Jest dobrze. Bo jesteś!

Droga 17/2016

Akceptacja siebie to bezwarunkowe i całkowite przyjęcie siebie samego takim, jakim się jest. Taka postawa to nie jedna z wielu opcji, ale podstawa. Wszystkiego.

 

Wydaje ci się, że to przesada? Uświadom sobie, że od tego, czy akceptujesz siebie, zależą: twoja wiara w siebie, odwaga do podejmowania wyzwań, sposób przeżywania porażek, gotowość wchodzenia w relacje. Od tego zależy, jak przeżyjesz swoje życie. Mądrze, szczęśliwie, realizując swoje powołanie? Czy w lęku i walce z samym sobą?

Zachwyt stworzenia

Wydaje ci się, że taka mowa o akceptacji jest niepotrzebna? Może tylko dla tych słabych, co się nad sobą użalają, a nie potrafią się ogarnąć. Że tak naprawdę liczy się silna wola i praca nad sobą, dzięki której życie realnie zmienia się na lepsze. W takim razie sięgnij do początku. W raju Bóg stworzył nas dobrymi. Sam ten akt stworzenia był czymś dobrym. To, że zaistnieliśmy, było dobre. Grzech, słabość, choroby, śmierć przyszły dopiero później. Jeśli więc chcesz nad sobą pracować, to wspaniale. Ale zawsze zaczynaj od uznania dobra: tego pierwotnego, że istniejesz. Wychodząc z tego punktu, możesz spokojnie przyjrzeć się swoim słabościom i błędom, które popełniłeś. To właśnie znaczy „stawać w prawdzie” – widzieć swoje braki w perspektywie zachwytu nad własnym istnieniem! Zachwytu, bo stworzył cię Bóg i to, że zaistniałeś, jest dobre.

Wydaje się to proste i logiczne. W praktyce nie wszyscy potrafią tak na siebie spojrzeć.

Pokusa perfekcji

Jeśli jeszcze nie odkryłeś akceptującego spojrzenia Boga, jeśli nie doświadczyłeś go w ważnych dla ciebie relacjach, to możesz mieć z tym problem. Możesz wtedy myśleć, że aby być kochanym, nie wystarczy po prostu być. Raczej: trzeba na miłość zasłużyć. I w tym celu należy robić wszystko idealnie. Każdą swoją słabość wyolbrzymiasz. Każdy swój błąd rozpamiętujesz, trudno ci potraktować go jako okazję do uczenia się. Choćbyś dał z siebie wszystko, zawsze zostanie mały margines, że mogłeś dać jeszcze więcej, lepiej. Nie zadowala cię „wystarczająco dobrze”. W takiej postawie dążenia do perfekcji zatracasz proporcje. Nie potrafisz docenić siebie za to, ile pracy w coś włożyłeś. Czy rzeczywiście to, co uznajesz za wadę, jest tak wielkim problemem? A może w oceanie dobra, który jest w twoim życiu, to tylko mała kropla? I pochłania cię tylko dlatego, że poświęcasz jej tyle uwagi. W przeciwnym razie dawno by się rozpłynęła.

Pomyśl o tym, że taki, jaki jesteś, możesz tworzyć wystarczająco dobre rzeczy. Bez fasady bycia idealnym.

Lepszy czy gorszy

Równie ważnym wrogiem akceptacji jest porównywanie się do innych. Ktoś powiedział: jeśli chcesz zmienić swoje życie w piekło, porównuj się. Porównywanie to wystawianie ocen. Gdy oceniasz, nie skupiasz się na relacjach, ale na tym, czy ktoś jest lepszy czy gorszy od ciebie oraz na tym, jak ty się w związku z tym czujesz. Zawsze znajdą się ludzie, którzy robią coś albo wyglądają lepiej od ciebie, i tacy, których kosztem możesz się dowartościować, bo wypadają gorzej. Sęk w tym, że tak naprawdę nie wiesz, co stoi za tym, co ty oceniasz jako sukces lub porażkę drugiej osoby. Odwracając: jeśli chcesz mieć kawałek nieba na ziemi, przestań się porównywać.

Dlaczego ocenianie innych i siebie przeczy akceptacji? Bo akceptacja to przyjęcie wszystkiego takie, jakie jest. Jest miejsce na słabość, cierpienie, zmaganie. Jest miejsce na dumę i radość. Twoje uczucia, stany, działania nie mają wpływu na fakt, że twoje istnienie jest cudem. Że jest godne, by za nie dziękować.

Jak śpiewają dzieciaki z Arki Noego: „Taki, jaki jesteś, jesteś fajny! Nie musisz być idealny!”. Cokolwiek o sobie myślisz, uświadom sobie to jedno: dobrze, że jesteś!

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama