Ciąża się „zakończyła”

Przewodnik Katolicki 13/2016

Opis nieudanej aborcji, do jakiej doszło w warszawskim Szpitalu im. Świętej Rodziny, wbija w fotel. Nieudanej, czyli takiej, podczas której dziecko urodziło się żywe.

 

Niezależnie od wszelkich prawnych paragrafów czy światopoglądowych argumentów za i przeciw, nie da się obojętnie przejść wobec wydarzeń, jakie miały miejsce w stołecznym szpitalu. Nie da się też uniknąć stawiania mocnych pytań. Jedno z nich w dobitny sposób sformułował na swoim facebookowym profilu Wojciech Cejrowski, pisząc: „Dlaczego ciągle jeszcze przepisy aborcyjne pozwalają mordować dzieci za podejrzenie zespołu Downa, podczas gdy dyskryminacja ze względu na niepełnosprawność jest zakazana?”.

Dziecko urodziło się żywe

W tej sprawie wszystko podparte jest słowem „prawdopodobnie”. Przebieg wypadków znamy z relacji anonimowych świadków – pracowników szpitala przy ul. Madalińskiego, którzy poinformowali o całym zdarzeniu Fundację SOS Obrony Poczętego Życia. Otóż do wspomnianej placówki zgłosiła się kobieta z dokumentacją uprawniającą ją do dokonania aborcji blisko 6-miesięcznego dziecka ważącego około 700 g. Szpital po konsultacji zgodził się na przerwanie ciąży, jednak w trakcie zabiegu pojawiły się komplikacje. „Najpierw, w piątek próbowano pozbyć się dziecka za pomocą środków poronnych. Prawdopodobnie, ale to nie jest pewne, miało ono zespół Downa. Gdy to się nie udało, z niedzieli na poniedziałek lekarze wywołali poród. Dziecko urodziło się żywe. Lekarze położyli je na przewijaku i zostawili na jakąś godzinę. Ono płakało i krzyczało. Osoba, z którą rozmawiałem stwierdziła, że do końca życia tego nie zapomni” – relacjonował ks. Ryszard Halwa z fundacji w rozmowie z dziennikiem „Fakt”. W tej sytuacji fundacja zdecydowała się złożyć zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarzy uczestniczących w zabiegu, argumentując, że mieli oni obowiązek ratować dziecko, ponieważ urodziło się ono żywe. Takie samo zawiadomienie do prokuratury skierował także poseł Piotr Liroy-Marzec z ruchu Kukiz ’15.

A co na to sam szpital? „Miało miejsce zakończenie przebiegu ciąży. Pacjentka zgłosiła się do nas na początku 24. tygodnia ciąży z pełną dokumentacją medyczną, ze wskazaniami medycznymi i zgodnie z przepisami ustawy zostały podjęte działania w szpitalu. (…) Ponieważ dokumentacja medyczna, przesłanki medyczne i konsultacja konsylium dawały podstawy do dokonania czynności zakończenia ciąży, wobec tego decyzja została podjęta” – stwierdziła rzeczniczka szpitala Dorota Jasłowska-Niemyska w rozmowie z Salve TV.

W innej wypowiedzi doprecyzowała, że konsylium ekspertów uznało, że dziecko nie ma szans na przeżycie.

Sprawą zajął się już jednak Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie oraz Ministerstwo Zdrowia, które rozpoczęło kontrolę w Szpitalu im. Świętej Rodziny. Wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas poinformował, że dokumentacja medyczna została zabezpieczona i jest ona analizowana przez krajowych konsultantów z dziedziny ginekologii i neonatologii. Postępowanie  sprawdzające rozpoczęła także stołeczna prokuratura.

Wskaźnik prawdopodobieństwa

Wyjątkowa dramaturgia tej historii sprawia, że rozpaliła ona na nowo dyskusję wokół obecnych warunków dopuszczalności przerywania ciąży. I nie chodzi tu tylko o kwestie prawne, ale także o wątpliwości natury medycznej. Pojawiają się na przykład pytania o sam sposób kwalifikacji i metodologię decydowania przez lekarzy o tym, które życie poczęte należy poddać aborcji eugenicznej, a które nie. Dla przypomnienia, polskie prawo zakłada, że aborcja jest dopuszczalna jedynie w trzech sytuacjach m.in. wtedy, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. W tym ostatnim przypadku granice są jednak nieostre. Współczesna medycyna w zdecydowanej większości przypadków nie jest bowiem w stanie określić ze stuprocentową pewnością, że dziecko poczęte czy też – używając suchej medycznej terminologii – „płód” nie ma szans na przeżycie. A już prawie na pewno nie dzieje się tak przy zdiagnozowaniu zespołu Downa, czyli schorzenia, które według nieoficjalnych danych jest najczęstszą przyczyną dokonywania aborcji eugenicznych. Wszystko to zasadza się więc na mniejszym lub większym wskaźniku prawdopodobieństwa. A co jeśli skazane na śmierć dziecko przeżyje? Tak właśnie jak miało to miejsce kilka dni temu na Madalińskiego?

Warto w tym miejscu przywołać słowa prof. Bogdana Chazana, położnika i ginekologa – byłego dyrektora Szpitala św. Rodziny, zwolnionego ze stanowiska w 2014 r. po głośnej odmowie przeprowadzenia aborcji eugenicznej. Otóż stwierdził on, że skoro dziecko urodziło się żywe, będąc w 24. tygodniu ciąży, to znajdowało się ono na granicy przeżywalności. Zaznaczył przy tym, że właśnie 24. tydzień jest uznawany zwyczajowo za moment, kiedy dziecko uzyskuje zdolność do przeżycia poza organizmem matki. Nawiasem mówiąc – w przypadku sześciomiesięcznego płodu chyba nikt nie ma już wątpliwości, że mówimy o dziecku…

Nie znaczy to oczywiście, że druga strona debaty o aborcji nie próbuje jakoś przykryć makabryczności całej tej historii, zdając sobie sprawę jak mocno ona brzmi. Zarzuca się np. obrońcom życia, że próbują ją wykorzystać jako argument za zaostrzeniem obecnych przepisów antyaborcyjnych i że w tym celu posuwają się nawet do manipulacji. Dla przykładu Katarzyna Zuchowicz w portalu natemat.pl, stwierdziła – powołując się na opinię jednego z ginekologów – że jest niemożliwe, żeby „płód w tym wieku krzyczał”. Argumentowała także, że nawet jeśli takie dziecko przeżyje „przedwczesny poród”( bo autorka zdecydowanie odżegnuje się w tym przypadku od słowa „aborcja”), to i tak absolutnie nie będzie ono zdolne do przeżycia, nawet przy zastosowaniu aparatury wspomagającej. Tylko czy to w jakikolwiek sposób tłumaczy późniejszą zatrważającą bierność lekarzy uczestniczących w rzeczonej „przedwczesnej aborcji”?

Aborcja i eutanazja

I w ten oto sposób dochodzimy do zasadniczego pytania, które pada najczęściej w kontekście całej tej sprawy: Dlaczego lekarze nie ratowali tego dziecka? Dlaczego nic nie zrobili? Jak się powinni w tej sytuacji zachować? I znów warto odwołać się do opinii prof. Bogdana Chazana, który stwierdził, że w przypadku przerwania wspomnianej ciąży, można było przynajmniej podjąć później decyzję o potrzebie intensywnej opieki medycznej. „Nie sądzę, aby w procedurach szpitala było, że w przypadku urodzenia się żywego dziecka w wyniku aborcji, nie udziela się pomocy. Takie postępowanie nie jest właściwe” – powiedział ginekolog. Jego zdaniem natomiast gdyby lekarze w trakcie akcji ratunkowej doszli do wniosku, że jest to postępowanie spełniające warunki uporczywej terapii, mogliby wówczas podjąć decyzję o jej zaniechaniu. I wydaje się, że – niezależnie od wszelkich różnic światopoglądowych – właśnie takie zachowanie byłoby najbardziej naturalne, humanitarne i najbliższe duchowi przysięgi Hipokratesa. Tak się jednak nie stało.

Dramatyczne wydarzenia ze Szpitala im. Świętej Rodziny pokazują także lukę w przepisach prawnych, zarówno jeśli chodzi o doprecyzowanie zakresu ochrony życia dzieci nienarodzonych, jak i samej definicji początkowej granicy ludzkiego życia. „Nie rozumiem dlaczego chronimy wcześniaka, który rodzi się w 20. tygodniu ciąży, a nie chronimy innego dziecka, które jest zdolne do samodzielnego życia poza organizmem matki” – wskazywał w rozmowie z Salve TV mec. Bartosz  Lewandowski z Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. W opinii prawnika skoro dziecko urodziło się żywe, to powinny je chronić już nawet nie przepisy ustawy antyaborcyjnej, ale wręcz sam kodeks karny. A z tej przesłanki można by teoretycznie wyciągać naprawdę daleko idące konsekwencje.

Niezależnie jednak od tego, czy prokuratura ostatecznie uzna, że w warszawskim szpitalu doszło do popełnienia przestępstwa, czy też nie, z pewnością mieliśmy do czynienia z poważnym naruszeniem norm etycznych. Po raz trzeci i ostatni zacytuję prof. Chazana, który ujął owo „zakończenie przebiegu ciąży” najostrzej, choć chyba zarazem najbardziej obrazowo: „Można powiedzieć, że najpierw dokonano aborcji, a później eutanazji na żywym dziecku”.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama