Betlejem – ziemskie najświętsze miejsce

Przewodnik Katolicki 50-51/2015

Mój pierwszy pobyt w Betlejem. Trwa akurat druga intifada, powstanie Palestyńczyków. Niemal pusta bazylika Narodzenia Pańskiego. Schodzę po kilkunastu wąskich schodkach do groty.

 

Przed małym ołtarzem, wzniesionym nad miejscem narodzin Jezusa modli się Arab w długiej brązowej szacie i charakterystycznej arafatce na głowie. Stoi i bije pokłony. Klękam w głębi groty, trochę zawstydzony jego gestami i swoją niezbyt wylewną pobożnością. Gdy wychodzi, zbliżam się do miejsca pod prawosławnym ołtarzem. Klękam, całuję dużą, czternastoramienną srebrną gwiazdę z łacińskim napisem: Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est. 1717 – „Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus”. Podobny napis jest w Nazarecie: Hic verbum caro factum est – „Tu Słowo stało się ciałem”. Uderzające w swoim konkrecie „TU”. I chwila, w której czuję, że trzeba więcej myśleć o „geografii wiary”. Bóg objawia się bowiem nie tylko w konkretnej historii (historia objawienia), ale i w konkretnym miejscu. Powtarzane niemal bezwiednie słowa: Boże Narodzenie, wcielenie, objawienie, mogą stać się niestety niewiele znaczącą abstrakcją. A w tylu miejscach naszej wiary słychać „TU”. Bóg przychodzi do Ciebie, do mnie „tu”, w konkretnym miejscu i czasie Twojego, mojego życia, aby się dać, mówić o Sobie, wskazać drogę, którą można do Niego dojść, pójść z Nim dalej. Tak, ma rację George Weigel: „Katolicyzm to bardzo konkretna sprawa: dotyczy widzenia i słyszenia, dotyku, smaku i węchu...”. A przede wszystkim dotyczy na-ślad-owania – wkładania swoich stóp w ślady, które Jezus Chrystus zostawił na drogach pomiędzy Betlejem, Nazaretem i Jerozolimą, na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego i na Pustyni Judzkiej. Owszem, to metafora. Ale metafora żywa, wyrazista. Łatwiej naśladować, gdy czuje się wiatr od gór Moabu w Betlejem, zanurza się stopy w Jeziorze Galilejskim, dotyka skały Getsemani.

Prawosławny ołtarz i katolicki napis

Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est. 1717. Ten napis to wskazówka, że obok historii objawienia jest także geografia wiary. Ale i paradoks... Prawosławny ołtarz, nad nim ikona, zapach wschodnich kadzideł. A wokół gwiazdy... łaciński napis. To pamiątka wielowiekowych sporów o prawo własności sanktuarium Narodzenia Pańskiego. Było przyznawane raz katolikom, innym znów razem prawosławnym, w zależności od tego, kto znajdował łaskę u władców Imperium Otomańskiego. Zbudowali je chrześcijanie Bizancjum, a później obronili i wspaniale odnowili krzyżowcy. Potem przyszli tu franciszkanie, potem znowu bracia ze wschodu, pod koniec XVII w. znowu franciszkanie. Nieco później, w 1717 r., umieścili w grocie nową gwiazdę ze srebra, w miejsce poprzedniej, zniszczonej zębem czasu. W połowie XVIII w. prawosławni znowu przejmują bazylikę i usuwają gwiazdę. Dopiero wskutek stanowczego protestu u władz w Istambule, zgłoszonego przez ambasadora francuskiego, sułtan nakazuje przywrócenie gwiazdy. Ołtarz nad nią pozostanie własnością braci ze wschodu.

Rachela, Dawid, Rut

Podobnie jak burzliwa jest historia „srebrnej gwiazdy”, tak burzliwe są również losy Betlejem, cichego i sennego tylko w naszych kolędach. Nazwa Beth-Lahamu, czyli „dom Lahamu”, odnosiła się prawdopodobnie do jakiegoś bożka, czczonego tu przez Kananejczyków. Gdy przyszli Hebrajczycy, nazwę przekształcono na Beth-lahem – „Dom chleba”. W Piśmie Świętym pojawia się ona po raz pierwszy w opisie śmierci ukochanej żony patriarchy Jakuba – Racheli, która umiera u bram miasta i tam też zostaje pochowana. W Betlejem i na pobliskich polach rozegrała się także historia Rut Moabitki, która poślubiła jednego z synów żydówki Noemi, gdy ta przeniosła się do Moabu, ratując rodzinę przed głodem. Niedługo mąż i synowie Noemi umarli, kobieta zdecydowała się więc na powrót do Betlejem. Rut, szczerze kochająca swoją teściową, wyrusza z nią do ziemi Judy. Tu, by wyżywić siebie i Noemi, zbiera kłosy jęczmienne na polu Booza, którego oczarowuje jej wdzięk i dobroć względem Noemi. Obed, syn Booza i Rut, to dziadek króla Dawida.

Znamy też inną betlejemska historię biblijną, jak to prorok Samuel przybywa do tego miasta, by odnaleźć i namaścić nowego króla Izraela, bo poprzedni, Saul, sprzeniewierzył się swojemu powołaniu. Będzie nim właśnie Dawid, rudy i o pociągającym wyglądzie. Miało to dziać się w Betlejem, ale gdzie? Nie mamy na ten temat żadnych zapisów biblijnych. Mamy natomiast ciekawy przekaz z niezbyt odległych czasów: w 1875 r. niedaleko bazyliki Narodzenia stoi grupa sióstr zakonnych. To francuskie karmelitanki, które przybyły tutaj, by założyć w Mieście Dawidowym swój klasztor. Jest wśród nich także Arabka – Mariam Baouardy z Galilei, stygmatyczka, wizjonerka. To św. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, kanonizowana w tym roku przez papieża Franciszka. Zakonnice długo deliberują, za­stanawiają się, gdzie wznieść karmel. W pewnym momencie Maria słyszy: „Na kolebce ojca mego, Dawida, zbudujesz mi dom”. Ale gdzie ta kolebka? Po drugiej stronie niewielkiej doliny – wadi, wznosi się inne wzgórze. Siada na nim właśnie stado białych gołębi. „Tam zbudujemy nasz klasztor” – woła Mariam. Okazuje się, że wzgórze od wieków jest nazywane przez betlejemitów Wzgórzem Dawidowym. To tu kiedyś, twierdzą, młody Dawid pasał trzody swego ojca Jessego. I tu zachowała się grota, gdzie według tradycji został namaszczony na króla przez proroka Samuela. Siostry szybko nabywają kamienisty teren od arabskiego właściciela i rozpoczynają budowę, nad którą przez trzy ostatnie lata swojego życia będzie czuwała Mariam.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama