Ksiądz zawsze blisko ludzi

Pastores 70/1/2016

Zbliża się 1050. rocznica chrztu Polski, kiedy to w kwietniu 966 roku książę Mieszko I przyjął akt wiary, wyrzekając się zła i wszelkich dróg od niego i do niego prowadzących. Ten akt wia¬ry i wyrzeczenia się szatana stał się zobowiązaniem całego naro¬du polskiego. Od zarania dziejów towarzyszył nam w tej drodze kapłan.

 

 

Przez pokolenia

Z pokolenia na pokolenie, Polacy wierzący i niewierzący (a szanujący nauczanie Kościoła) przyjmowali Dekalog za dro­gowskaz życia, nie tylko prywatnego, ale także publicznego i pro publico bono.

W tym wyborze trudnych dróg wzmacniających wspólnotę narodową Polakom od wieków towarzyszył kapłan, począwszy od bp. Jordana i św. Wojciecha oraz św. Stanisława i pięciu bra­ci męczenników, pierwszych ofiarnych nosicieli Ewangelii, po św. Jana Pawła II, bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, Sługę Bożego Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego. Trudno wy­mienić wszystkie dzieła wspierane przez duchowieństwo lub wręcz współtworzone, a zapisane złotymi zgłoskami w naszej historii. W ostatnio wydanej pracy prof. Andrzej Nowak[1] pisze między innymi o bp. Wincentym Kadłubku, kronikarzu książę­cym, z jednej strony jako o osobie, której talenty i wiara przy­czyniły się do konsolidacji i integracji pamięci o Polsce pierw­szych Piastów, a z drugiej strony jako o osobie, która utrwaliła w Kronice kanon, w oparciu o który ukształtował się moralny porządek organizacji państwa. Tą podstawową wartością jest od 800 lat wolność jednostki i wspólnoty, posiadających swoją podmiotowość wobec podmiotowości władcy, zmuszonego do szukania porozumienia z narodem, a nie tylko skłonnego do dominacji nad nim i jego potrzebami. Antyczny kostium prze­niesiony przez bp. Wincentego do czasów Kazimierza Sprawie­dliwego – jak pisał Nowak – spodobał się odbiorcom. Ówcześni Polacy zobaczyli w Kronice „ideał wolnej Polski, a w niej wolnych obywateli, podobnych antycznym bohaterom”[2]. Żywot i śmierć św. Stanisława, który miał wstawić się u króla w imieniu ówcze­snego narodu, staje się w opisie cudownego jednoczenia członków zwiastunem powstania suwerennej Polski. Ten związek przyczy­nowo-skutkowy między stanem wolności jednostek, potem na­rodu szlacheckiego, a kondycją suwerennego państwa, później I Rzeczypospolitej, na wieki połączy nasze dzieje, a upadek państwa w 1795 roku stanie się jednocześnie upadkiem wolne­go obywatela. To do nauczania Kościoła i kolejnych papieży będą się odwoływali ludzie Kościo­ła, Paweł Włodkowic, czy prymas Jan Łaski, a potem na straży praw opartych na wartościach – wolności i równości – stać będzie interrex, czyli prymas Polski – urząd stanowiący po śmierci króla gwarancję ciągłości państwa w elekcyjnej Polsce, od czasów Jagiellonów po ostatniego władcę Stanisława Augusta Poniatow­skiego.

Stan duchowny, szczególnie biskupi Kościoła katolickiego pełniący funkcje publiczne w senacie Rzeczypospolitej, przez wieki z racji swej postawy wypełniali definicję polskiego patrio­tyzmu, opartego na republikańskiej powinności uczestnictwa w tworzeniu i obronie prawa, państwa i jego kondycji.

Jednocześnie od wieków księża stali w jednym szeregu z pa­triotami walczącymi o Polskę, gdy tej zabrakło lub działa się jej krzywda. Jednym z symboli pa­triotycznej postawy kapłańskiej został w pamięci zbiorowej – dzięki Henrykowi Sienkiewiczo­wi – o. Augustyn Kordecki, pod którego światłym rozkazem dwu­stuosobowa załoga twierdzy ja­snogórskiej wybroniła klasztor i skarbiec przed zachłannością protestanckiego okupanta, Szweda. Można powiedzieć, że o. Kor­decki staje się – w długim trwaniu naszej historii narodowej – patronem kolejnych pokoleń Polaków walczących z najeźdźcami i okupantami. W każdym powstaniu narodowym, od konfedera­cji barskiej po insurekcję warszawską 1944 roku, w końcu straj­ki sierpniowe 1980 roku, znajdziemy rzesze duchownych nadających moralną siłę Polakom, którzy – łamiąc prawo stanowione – działali zgodnie z prawem wyższym, porządkującym, a nie relatywizującym, czyli boskim. Walczyli bowiem o wolność narodu, a zatem i jednostki.

Bliskość niejedno ma imię

Kapłan będący blisko człowieka to częsty wizerunek księdza towarzyszącego najpierw powstańcom, potem zesłańcom czy więźniom. I tak od pokoleń, od bp. Kajetana Sołtyka, aresztowa­nego posła Rzeczypospolitej, wywiezionego do Kaługi w 1767 roku (przebywał tam do 1773 roku), po Sługę Bożego ks. Włady­sława Bukowińskiego, dwukrotnie aresztowanego i zesłanego przez Sowietów w głąb Kazachstanu, gdzie pozostał ze swymi wiernymi do końca życia, do 1974 roku. Ta bliskość księdza wi­doczna jest w ikonografii, utrwalona przez malarzy, w dziełach budujących naszą tożsamość. „Przysięga” Artura Grottgera przedstawia powstańca składającego przyrzeczenie na krzyż w obecności kapłana. Z kolei, na znanych obrazach Jerzego Kos­saka czy Michała Byliny, ks. Ignacy Skorupka ginie z rąk bolsze­wików, idąc ramię w ramię z żołnierzami – obrońcami Ojczyzny. Jest blisko, najbliżej. Podobnie kapłani zamordowani w Piaśni­cy czy w Katyniu pogrzebani są blisko, najbliżej, w tych samych dołach śmierci co inne ofiary totalitaryzmów XX wieku. Bliskość kapłana opisywana jest w tysiącach wspomnień stanowiących kanon literatury polskiej. Kapelani wojskowi z bp. Józefem Gawliną na czele towarzyszyli Polskim Siłom Zbrojnym, na Wschodzie i na Zachodzie, a także – jak na przykład o. Łucjan Królikowski – cywilnej ludności, w tym dzieciom, uratowanym przez gen. Władysława Andersa z „nieludzkiej ziemi”. Kapelani z płk Tadeuszem Jachimowskim na czele współtworzyli Armię Krajową, a w czasie walk, na przykład powstańczych w Warsza­wie, docierali do konających, sami narażając swe życie. Niektó­rzy z nich, jak bł. Michał Czartoryski OP, oddali wówczas życie, pozostając z rannymi, do końca. Jednym z wielu duchownych, którzy zdecydowali się podążać z żołnierzami, był ks. kpt. Fran­ciszek Błaż, ps. Wiktor Mróz, kapelan Brygady Świętokrzyskiej, z którą przeszedł w pierwszych miesiącach 1945 roku najtrud­niejszy bodaj szlak partyzancki, od Miechowa przez okupowane Czechy do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Od lata 1944 roku do maja 1945 roku był z Brygadą, a od stycznia 1945 roku w marszu – cotygodniowa Msza święta, modlitwy i pożegnania zabitych, jak po bitwie pod Pogwizdowem, ale tak­że udzielanie sakramentu małżeństwa i pojednania z Bogiem. Kapłani, więźniowie stalinowskich więzień i obozów, nieśli mo­dlitwę, spowiadali, zdobywali hostię i udzielali Komunii świętej, a bliskość Boga – dzięki nim – wzmacniała i prowadziła do zwycięstwa nad złem. Tę bliskość opisują więźniowie i sami ka­płani. „Pomocą w przetrwaniu dla wielu było życie religijne. W celach, w których przebywali księża, organizowano nawet po kryjomu Msze Święte. Szczególnie ważną rolę mie­li księża do spełnienia w celach śmierci – wspominał więzień, Wiesław Chrzanowski. – W mojej pierwszej celi był ksiądz Truszkowski [Zygmunt Trószyński], marianin – skazany na 8 lat więzienia za skorzystanie z funduszy AK na budowę domu dla sierot po poległych powstańcach przy kościele na Marymoncie w Warszawie. Święty człowiek...”[3].

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| KAPŁAN, WIERNI

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama