgą natchnioną, której prawdy obowiązują nieomylnie, ponadczasowo i wszędzie. Przecież on przedstawiał zasadę ordo caritatis w opozycji do ówczesnego prymatu ordo oeconomicus. Socjalizm rościł sobie pretensje poddawania człowieka pod dyktat praw materialistycznie urządzonego świata. Drenaż polskiej gospodarki na rzecz innych krajów socjalistycznych, w tym przede wszystkim ZSRR, pustoszył nasze życie. Jak to się ma do dzisiejszego spieszenia z pomocą, nawet w naszej biedzie, ludziom uciekającym przed wojną i śmiercią?

Nosowski: Tymczasem refleksje nad specyficznym zastosowaniem zasady ordo caritatis (jak nie pomagać innym, pod pretekstem pomocy swoim) trafiły nawet na trybunę sejmową i do pism kościelnych.

Bp Zadarko: Całkowicie wyrwane z kontekstu... I bez świadomości współczesnego oficjalnego nauczania Kościoła. A ono jest jednoznaczne. Przytoczę Panu fragment dokumentu Problem uchodźców, wyzwanie dla solidarności wydanego w 2013 r. przez dwie Rady Papieskie: „Cor Unum” oraz ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych. Kluczowa myśl tego dokumentu to zasada, że w podejmowaniu problemu uchodźców „najważniejszym punktem odniesienia nie może być interes państwa czy bezpieczeństwo narodowe, lecz jedynie człowiek”. To jest – w kontekście masowego zjawiska uchodźców, nie tylko w Europie, ale na całym świecie – dzisiejsza odpowiedź Kościoła na wyciągnięty dawny cytat z nauczania kard. Wyszyńskiego.

Cytowane watykańskie stwierdzenie jest szokujące dla wielu duchownych i świeckich doradców. Oto Kościół mówi, że w tej sprawie nie może być dla katolików punktem odniesienia np. integralność naszego państwa, lecz jedynie człowiek potrzebujący pomocy, a zwłaszcza jego godność. To bardzo wymagająca zasada, ale jednoznaczna. Również tegoroczne wypowiedzi papieża czy przedstawicieli Stolicy Apostolskiej przy organizacjach międzynarodowych są jednoznaczne moralnie: nie możemy zamykać się na problem, powinniśmy przyjmować uchodźców, także mając świadomość skomplikowanego splotu problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, które tu się ujawniają. Przedstawiciele Kościoła po prostu nie mogą mówić inaczej.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| SYRIA, UCHODŹCY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • uh
    22.12.2015 23:33
    A to nie jest takie trochę uproszczenie sprawy?0_o
  • waldi
    23.12.2015 11:20
    Bp Zadarka jest oderwany od życia. Myśli, że jak Polska wpuści do siebie z 500 tysięcy muzułmanów, to wszystko będzie po staremu, że z nami będą żyć po przyjacielsku, że nie narzucą nam swojej fałszywej i nieludzkiej wiary, że nie obrócą naszych kościołów na ich meczety. Tu sama etyka (nawet chrześcijańska) nie wystarcza, potrzebna jest jeszcze roztropna polityka, której Niemcy, Francuzi czy Skandynawowie nie mają. W tym momencie biskup w ogóle nie bierze pod uwagę życia Polaków w takim multi-kraju, lecz powoduje się zwykłą poprawnością polityczną.
  • Bezimienny
    23.12.2015 11:28
    Smutne to, co tu wypisujecie. Biskup się nie zna, biskup nie zna życia, biskup upraszcza... Biskup tak naprawdę mówi to, czego domaga się od nas Chrystus. Uważacie się za katolików? Chrześcijan? To musicie w końcu zacząć traktować na serio to, czego nas uczył nasz Mistrz. Bo grzeszyć to jedno. Ale grzeszyć i uważać, ze Chrystus się nie znał i nie ma racji, to już zupełnie coś innego...
  • waldi
    23.12.2015 13:57
    Przyjęcie dużej liczby ludzi obcych kulturowo i religijnie jest polityczną nieodpowiedzialnością. A nieodpowiedzialność jest także grzechem! Dwie różne kultury na tym samym terytorium to przepis na wojnę domową. Czy biskup jest w stanie wziąć odpowiedzialność za przyszłe ofiary, po obu stronach? Patrzmy, co się dzieje na Zachodzie. Ślepota umysłowa i duchowa również jest grzechem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama