Objawienia są jak dzwonek alarmowy

Don BOSCO 5/2017

Z ks. prof. Wojciechem Życińskim SDB, kierownikiem Katedry Mariologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, rozmawia Grażyna Starzak.

 

— Jaką rolę pełnią objawienia maryjne w naszym życiu?

— One są czymś w rodzaju, jak mawiał o. prof. Stanisław Celestyn Napiórkowski, dzwonka alarmowego, który się włącza, kiedy jakaś prawda ewangeliczna jest zaniedbywana, zapominana. Maryja w przywołanych objawieniach nie prosi o rzeczy nadzwyczajne, tylko o modlitwę, pokutę, post, pokój. Na tym polega istota: to wołanie o bycie lepszym, o pracę nad sobą, o powrót do Ewangelii. To jest repetytorium z Dobrej Nowiny.

— Czy każdy katolik jest zobowiązany do tego, by w nie wierzyć?

— Nikt nie ma obowiązku wierzyć w prywatne objawienia i stosować się do poleceń czy próśb Maryi. Nie ma takiego obowiązku, nawet gdy objawienia zostały uznane za autentyczne. Nikt nie musi się do nich stosować, z jednym wyjątkiem — osób widzących, czyli doświadczających tychże objawień. Jeśli widzenia uznane zostały za autentyczne, te osoby zobowiązane są stosować się do poleceń wynikających z przesłania objawieniowego. Chodzi o to, że prywatne objawienia nie mają za zadanie poprawiania czy uzupełniania Ewangelii. Mamy objawienie w Chrystusie i do niego jesteśmy zobligowani w wierze i życiu, a z innych objawień można korzystać, jeśli służą rozwojowi duchowemu, poprawie życia, czynią lepszym chrześcijaninem i są zgodne z duchem Chrystusa.

— W przypadku objawień fatimskich nawet papieże stosowali się do wskazówek, jakie siostra Łucja – jedna z widzących — dostała od Maryi…

— Z objawieniami fatimskimi była zabawna sytuacja. Maryja domagała się, by Łucja wzywała do poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Odbywało się ono kilka razy. Paweł VI dokonał tego aktu w sposób ogólny, a potem powtórzył go Jan Paweł II. Łucja nie uznała ich jednak za właściwe, bo miało być to poświęcenie kolegialne — dokonane przez wszystkich biskupów świata w jedności z papieżem. Jan Paweł II zgodził się na taki akt. Wyznaczono dzień, jednak wysłane pocztą listy w tej sprawie nie dotarły na czas do wszystkich biskupów. Łucja znowu tego nie uznała. Kolejnym razem poczta już zadziałała. W czasie uroczystości w Bazylice św. Piotra rozpętała się jednak gwałtowna burza, uderzył piorun i w Watykanie zabrakło prądu. Pomimo trudności poświęcenie zostało uznane. Warto w tym miejscu wspomnieć, że objawienia w Fatimie zakończyły się w październiku 1917 roku, a chwilę po nich wybuchła rewolucja bolszewicka. Natomiast ostatnie poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi odbyło się w 1984 r. Rok później w Związku Radzieckim rozpoczęła się pierestrojka. Czy tę koincydencję można nazwać zbiegiem okoliczności?

— Dlaczego w Fatimie Maryja wybrała akurat dzieci?

— Wybrała dzieci, bo może sugerowała się słowami Pana Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy Królestwo Boże”.

— Katolicy w Polsce odmawiają różne modlitwy fatimskie. Które, w opinii Księdza Profesora, powinniśmy w pierwszej kolejności? 

— Najlepiej by było, żeby wszystkie. Niekoniecznie na raz, skomasowane. Trzeba sobie wyznaczyć jakiś cykl. W żadnej z tych modlitw na pewno nie ma nic, co by zniechęcało czy było czymś złym. Jeśli komuś służy i pomaga każda jest dobra.

— A nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, zawarte w drugiej części tajemnicy fatimskiej?

— Jak najbardziej. To nabożeństwo praktykowane jest w pierwszą sobotę miesiąca. Sobota to dzień maryjny od dawien dawna. Tak jak pierwsze piątki poświęcone są Najświętszemu Sercu Jezusa. Udział w takim nabożeństwie wyzwala w człowieku chęć do większego zaangażowania się, do służenia, do bycia lepszym.

— Księże Profesorze, czy objawienia zdarzały się wyłącznie katolikom?

— W grupie widzących byli różni ludzie. Nie tylko katolicy. Również obojętni religijnie, zaniedbani, niewykształceni, analfabeci, nawet ateiści. Bo trzeba pamiętać, że objawień na przestrzeni ponad dwudziestu wieków Kościoła były tysiące. Jako pierwsze odnotowano objawienie przypisywane Grzegorzowi Cudotwórcy z 271 lub wcześniejszego roku. Pojawił się wówczas problem ze sformułowaniem symbolu wiary — credo, który rozwiała Matka Boża z Janem Ewangelistą, dyktując Grzegorzowi właściwą formułę. Księgi apokryficzne podają jeszcze wcześniejsze objawienia. Apostołom rozproszonym po różnych kościołach, gdzie ewangelizowali, miała się objawić Matka Boża i poinformować o swojej śmierci, dzięki czemu zjawili się na jej pogrzebie. W samym tylko XX wieku odnotowano ponad czterysta objawień, a za wiarygodne uznano tylko cztery, czyli jeden procent. To te z Fatimy (Portugalia), te w Betania-Cua (Wenezuela), w Beauraing i Banneux (Belgia). Było jeszcze jedno objawienie w Kibeho w Rwandzie, ale ono zostało zatwierdzone w XXI wieku. W XXI wieku — 4 maja 2008 roku — potwierdzono także objawienie w Laus we Francji, które wydarzyło się kilka wieków wcześniej (w 1664 r.), ale je zaniedbano i przypomniano sobie o nim dopiero w 2003 r. przy okazji procesu beatyfikacyjnego jednej z widzących — Benoîte Rencurel.

— Co jakiś czas, również obecnie, słyszymy o ludziach, którzy mają nadprzyrodzone wizje i czują się powołani do obwieszczenia ich innym. Jaki stosunek powinniśmy mieć, jako chrześcijanie, do tego typu zjawisk?

— Trzeba odróżnić objawienia prywatne od objawienia publicznego, które zostało dokonane i wypełnione w Jezusie Chrystusie. Jest to objawienie jedyne, zakończone wraz z określeniem kanonu Ksiąg Nowego Testamentu, obok którego nie ma już innych objawień publicznych. To, co konieczne dla wiary, czego człowiek sam by nie rozpoznał, zostało nam przekazane w objawieniu Chrystusa, co nie znaczy, że wszystko zostało objawione dla wszystkich. Treść objawienia dokonanego przez Chrystusa jest powszechnie zobowiązująca jako źródło naszej wiary koniecznej do zbawienia. Natomiast przesłanie, jakie towarzyszy z reguły objawieniom prywatnym, nawet jeśli zostały one zatwierdzone przez Kościół, nie zobowiązuje nikogo do takiej wiary poza tymi, którzy ich doznali.

Jeśli chodzi o objawienia prywatne, trzeba pamiętać, że Bóg posługuje się przyczynami wtórnymi, drugorzędnymi, czyli w kryzysowym momencie dla wiary przypomina pewne prawdy, które zostały zapomniane, zlekceważone albo nadużyte czy zniekształcone (np. człowieczeństwo Chrystusa, pośrednictwo Jego Matki czy świętych). Wtedy właśnie Matka Boża czy inni święci, z inicjatywy Boga, ukazują się komuś i zwracają uwagę właśnie na te kryzysowe, zapomniane aspekty wiary i Ewangelii.

— Na koniec zapytam Księdza Profesora o znaczenie pobożności maryjnej dla współczesnego rodzica i wychowawcy?   

— Odpowiedzią może być refleksja na temat, „kim była Maryja?”. A więc była matką, służebnicą, nauczycielką. Każdy rodzic pełni taką funkcję. Zarówno matka, jak i ojciec. Ten, który służy, przede wszystkim dzieciom, rodzinie, ale też nauczyciel, który uczy i wychowuje. Maryja to wzór. Kochać Boga trzeba tak, jak kochała Maryja i z Maryją. Służyć Bogu tak, jak służyła Maryja i służyć z Maryją. Wierzyć Bogu tak, jak wierzyła Maryja i z Maryją. To jest istota pobożności maryjnej.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama