Kapłan wśród chorych - Obyś nie był letni

Pokazywał jak w życiu codziennym, bez podniosłości i zadęcia, łączyć pracę z treścią przykazań. Nie pozwalał zepchnąć Boga na boczny tor i traktować Go jako osobistą, prywatą sprawę. Był rzeczowy, konkretny nie tylko w słowach ale i w czynach. Był obecny przy nas w każdym momencie; i w smutnych i radosnych godzinach życia szpitala. Apostolstwo Chorych, 5/2007




Dnia 16 grudnia 2006 roku odszedł od nas ksiądz Antoni Wala, który od 31 sierpnia 1981 roku był kapelanem w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Tychach. Całe swoje powołanie i pracę duszpasterską zawierzył opiece Matki Bożej. Zawsze witał się z ludźmi charakterystycznym pozdrowieniem: „Ave", które również widniało wypisane na kieszonce Jego szpitalnego fartucha. Stąd też dla nas wszystkich; i dla pracowników i dla pacjentów, od zawsze był po prostu księdzem AVE.
Przez prawie 26 lat pracy kapelana w tym miejscu uświęconym cierpieniem, wycisnął wielkie piętno swojej ciekawej osobowości.

Wzbudzał emocje, nie przechodził obojętnie, swoim zachowaniem, sposobem bycia prowokował. Tak jak mówi Apokalipsa św. Jana ,. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust".

Lata osiemdziesiąte to trudne czasy „Solidarności'' i stanu wojennego. Nie zważając na konsekwencje, od początku całkowicie zaangażował się w pomoc represjonowanym, internowanym, pozostawionym bez środków do życia. Pomagał im nie tylko duchowo, ale również materialnie. Pomagał żonom i dzieciom, którym odebrano mężów i ojców. Szukał schronienia dla ukrywających się ludzi „Solidarności"", pożyczał zakazaną literaturę.

Pomagał ludziom złamanym nałogami, samotnym potrzebującym rady i pomocy, nie radzącym sobie z problemami otaczającego świata. Był zawsze i dla każdego. Każdy nierozwiązywalny nasz problem, był dla Niego wyzwaniem, stawał się Jego problemem. Jego odpowiedzi i rady w pierwszej chwili mogły zaskakiwać, ale w końcu zawsze (nawet po kilku latach) przyznawaliśmy Mu rację. Kim był dla nas ksiądz Antoni?

Był dla nas Ojcem i był dla nas Nauczycielem. Niestrudzenie, codziennie od nowa uczył nas przeznaczania swojego czasu na odwiedzanie chorych, rozmowy z nimi. Pokazywał jak w życiu codziennym, bez podniosłości i zadęcia, łączyć pracę z treścią przykazań. Nie pozwalał zepchnąć Boga na boczny tor i traktować Go jako „osobistą, prywatą sprawę"'. Był rzeczowy, konkretny nie tylko w słowach ale i w czynach. Był obecny przy nas w każdym momencie; i w smutnych i radosnych godzinach życia tego szpitala. Był zawsze z otwartą, pomocną dłonią skierowaną w naszą stronę. BYŁ z nami zawsze.

Dla nas (w pewnym sensie) jest nie do zastąpienia. Numerycznie - tak; ale jakościowo - nie. Księdza Avego nie da się zastąpić.
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...