Pielgrzym z marzeniem o imperium

Przewodnik Katolicki 6/2016

Z prof. Dr. hab. Andrzejem M. Wyrwą, dyrektorem Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, o motywach, przebiegu i skutkach zjazdu gnieźnieńskiego rozmawia Monika Białkowska

 

Czy można powiedzieć, że zjazd gnieźnieński był owocem chrztu Polski?

– Tak i to w wielu aspektach – chrzest Mieszka jest punktem wyjścia w przestrzeń chrześcijańską, a to z kolei wiąże się m.in. z przybyciem na ziemie polskie, na dwór Bolesława Chrobrego, św. Wojciecha i z chrystianizacją przez niego Prusów. Chrzest Polski był zaczątkiem, dającym asumpt do wielu idei i działań z nimi związanych, które stąd płynęły i rozprzestrzeniały się na tereny ościenne. Tak zwany zjazd gnieźnieński był przede wszystkim pielgrzymką cesarza Ottona III do grobu przyjaciela, św. Wojciecha, pierwszą wielką pielgrzymką do grobu świętego na ziemie polskie – była to też pierwsza wizyta tak znaczącego gościa, najwyższej rangi władcy chrześcijańskiej Europy, na ziemiach polskich. W tym kontekście wydarzenie to – pokojowa, przyjacielska wizyta – bezwzględnie było konsekwencją wypływającą z aktu chrztu przyjętego przez Mieszka w 966 r.

Jak wyglądało to spotkanie dwóch władców, cesarza i księcia?

– Wszystkiego o tym spotkaniu nie wiemy, pewną część poznać możemy dzięki relacjom kronikarzy. Wiadomo, że cesarz wykonał pewne przyjazne gesty w kierunku Chrobrego – wręczył mu włócznię św. Maurycego, miał nałożyć mu swoją koronę, będącą symbolem włączenia go w swoje plany, mówił o nim jako o swoim „bracie”. Niektórzy historycy przypuszczają, że mogła to być nawet „pierwsza koronacja” – ale czy w 1025 r. dokonała się koronacja czy rekoronacja, możemy tylko domniemywać – głosy w historiografii są różne. Kronikarze się na ten temat nie wypowiadają, więc my możemy tylko rozpatrywać różne koncepcje. Dużo łatwiej byłoby, gdybyśmy mieli źródło, opisujące szczegółowo, krok po kroku, przebieg całej wizyty – ale takiego źródła nie ma i chyba już nie będzie.

Jednym z bezpośrednich materialnych świadectw tego wydarzenia jest jednak m.in. relikwiarz z  ramieniem św. Wojciecha, który cesarz Otton III otrzymał w darze od księcia Bolesława – po jego podziale jedna część została złożona w Akwizgranie, a druga w Rzymie na wyspie na Tybrze. W miejscu złożenia fragmentów ramienia wzniesiono kościoły, które otrzymały patrocinium nowego świętego. Po wielowiekowych burzliwych losach relikwii św. Wojciecha (wykradaniu, zagubieniu itp.), w 1928 r., na prośbę kard. Augusta Hlonda, fragment rzymskich relikwii papież Pius XI przekazał do Polski. Obecnie przechowywane są w skarbcu gnieźnieńskim.

Czy wizyta Ottona III miała znaczenie dla zwykłych ludzi?

– O tym, jak zjazd wyglądał w oczach zwyczajnych ludzi, mówić jest najtrudniej, bo nic nie wiemy. Możemy jedynie domniemywać, że w miejscowościach położonych na trasie przejazdu strojnego orszaku cesarza i księcia Bolesława, a także sam wjazd do Gniezna i wizyta w katedrze musiały robić wielkie wrażenie; pisano o tym, że orszak ten był wspaniały – zwłaszcza że Bolesławowi, jak możemy przypuszczać, bardzo zależało na tym, żeby przed cesarzem Ottonem pokazać się z jak najlepszej strony. I to mu się udało, skoro cesarz, który znał całe cesarstwo, zważywszy na to, co tu zobaczył, o Polsce miał powiedzieć: „Na koronę mego cesarstwa! To, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła…”.

Ile zatem możemy wyczytać ze źródeł?

– Najważniejszym i wiarygodnym źródłem na temat zjazdu gnieźnieńskiego jest Kronika Thietmara. Wiarygodne informacje na temat spotkania w Gnieźnie przekazuje nam również autor Roczników Kwedlinburskich oraz  Roczniki z Hildesheimu pochodzące z II połowy XI w., z tym, że w tym ostatnim część dotycząca zjazdu gnieźnieńskiego zaczerpnięta jest ze starszego źródła. Mowa jest w nich m.in. o zwołaniu synodu i ustanowieniu diecezji, ale autor wyraźnie myli fakty: pisze o siedmiu, nie o pięciu diecezjach, Bolesława nazywa księciem czeskim, a główny gród Słowian – Pragą. Ciekawy i zagadkowy dla historyków jest natomiast fakt, że na temat zjazdu gnieźnieńskiego ani słowem nie pisze Bruno z Kwerfurtu. Mniej więcej sto lat po tym wydarzeniu pisał też  Gall Anonim – obszernie przedstawił on królewski orszak i zachwyt cesarza, wspominał o koronacji Bolesława i „wyniesieniu go na królewski tron”, i o podarowanej mu włóczni św. Maurycego, w jego kronice jest nawet malowniczy opis uczty na złotych i srebrnych naczyniach, pośród których nie było ani jednego drewnianego. Nowsze relacje tracą już na wiarygodności i są bardziej świadectwem kształtującej się tradycji niż źródłem wiedzy historycznej.

Zjazd gnieźnieński to spotkanie władców, modlitwa przy grobie św. Wojciecha, ale również utworzenie w Gnieźnie metropolii. Czy postać św. Wojciecha była dla cesarza prawdziwym powodem wizyty, czy raczej pretekstem do załatwienia spraw politycznych?

– Ze źródeł pisanych i historiografii wynika, że był to czas wielkich marzeń Ottona o renovatio imperii romanorum, czyli o odtworzeniu państwa rzymskiego na bazie tego, co wcześniej starał się uczynić Karol Wielki. Prawdopodobnie Otton rozmawiał o tym z księciem Bolesławem. Wprawdzie w bulli gnieźnieńskiej z 1136 r. papież Innocenty II pisze jeszcze, że „Królestwo Polskie leży w najdalszych stronach świata”, ale też: „tym bardziej skłania nas to do zwrócenia baczniejszej na nie uwagi i powierzenia opiece i ochronie naszej apostolskiej powagi”. Polska leżała daleko od Rzymu, ale z punktu widzenia Ottona wcale nie na końcu świata, bo tuż za granicami jego ziem. Jakie dokładnie były plany Ottona? Na pewno przez zjazd gnieźnieński zostaliśmy w nie włączeni, mieliśmy zaplanowane miejsce w całym cyklu ewentualnych działań, byliśmy ziemią schrystianizowaną, która stanowić miała część wielkiego „państwa rzymskiego”, planowanego imperium cesarza – niestety dwa lata później Otton zmarł i nie było już możliwości realizacji tego przedsięwzięcia.

Czy zjazd gnieźnieński zmienił coś w kwestii umacniania się chrześcijaństwa w Polsce?

– Sam chrzest księcia Mieszka nie sprawił, że cała Polska stała się krajem chrześcijan i zjazd również tego nie zmienił. Utworzone zostały metropolie, ale to nie oznaczało, że chrześcijaństwo dotarło do szerokich rzesz naszego społeczeństwa.  Ten akt, podobnie jak wcześniej chrzest Mieszka, dotyczył dworu i kręgów z nim związanych, a bardzo wielu mieszkańców ziem księcia mogło być tego zupełnie nieświadomym. Dobrze widać to choćby na przykładzie Pomorza, gdzie powołana w Kołobrzegu diecezja bardzo szybko przestała istnieć i Otton z Bambergu w 1124 r. ponownie musiał chrystianizować jej tereny. Bolesław Chrobry wprawdzie bardzo rygorystycznie dbał o wprowadzanie chrześcijaństwa, m.in. brutalnie traktując tych, którzy nie przestrzegali zasad wiary – mam tu na myśli choćby słynny zapis w kronice Thietmara, który zanotował m.in., że „jeśli stwierdzo­no, że ktoś jadł po Siedemdziesiątnicy [tj. od trzeciej niedzieli przed Wielkim Postem, rozpoczynającym okres przedpościa, czyli okresu przygotowującego do przeżycia Wielkiego Postu]  mięso, karano go surowo przez wyłamanie zębów. Prawo Boże bowiem świeżo w tym kraju wprowadzone”pisał dalej Thietmar, „większej nabiera mocy przez taki przymus, niż przez post ustanowiony przez biskupów. Są tam także inne zwyczaje, znacznie od tych gorsze, które ani Bogu nie są miłe, ani poddanym niczego prócz strachu nie przynoszą”. Tak więc w początkowych okresie chrześcijaństwo pozostawało raczej na poziomie „zarządzenia” i bardzo powolnego jego ugruntowywania. Pamiętać też trzeba, że niezadowolenie m.in. z praktyk narzucanych przez Bolesława po jego śmierci spowodowało bunt, w czasie którego, jak zapisał Gall Anonim „nie­wolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachet­nie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, dru­gich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa. Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką — czego nie możemy wypo­wiedzieć bez płaczu i lamentu — podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, ja­koby rzekomo godnych lichszej śmierci, ukamienowali”. Czas owego niepokoju wykorzystał też m.in. książę czeski Brzetysław, który „zniszczy[ł] i Gniezno i Poznań i zabra[ł] ciało św. Wojciecha i «cały skarb Polski»”.

To kiedy nastąpiło przełamanie?

– Wyjście w szerszą przestrzeń i przekonanie do nowej wiary „zwykłych ludzi” nastąpiło wiele, wiele lat później. Nowy etap tego procesu możemy datować dopiero od rządów Kazimierza Odnowiciela (władca Polski 1034–1058), po stłumieniu przez niego owych rozruchów – po 1039 r. Szczególnie jednak ważną rolę w procesie chrystianizacji odegrała dopiero tworzona od końca XII w. sieć parafialna z nowymi kościołami i większą liczbą duchownych, którzy na znacznie większym obszarze zaczęli głosić prawdy nowej wiary.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama