Ten obcy i Kościół

Więź 4/2015

Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie. Nie oglądajmy się na wszystkie strony

 

Nosowski: Ale na ulice polskich miast wychodziły manifestacje przeciwko przyjęciu uchodźców, niekiedy nawet z krzyżem na czele.

Bp Zadarko: To wielki problem społeczny, także dla Kościoła. Ludzie mają prawo do zgromadzeń i manifestowania swoich poglądów, zwłaszcza gdy są oburzeni z powodu krzywdy lub grożącego niebezpieczeństwa. Nawet w naszym stutysięcznym Koszalinie na ulice wyszło w takiej manifestacji blisko dwa tysiące osób. Być może radykalne opinie uczestników takich wydarzeń wynikają z niewiedzy, lęków, zbyt powierzchownej oceny sytuacji czy łatwego ulegania stereotypom. Są jednak niestety grupy, które mają kłopot z widzeniem granicy między „narodowym” a „nacjonalistycznym” i świadomie propagują taką ideologię.

To zjawisko może okazać się nieprzewidywalne w skutkach. Pojawiają się przecież w trakcie manifestacji wrogie okrzyki, wywołujące wrażenie rasizmu, nienawiści, ksenofobii. To ekscesy, wybryki. Tłum ma jednak swoją specyficzną psychologię, łatwo o iskrę, która może rozpalić emocje nie do opanowania. Bardziej jednak widziałbym w tych manifestacjach krzyk pod adresem agend i służb państwowych o gwarancje bezpieczeństwa dla wszystkich obywateli naszej Ojczyzny, a nawet Europy. To jakaś forma samoobrony. Problem jednak pozostaje: kto ma obowiązek (i jak ma to zrobić) odróżnić uchodźcę od migranta terrorystycznego?

Nosowski: Pojawiają się też księża wspierający hasło „Polski dla Polaków” i zachęcający do demonstracji antyuchodźczych. Jak ich przekonać, że to nie ich rola?

Bp Zadarko: Hasło brzmiące patriotycznie – w kontekście innych w tym samym czasie padających haseł, przesyconych niechęcią i pogardą dla obcych grup etnicznych i religii – traci na swojej szlachetności. Jeśli patriotyzm jest skierowany przeciwko innym, to przestaje być tylko miłością Ojczyzny i staje się także nienawiścią. Wiedziałem z internetu, że grupy narodowców zapraszały księży do udziału w Marszu Niepodległości. Próbowałem niektórym księżom wybierającym się na ten marsz tłumaczyć, że nie powinni tam być. Duchowny reprezentuje Kościół i dlatego w momencie święceń musi się pogodzić z samoograniczeniem własnego zaangażowania politycznego. Wolno mu posiadać własne przekonania, ale miejscem do ich manifestowania nie jest ani ambona, ani demonstracje organizowane przez ruchy polityczne.

Nosowski: A co by powiedział Ksiądz Biskup temu młodemu zakonnikowi z Wrocławia, który z Biblią w ręku krzyczał o „wielkiej Polsce katolickiej” na warszawskim Marszu Niepodległości?

Bp Zadarko: Aby posłuchał swoich przełożonych, a katolików i Polaków formował na ambonie i na lekcjach religii. Na manifestacji jest miejsce dla świeckich katolików, ale czasem księża jakby się obawiali, że świeccy to zrobią gorzej od nich. W tym roku Marsz przebiegł o wiele godniej niż w ubiegłym, lecz nie z powodu obecności księdza. Też mi się marzy katolicka Polska, ale nie moderowana z barykady. Historia Polski uczy, że kiedy trzeba było, księża złożyli ofiarę ze swojego życia za Ojczyznę w czasie powstań, wojny czy w stanie wojennym, jak bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

Nosowski: Młodzi księża wydają mi się bardziej podatni na nurty nacjonalistyczne niż poprzednie pokolenia duchownych...

Bp Zadarko: Nowe pokolenie księży odzwierciedla społeczeństwo, a w nim postawy ksenofobiczne narastają, wychodzą z ukrycia. Kłopot w tym, że zbyt szybko – zwłaszcza wśród tzw. mainstreamu – wszystko, co narodowe i patriotyczne, oskarża się o ksenofobię. Nakłada się na to nasze polskie kościelne wyobrażenie o własnej wyjątkowości. Jest takie przekonanie, że u nas sprawy płyną własnym nurtem, nieco odmiennym od Kościoła powszechnego. II Sobór Watykański – owszem, ale przecież w praktyce u nas zawsze było inaczej niż w teorii. Papież Franciszek – w porządku, ale my w Polsce mamy własną, sprawdzoną drogę.

Zajmując się homiletyką, dostrzegam odrodzenie specyficznego gatunku kaznodziejskiego, jakim jest kazanie patriotyczne. Po okresie stanu wojennego i walki o wolność w latach 80. ten nurt w polskim kaznodziejstwie jakby zanikał. Zaczęła dominować homilia nawiązująca do czytań biblijnych. Dziś ponownie pojawia się kaznodziejstwo patriotyczne, zwłaszcza z okazji świąt narodowych i uroczystości patriotycznych.

Nosowski: Nawet w wydaniu wysokich duchownych mówiących o czerwonej zarazie czy o nierozerwalnym związku Kościoła, narodu i państwa...

Bp Zadarko: Owszem, istnieje taki styl kaznodziejski i trudno odmówić im prawa do aktualizacji słowa Bożego w rzeczywistości społecznej tu i teraz. Kazanie patriotyczne ma swoją retorykę i poetykę. Mamy w tym długą, polską tradycję. Dziś ten nurt się wyraźnie nasila. Dlaczego? Może trochę jest to reakcja na odejście od klasycznego rozumienia patriotyzmu, z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach. Upraszczając – w reakcji na orła z czekolady pojawiają się wątki narodowe także w kaznodziejstwie.

To także owoc pluralizmu. W końcu od tego jest prorok, aby reagował na niesprawiedliwe, skrajnie lewicowe poglądy i działania w kulturze, polityce czy edukacji, gdy godzą one w chrześcijańskie fundamenty rozumienia życia, osoby, małżeństwa, prawa wszystkich ludzi. Nie jest problemem, jeśli kaznodzieje mówią o kulturze polskiej czy bohaterach narodowych. Jeśli jednak pojawiają się komentarze do bieżącej sytuacji politycznej, to mamy do czynienia z nadużyciem ambony. W potocznym doświadczeniu polityką jest wszystko, co wiąże się ze sprawowaniem władzy i do tego podszyte jest przekazem medialnym. Szybko lądujemy tym samym w środku wrzawy i politykierstwa, a wówczas nawet najmądrzejszy głos kaznodziei tonie w epitetach ludzi władzy.

Nosowski: Pojawia się też problem definicji narodu i polskości – czy będzie ona wąska i etniczna, czy też szersza, bo kulturowa? Tu zawsze cytuję zdanie Jana Pawła II z książki Pamięć i tożsamość, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”.

Bp Zadarko: Jan Paweł II mówił również o otwarciu na uchodźców, bardzo prosto i bardzo jednoznacznie. Tylko mam wrażenie, że (uwaga, ironia!) Jan Paweł II mówił do całego świata, ale my jesteśmy trochę innym światem. Polski katolicyzm za bardzo wierzy we własną drogę do eklezjalnej nowoczesności, odmienną od oficjalnego nauczania Kościoła. Bo Kościół powszechny coś mówi, ale to nie pasuje do naszego modelu, jakim jest umacnianie tożsamości narodu polskiego, obrona status quo.

Tymczasem świat się bardzo szybko zmienia i my w odpowiedzi na te zmiany powinniśmy tworzyć nową propozycję, nową wizję (wciąż tego samego) Kościoła. Myślę, że Kościół w Polsce będzie właściwie odczytywał te znaki czasu. Na poziomie episkopatu odbywa się na ten temat refleksja. W sprawie uchodźców to abp Gądecki nalegał, by w stanowisku naszej Rady wyraźnie zaznaczono, że należy ich przyjmować niezależnie od religii i wyznania, nie zapominając o pomocy w Syrii. Pewnie to odczytywanie znaków czasu toczy się zbyt wolno. Świat dzisiejszych mediów oczekuje od episkopatu błyskawicznej reakcji. Biskupi nie mogą jednak stale zabierać głosu pod presją mediów i pod ich dyktando, bo różne sprawy są zazwyczaj bardziej skomplikowane niż w relacjach prasowych, a zwłaszcza telewizyjnych.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| SYRIA, UCHODŹCY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • uh
    22.12.2015 23:33
    A to nie jest takie trochę uproszczenie sprawy?0_o
  • waldi
    23.12.2015 11:20
    Bp Zadarka jest oderwany od życia. Myśli, że jak Polska wpuści do siebie z 500 tysięcy muzułmanów, to wszystko będzie po staremu, że z nami będą żyć po przyjacielsku, że nie narzucą nam swojej fałszywej i nieludzkiej wiary, że nie obrócą naszych kościołów na ich meczety. Tu sama etyka (nawet chrześcijańska) nie wystarcza, potrzebna jest jeszcze roztropna polityka, której Niemcy, Francuzi czy Skandynawowie nie mają. W tym momencie biskup w ogóle nie bierze pod uwagę życia Polaków w takim multi-kraju, lecz powoduje się zwykłą poprawnością polityczną.
  • Bezimienny
    23.12.2015 11:28
    Smutne to, co tu wypisujecie. Biskup się nie zna, biskup nie zna życia, biskup upraszcza... Biskup tak naprawdę mówi to, czego domaga się od nas Chrystus. Uważacie się za katolików? Chrześcijan? To musicie w końcu zacząć traktować na serio to, czego nas uczył nasz Mistrz. Bo grzeszyć to jedno. Ale grzeszyć i uważać, ze Chrystus się nie znał i nie ma racji, to już zupełnie coś innego...
  • waldi
    23.12.2015 13:57
    Przyjęcie dużej liczby ludzi obcych kulturowo i religijnie jest polityczną nieodpowiedzialnością. A nieodpowiedzialność jest także grzechem! Dwie różne kultury na tym samym terytorium to przepis na wojnę domową. Czy biskup jest w stanie wziąć odpowiedzialność za przyszłe ofiary, po obu stronach? Patrzmy, co się dzieje na Zachodzie. Ślepota umysłowa i duchowa również jest grzechem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama