Sacrum Poloniae Millennium 1966

Niedziela 30/2016

Wspomnienie założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

 

Nadszedł Rok Milenijny 1966. O północy w Nowy Rok, według dawno ustalonego programu, uderzyły dzwony we wszystkich kościołach w Polsce i została odprawiona uroczysta Msza św. Ojciec [kard. Stefan Wyszyński – przyp. red.] pojechał do Gniezna. Pojechałyśmy [członkinie Instytutu Prymasa Wyszyńskiego] z nim. Chciałyśmy ten wielki Milenijny Rok rozpocząć razem.

Zwiastun z Jasnej Góry

W sylwestra – wielka dla Ojca niespodzianka! Około godz. 19.00 przyjechał z Jasnej Góry ówczesny przeor – o. Teofil Krauze, który przywiózł korony zdjęte z Cudownego Obrazu. Chodziło o to, aby Ojciec rozpoczynał Millennium z tymi koronami; aby coś, co najbliżej dotykało Wizerunku Matki Bożej, było z nim. Ojciec był zdumiony i niesłychanie wzruszony. Czegoś podobnego nigdy się nie spodziewał.

Przeor klasztoru jasnogórskiego w białej, uroczystej paulińskiej pelerynie wręczył korony Ojcu w kaplicy prymasowskiego domu i przemówił krótko, ale prawie do łez. Ojciec odpowiedział wzruszającymi słowami. Mówił, że przeor o. Teofil postąpił tak, jak uczyniłby o. Augustyn Kordecki, który bronił Jasnej Góry i obronił ją, poderwawszy cały naród do walki. O. Teofil podrywa Prymasa Polski do jeszcze gorętszej obrony „ducha narodu” i daje mu w ręce znaki zwycięstwa.

O północy czuwaliśmy wszyscy w kaplicy prymasowskiej razem z Ojcem, żarliwie się modląc. Korony leżały na ołtarzu. 1 stycznia podczas uroczystej sumy w bazylice gnieźnieńskiej, sprawowanej przez Ojca, korony jasnogórskie niesione były w procesji. Ojciec przepięknie o tym mówił w noworocznym kazaniu. Wieczorem korony wróciły na Jasną Górę.

Burza o orędzie

Po 1 stycznia rozpętała się walka przeciwko Prymasowi Polski, prowadzona z okrutną złośliwością i nienawiścią. Chodziło o List biskupów polskich do biskupów niemieckich, o sformułowanie „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W prasie pojawiły się artykuły przeciwko Ojcu i chrześcijańskiemu Millennium. Zarysowało się to, co później miało być rzeczywistością: walka komunistycznych władz przeciwko wszystkim uroczystościom kościelnym. Już się czuło, że kościelne Millennium będzie miało państwowe antymillennium, że cała nienawiść komunistów będzie obrócona przeciwko Ojcu.

7 stycznia 1966 r. Ojciec otrzymał oficjalną odmowę paszportu na wyjazd do Rzymu na rozpoczęcie rzymskich uroczystości milenijnych. Rozpoczęło się trzyletnie jakby uwięzienie Prymasa Polski w granicach kraju. Ojciec nie mógł wyjechać z Polski na wielkie uroczystości w Rzymie – w maju i do Ameryki – w sierpniu. Niewola ta trwała trzy lata, nie puszczano Ojca nawet na synody. A tymczasem uroczystości milenijne w Polsce miały swój wspaniały program. Był wytyczony tzw. Szlak Tysiąclecia; w każdym mieście biskupim, według ustalonej kolejności, miał się zbierać cały Episkopat Polski z Prymasem na czele. Wszędzie na Szlaku Milenijnym miał być obecny obraz Nawiedzenia Matki Bożej Jasnogórskiej.

Jasna Góra, 3 maja 1966 r.

Zbliżał się dzień 3 maja, główna uroczystość polskiego Millennium. 12 marca władze polskie ostatecznie odmówiły Ojcu Świętemu Pawłowi VI możliwości przyjazdu do Polski.

Trzecia niedziela Wielkiego Postu była w Polsce dniem modlitwy o przyjazd papieża. Organizowaliśmy czuwania nocne na Jasnej Górze w tej intencji. Ale widocznie wola Boża była inna. Na kilka dni przed 3 maja Ojciec Święty przysłał oficjalną depeszę, w której czynił naszego Ojca swoim legatem na uroczystościach jasnogórskich. Do ostatniej chwili nie wierzono, że papież nie przyjedzie. Ciągle się wydawało, że coś się stanie i Ojca Świętego wpuszczą do Polski. Ale gdy Prymas Polski został legatem papieskim, wszyscy uwierzyliśmy, że fotel papieża będzie pusty.

Ojciec już dwa dni wcześniej przyjechał na Jasną Górę z obawy, że jako legat papieski może nie zostać wpuszczony. Siedział sobie cichutko u Matki Bożej i modlił się. A my przygotowywałyśmy wszystko, co było potrzebne i co do nas należało, na samą uroczystość. Pisałyśmy tekst procesji po wałach z Cudownym Obrazem Matki Bożej, a także misterium – słuchowisko. Ojciec przychodził do nas jak zawsze spokojny i ufny wobec woli Bożej. Cały naprawdę „Soli Deo”.

2 maja po południu Ojciec pojechał autem do domu biskupiego i stamtąd wyruszył uroczyście w procesji na Jasną Górę. W bramach Jasnej Góry legata papieskiego witał generał Zakonu Paulinów o. Jerzy Tomziński. Witał go chlebem i solą, następnie wręczył mu klucze Jasnej Góry. Tłum był tak wielki, że nie można było stworzyć legatowi żadnej ochrony. Była to chwila naprawdę niebezpieczna. Przy wejściu do bazyliki zabrzmiał hymn „Tu es Petrus”. Świątynia jasnogórska zamieniła się w Bazylikę św. Piotra. Papież stał się obecny w osobie swego legata – umiłowanego Prymasa Polski. Powitanie przez Biskupa Częstochowskiego odbyło się w kaplicy Matki Bożej. Wszyscy witający przemawiali krótko, a Ojciec im wspaniale odpowiedział już w Kaplicy.

3 maja 1966 r. wstał poranek tak piękny, tak cudowny i ciepły, że od lat nikt nie pamiętał tak pogodnego święta Maryi Królowej Polski. Był to jeden ze znaków – wymodlony zresztą czuwaniami nocnymi – jak Matce Bożej się to wszystko podoba. Plac nie był tak nabity jak w dniu Ślubów Jasnogórskich w 1956 r. Przed 3 maja prowadzona była na wielką skalę propaganda, aby nie przyjeżdżać na Jasną Górę, bo ludzie nie będą wpuszczani, gdyż tylko za biletami będzie wstęp nawet na plac. A jednak plac, choć nie był wypełniony, był naprawdę pełny. Według obliczeń, było od 300 do 500 tys. ludzi.

Już przez długi czas przed tym wydarzeniem bardzo gorąco prosiłam Matkę Bożą, by w tym dniu postawiła mnie tam, gdzie Ona chce mnie widzieć. Zamierzałam nie starać się o żadne specjalne miejsce dla siebie, tylko być tam, gdzie mnie Ona ustawi. Choćby w alei między parkami albo pod trybunami. Błagałam: „Maryjo! W ten największy dzień, w tym wielkim momencie składania Aktu postaw mnie tam, gdzie Ty chcesz”. I Matka Boża mnie „ustawiła”. O. Jerzy Tomziński przyniósł mi poprzedniego dnia bilet ze słowami: „Masz, Marysiu, bardzo dobre miejsce. Odpowiedni ludzie jutro ci je wskażą”. Podziękowałam serdecznie, nie mając pojęcia, gdzie to jest. O. Jerzy na pewno też tego nie wiedział, bo nigdy by mi takiego biletu nie dał. Miał najlepsze intencje ofiarowania jak najwspanialszego miejsca.

Uroczystość zaczęła się o godz. 10.30 Procesją Dziesięciu Wieków, którą pisałyśmy razem z ks. Marianem Piątkowskim z Poznania. Cudowny Obraz był niesiony w procesji, a potem został wystawiony pod Szczytem na specjalnym tronie. Procesja miała dziesięć stacji, które odpowiadały dziesięciu wiekom naszej historii. Przy każdej stacji zmieniały się grupy niosące Cudowny Obraz. Z bazyliki Obraz Matki Bożej wynieśli księża biskupi z Ojcem na czele. Na tron przy ostatniej stacji wniosły Matkę Bożą Komisja Maryjna i ósemka pod przewodnictwem Ojca Prymasa Polski. Wzięliśmy Obraz na ramiona przy ostatniej stacji Drogi Krzyżowej i donieśliśmy aż na tron pod Szczytem.

Gdy ustawiliśmy Obraz na tronie, pobiegłam z biletem szukać swego miejsca. I co się okazało: miejsce to było dosłownie pod trybunami; ciemny loch, z którego nie było widać ani placu, ani tronu Matki Bożej, ani Szczytu, ani Jasnej Góry, ani Ojca. Po prostu niczego. Było tam chłodno, ciemno i stało wiele krzeseł, na których siedzieli starsi panowie. Uciekałam jak zmyta z krzykiem w sercu: „Matko Boża! Ty mnie ustaw”. Pobiegłam na podium, najbliższe tronu Matki Bożej i Ojca. Wpuszczali tam tylko Polonię zagraniczną – jedyną zresztą grupę polonijną, którą władze wpuściły do Polski. Bardzo surowi panowie sprawdzali, kto wchodzi na to podium. Jakiś pan, widząc, że się przepycham po schodach do góry, zawołał: „Polonia?”. Odkrzyknęłam: „Oczywiście, Polonia!” – myśląc o tym, że jestem przecież Polką. Podium było tak nabite, że ustawiono mnie przy barierze jako pierwszą przy Obrazie Matki Bożej i przy fotelu Ojca. Stałam dosłownie jakieś dwa metry od tronu. Obok stał pusty fotel nieobecnego Ojca świętego Pawła VI, pełen biało-żółtych róż.

Najpierw Ojciec dokonał zmiany koron – Piusowych na milenijne. Wcześniej przeor Jasnej Góry, którym był wtedy wspomniany o. Teofil Krauze, powiedział wzruszające słowa: „Dlatego pokornie proszę, byś dłonią Ojca świętego poświęcił, Legacie Pawła VI – a prymasowską nałożył korony naszej Zwycięskiej Pani i Jej Synaczkowi”. Po zmianie koron fanfary zagrały „Gaude Mater Polonia”. Potem rozpoczęła się uroczysta Suma pontyfikalna, którą celebrował abp Karol Wojtyła. (Gdy jako papież po raz pierwszy przyjechał na Jasną Górę w 1979 r., powiedział, że nigdy, do końca życia nie zapomni tej Mszy milenijnej, celebrowanej 3 maja). Szaty liturgiczne i wystrój ołtarza były specjalnie wykonane na ten dzień.

Po Ewangelii Ojciec, jako prymas Polski i legat papieski, odwrócił się twarzą do placu wypełnionego rzeszą ludzką. Kazanie było wspaniałe. Ojciec przywoływał w tej dziejowej chwili wszystkich Polaków, którzy przeszli przez ziemię ojczystą do Bożego nieba, w znaku wiary. A potem – krótki hejnał. Biskup Częstochowski i Generał Zakonu Paulinów podają Księdzu Prymasowi Księgę Aktu Oddania Polski. Stają po obu stronach jako urzędowi świadkowie. Episkopat wstaje, za nim wszyscy. Ksiądz Prymas zaczyna odczytywać słowa Aktu: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Ojcze Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojcze wszystkich dzieci Bożych (...)!” – i jeszcze długie było wołanie do Boga. A potem nastąpił zwrot do Matki Najświętszej: „Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska (...). Oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się Królestwa Chrystusowego na ziemi (...)”.

Potem znowu zabrzmiały fanfary i dalej sprawowana była Msza św. Po niej – jak grom huknęły ze Szczytu „Boże, coś Polskę” i „Ciebie, Boga, wysławiamy”. Cała uroczystość trwała pięć godzin.

Po wieczornej Mszy św. był uroczysty Apel w postaci misterium: „Wielki Apel nowego Tysiąclecia – Mandatum Novum”. Jego istotą było: „Przebaczamy”. Wszystko wszystkim, na zawsze – przebaczamy. Tak jak pierwsze tysiąclecie Polski chrześcijańskiej zaczęło się w znaku wiary, drugie tysiąclecie zaczęło się w znaku miłości i przebaczenia.

Milenijny Akt Oddania

Kończył się wielki, historyczny dzień 3 maja 1966 r. A więc – stało się! Milenijny Akt Oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Ojczyźnie i na świecie został złożony. To, czego pragnął Ojciec przez tyle lat, stało się rzeczywistością. Był to szczyt postawienia wszystkiego na Maryję. Polska stała się autentycznym niewolnikiem Maryi, Matki Kościoła, za Kościół Jej Syna. Niewolnikiem Maryi za wolność Kościoła! Odtąd Polska już nie należy do siebie, jest narzędziem w rękach Matki Najświętszej na rzecz Kościoła świętego. Matka Boża może teraz z nami, z całą naszą Ojczyzną, robić, co zechce, byleby tylko nie wygasła wiara Polaków, byleby na ziemi polskiej Kościół cieszył się wolnością, byleby rosło Królestwo Chrystusowe i sprawa Boża w Polsce i na świecie. Jeżeli my tak zawierzyliśmy Maryi, że oddaliśmy Jej Polskę za Kościół, to przecież Ona tym bardziej daje nam teraz gwarancję, iż mimo strasznej ateizacji Kościół na ziemi polskiej nie zginie, będzie rósł, potężniał, aż wypełni dzieło Chrystusowe do końca. Ojciec tym Aktem naprawdę uratował Kościół w Ojczyźnie (...).

Akt Oddania był także za wolność Kościoła powszechnego i za jego rozwój na ziemi. My, słabi, prześladowani, udręczeni, pragniemy jeszcze mocą Maryi pomóc Kościołowi na świecie. I znowu teraz, po latach, widzimy, że pomogliśmy, że nasze marzenie i pragnienie niesienia pomocy Królestwu Chrystusa na ziemi stało się faktem. Przecież z tego Aktu Milenijnego, jak całym sercem wierzę, wyrósł papież z Polski – Jan Paweł II. Przecież to do naszego narodu kardynałowie wyciągnęli rękę o pomoc dla Kościoła powszechnego i Polska dała swojego syna na ratunek światu, zagrożonemu kompletnym laicyzmem. To są owoce Aktu Oddania z 3 maja 1966 r. – tak wierzę. Dlatego gdy dzień ten miał się ku końcowi, serca nasze płonęły miłością i wdzięcznością dla Chrystusa, że zażądał od nas, Polaków, takiego heroicznego Aktu Zawierzenia Jego Matce. Ojciec był promienny jak słońce. Jego marzenie stało się ciałem.

Król Jan Kazimierz ogłosił Maryję Królową Polski. I to się tak przyjęło w narodzie, że nikt z wierzących Polaków nie ma wątpliwości, iż Maryja jest Królową Polski. Prawda ta nieraz w ciągu wieków się zaciemniała, po to, by potem wybuchnąć na nowo. Tak odżył ten fakt po trzystu latach w Jasnogórskich Ślubach Narodu. I to, żeśmy złożyli Akt oddania się Maryi za Kościół, może zacierać się czasami w świadomości wierzących Polaków. Przyjdą jednak czasy, że Akt ten znowu zapłonie w sercu narodu polskiego. Stanie się to dzięki tym ludziom, którzy będą Aktem Milenijnym żyli na co dzień i wypełniali go we własnym życiu.

4 maja Prymas Polski odprawił Mszę św. w Kaplicy Matki Bożej przed Cudownym Obrazem. Twarz jego, choć zmęczona, promieniała. Po Mszy św. o Matce Bożej Jasnogórskiej Ojciec zwrócił się do wiernych i wygłosił swoje przemówienie: „Co stało się wczoraj na Jasnej Górze”. Potem było śniadanie u nas w Instytucie i przeogromna radość z Ojcem. Tak wielka, że nie da się jej opisać.

Uroczystości milenijne na Jasnej Górze zakończyły się 4 maja po południu Nieszporami i kazaniem bp. Jerzego Modzelewskiego. Gdy ludzie rozeszli się do domów, lunął deszcz tak rzęsisty, że było to jakby urwanie chmury. Deszcz ten omywał plac jasnogórski i całą Częstochowę. Wszyscy ze zdumieniem powtarzali: a jednak ta pogoda była wymodlona, dana tylko na uroczystości milenijne na Jasnej Górze, a teraz rozpoczyna się normalny, polski maj.

Maria Okońska (1920 – 2013)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...