Ten obcy i Kościół

Więź 4/2015

Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie. Nie oglądajmy się na wszystkie strony

 

Nosowski: Wydaje mi się, że – mówiąc o tworzeniu nowej wizji Kościoła – mówi Ksiądz Biskup innymi słowami o potrzebie nawrócenia pastoralnego, którą głosi papież Franciszek?

Bp Zadarko: To prorocza intuicja, zwłaszcza dla Kościoła w kraju o silnej kulturze katolickiej, gdzie wydaje się, że jest lepiej niż gdzie indziej. W nowoczesnym duszpasterstwie trzeba wiele otwartości na drugiego człowieka. A ten nasz konserwatyzm, przyzwyczajenie do sprawdzonych metod, powoduje jakiś dystans wobec ludzi poszukujących. Bardziej wychodzi nam utwierdzanie w wierze niż poszukiwanie zagubionej owcy. Nawet nowa ewangelizacja z trudem się przebija w Kościele. A nie jestem pewien, czy to utwierdzanie w wierze jest twórcze, czy otwiera nas na nowe wyzwania i na nowych ludzi. Przyszłość Kościoła to otwartość na człowieka, który przychodzi z różnych kultur, często ukształtowany przez globalne media i internet, po drodze zgubiwszy swoją wrażliwość na Boga i religię.

Nosowski: Wielu nie lubi jednak słowa „otwartość”.

Bp Zadarko: Ale cóż poradzimy na to, że człowiek i dialog to dwie formuły istnienia Kościoła w świecie współczesnym, które nam wskazał II Sobór Watykański jako drogi głoszenia Ewangelii. Mamy być nastawieni na człowieka: każdego bez wyjątku, niezależnie od pochodzenia i od religii. Bo człowiek jest drogą Kościoła. Naszą metodą ma być nie tylko propaganda fidei, lecz i dialog ze wszystkimi, również z innymi religiami. Migracje to największe zjawisko na świecie, który stał się małą miejscowością, gdzie wszyscy chcą wiedzieć o wszystkich, również o ich wierzeniach.

Jeżeli odrzucimy zasady godności człowieka i dialogu, to będziemy ciągle odwoływać się do dawnych historycznych marzeń: jak to kiedyś Kościół był skuteczny (w cudzysłowie lub bez), jak odnosił wielkie sukcesy. Sobór uznał jednak, że przeminęła koncepcja christianitas, świata, którego superkonstrukcją jest chrześcijaństwo. To nie było złe. Ale to była propozycja na inne czasy. A dziś są czasy pluralizmu i trzeba inaczej myśleć o czynieniu świata lepszym. Nie można popełniać błędu ahistoryzmu.

Nosowski: Przed nami zapewne kolejne fale uchodźców. Czy będzie Ksiądz powtarzał te same wezwania co w tym roku?

Bp Zadarko: A dlaczego miałbym coś zmieniać? Nie jesteśmy wyspą, która ocali się przed migracją. Dokumenty papieskie wychodzą od tej jednoznacznej konstatacji, że migracja jest największym problemem społecznym. Nawet już nie bieda, lecz migracja. Mamy też do czynienia z procesem redefinicji państwa narodowego. W Europie Zachodniej ono właściwie już zanika. Niemcy wiedzą, że nie będą państwem jednorodnym etnicznie, państwem narodu niemieckiego. Będą państwem niemieckim o strukturze wieloetnicznej. Francja podobnie, Anglia tym bardziej. To powoli dociera do nas, jako propozycja, także projekt inżynierów społecznych. Trzeba będzie więc na nowo określić, czym jest miłość do narodu i Ojczyzny (to jest społeczne zadanie Kościoła). Jak tę miłość budować, unikając pułapek nacjonalizmu, ale też spłycenia i banalizacji patriotyzmu? To zadanie dla nas na przyszłość.

Nosowski: Całe szczęście, możemy się odwoływać do tradycji jagiellońskiej. Definiując polskość kulturowo, a nie tylko etnicznie, może ona być odpowiedzią na nowe wyzwania niesione przez nowe fale uchodźców.

Bp Zadarko: Takie fale uchodźców i migrantów do Polski dotrą, i to duże. Być może nawet sami będziemy ich szukać i zapraszać. Demografia wskazuje, że za kilkanaście lat nasze państwo będzie zapewne potrzebowało kilku milionów ludzi do pracy. Trzeba się do tego przygotowywać, pisać programy, kształcić ludzi, także duszpasterzy. Żebyśmy nie mówili w przyszłości, że jesteśmy zaskoczeni.

Jak się przygotowywać? Fundamentalne zadanie to szkolić ludzi, którzy będą mogli z uchodźcami znaleźć wspólny język – w znaczeniu dosłownym i przenośnym. Gdy odwiedzałem prowadzone przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż obozy pierwszego kontaktu w Niemczech czy Szwajcarii, to we wszystkich rozmowach jako problem numer jeden w procesie integracji przedstawiano: język, język, język. Trzeba poznać języki uchodźców, żeby potem umieć ich nauczyć naszego. Podobnie jest z kulturą. To jest podstawa! Inaczej będą sami zamykać się w gettach. W podparyskich gettach dawni i nowi emigranci mówią po francusku, ale nie znają języka i świata bogatego paryżanina. Ten model integracji okazał się niedokończony.

Znowu sięgnę do watykańskiego dokumentu z roku 2013. On zawiera bardzo praktyczne wskazówki. Czytamy tam: „Być gościnnym znaczy dokonywać szybkich przemyśleń i zmiany swoich priorytetów”. To bardzo ciekawa i bardzo konkretna definicja gościnności. Żeby być gościnnym, trzeba przemodelować swoje myślenie, zmienić priorytety. W dokumencie podany jest ciekawy przykład, wzorujący się na organizacji Lekarze bez Granic. „Pierwszą próbą udoskonalenia koordynacji Kościoła, w odpowiedzi Afryki na kryzys związany z uchodźcami, był projekt zatytułowany Duszpasterze bez granic. Jego celem było uformowanie zespołu wykwalifikowanych duszpasterzy gotowych do pomocy, oferujących swoje kompetencje, kiedy zaistnieje taka potrzeba”. Czyli powinno to być wykonane dużo wcześniej, zanim kolejni uchodźcy zapukają nam do drzwi.

Nie jesteśmy wyspą także w sensie radykalizacji nastrojów, jaka następuje w Europie. Za Odrą mamy Pegidę i ruchy ewidentnie neofaszystowskie. We Francji rośnie w siłę Marine Le Pen. Aktywiści tych ruchów nawzajem niekiedy uczestniczą w swoich manifestacjach.

Nosowski: Taka międzynarodówka nacjonalistów?

Bp Zadarko: Coś w tym rodzaju. Po prostu żyjemy w globalnym świecie. Akcenty antyimigranckie są coraz silniejsze na naszym kontynencie. To chyba odpowiedź na nieudany model multi-kulti, to wołanie o szacunek dla słowa „naród”. Myślę też, że stosunek do muzułmanów będzie istotnym czynnikiem politycznym w Europie.

Nosowski: W Polsce władza państwowa znajduje się obecnie w rękach partii, która podczas kampanii wyborczej wykorzystywała politycznie lęk przed uchodźcami. Oczywiście nie wiadomo, jak ci politycy zachowają się, sprawując władzę, ale spytam teoretycznie – jeśli trzeba będzie, to sądzi Ksiądz Biskup, że nie zabraknie episkopatowi proroczej odwagi, żeby krytykować także tę ekipę?

Bp Zadarko: Nie wiem, czy naszym zadaniem jest krytykowanie jakiejkolwiek ekipy politycznej, ale na pewno mamy prezentować stanowisko zgodne z nauczaniem Kościoła i odnosić się krytycznie do popełnianych błędów w realizacji dobra wspólnego. To powinien być dla biskupów i kapłanów w ich nauczaniu jedyny punkt odniesienia. My nie możemy zmieniać zdania tylko dlatego, że rząd jest bardziej konserwatywny. Mamy oceniać rzeczywistość zgodnie z nauczaniem Kościoła.

Gdy jeżdżę po Europie, wciąż spotykam się z pytaniem, dlaczego Polska nie chce przyjąć uchodźców. Dlaczego Węgry i Czechy nie chcą przyjąć? Mówią mi znajomi Niemcy i Szwajcarzy: my przyjęliśmy w 1956 roku dużą falę uciekinierów z Węgier, w 1968 roku przyjęliśmy potężną falę Czechów, w stanie wojennym pomagaliśmy Polakom, a wy dzisiaj nie chcecie przyjąć ludzi spoza Europy? Co odpowiedzieć w sytuacji, gdy wrażliwość na biedę uchodźców i polityka rządów, nie tylko Polski, splotły się ze sobą? Nie wolno milczeć.

Nosowski: Nie podoba nam się przecież, gdy Brytyjczycy odmawiają Polakom imigrantom pełni praw na Wyspach.

Bp Zadarko: I uznajemy te ataki za skandaliczną nienawiść wobec naszego narodu.

Można się pocieszać tym, że jest obecnie w Polsce około pół miliona Ukraińców, w ubiegłym roku otrzymali oni ponad milion wiz do Polski. To prawda, tylko ja się zastanawiam, jak my tych Ukraińców traktujemy? Czy zawsze godnie w warunkach pracy i wynagrodzeniu?

A jest jeszcze inny wymiar tego zjawiska: Polska jest krajem migrantów wewnętrznych. Mamy gigantyczną falę migracji ze wsi do miast. Też sobie z tym nie umiemy radzić. Są nowe dzielnice domków pod Warszawą i innymi dużymi miastami. Także u nas w Koszalinie wszyscy mówią o nowych ludziach, którzy mieszkają w nowych osiedlach. Mamy więc do czynienia z wielką falą migracyjną wewnątrz Polski, na którą nie ma właściwie żadnej odpowiedzi ze strony Kościoła. To jest potężne pole do działania parafii: jak trafić do tych nowych i jak powiedzieć tym starym, żeby przyjmowali nowych. Czy jedni i drudzy chcą ze sobą w ogóle się spotkać, uwierzyć, że dzięki Kościołowi są braćmi i siostrami? Parafia ma z definicji niezwykły potencjał do integracji ludzi, budowania wspólnoty.

Taka „polityka migracyjna” Kościoła jest zadaniem do wykonania. Gdybyśmy więcej mówili o tej migracji wewnętrznej i szukali sposobów integrowania dużych podmiejskich osiedli z tradycyjną lokalną społecznością, to lepiej byśmy byli przygotowani także do dyskusji o wielkiej migracji między kontynentami. Bo i tu, i tam występuje napięcie nowi–starzy, swoi–obcy. I łatwiej byłoby zrozumieć, że problemy tego „obcego” to także nasza sprawa.

Rozmawiał Zbigniew Nosowski

Bp Krzysztof Zadarko – ur. 1960 w Słupsku. Doktor teologii w zakresie homiletyki, od 2009 r. biskup pomocniczy diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. W ramach Konferencji Episkopatu Polski: delegat ds. imigracji, przewodniczący Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

TAGI| SYRIA, UCHODŹCY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • uh
    22.12.2015 23:33
    A to nie jest takie trochę uproszczenie sprawy?0_o
  • waldi
    23.12.2015 11:20
    Bp Zadarka jest oderwany od życia. Myśli, że jak Polska wpuści do siebie z 500 tysięcy muzułmanów, to wszystko będzie po staremu, że z nami będą żyć po przyjacielsku, że nie narzucą nam swojej fałszywej i nieludzkiej wiary, że nie obrócą naszych kościołów na ich meczety. Tu sama etyka (nawet chrześcijańska) nie wystarcza, potrzebna jest jeszcze roztropna polityka, której Niemcy, Francuzi czy Skandynawowie nie mają. W tym momencie biskup w ogóle nie bierze pod uwagę życia Polaków w takim multi-kraju, lecz powoduje się zwykłą poprawnością polityczną.
  • Bezimienny
    23.12.2015 11:28
    Smutne to, co tu wypisujecie. Biskup się nie zna, biskup nie zna życia, biskup upraszcza... Biskup tak naprawdę mówi to, czego domaga się od nas Chrystus. Uważacie się za katolików? Chrześcijan? To musicie w końcu zacząć traktować na serio to, czego nas uczył nasz Mistrz. Bo grzeszyć to jedno. Ale grzeszyć i uważać, ze Chrystus się nie znał i nie ma racji, to już zupełnie coś innego...
  • waldi
    23.12.2015 13:57
    Przyjęcie dużej liczby ludzi obcych kulturowo i religijnie jest polityczną nieodpowiedzialnością. A nieodpowiedzialność jest także grzechem! Dwie różne kultury na tym samym terytorium to przepis na wojnę domową. Czy biskup jest w stanie wziąć odpowiedzialność za przyszłe ofiary, po obu stronach? Patrzmy, co się dzieje na Zachodzie. Ślepota umysłowa i duchowa również jest grzechem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama