Powroty

Artykuł z cyklu: Odrzucić okrucieństwo zawieszonych w duchowej pustce powrotów Wśród naszych prywatnych obowiązków powinny przeważać zajęcia wprowadzające ład. Azymut, Nr 3/2002

Bardzo to przeżywałem. Baśń o chłopcu, który ucieka z domu, gubi się w sztolni, wychodzi z trudem ku światłu, włóczy się jakiś czas po obcych okolicach, wreszcie decyduje się na powrót i odnajduje drogę do domu. Ale przystaje, napawa się tym powrotem, szuka dla niego szlachetnej oprawy, smakuje. Jakież chwile szczęścia! Tyle jeszcze kilometrów do domu, a przecież już jest u siebie i zdaje się, że sama okolica go rozpoznaje - tak natęża się ptasi śpiew i kondensują żywiczne i kwaśne zapachy lasu, a blade zawsze polne kwiaty biorą na siebie czyste czerwienie, żółcie i błękity. Zaraz za strachem na wróble i sypkimi kartoflanymi wzgórkami ścieżka ostro odbija na lewo, koszowe złote ule, grusze i strzecha domu. Skrzypi żuraw u studni i z komina idzie dym, bo niedługo południowy posiłek. Ucisk w gardle, kiedy popycha furtkę. Nikogo. Wreszcie drzwi od domu uchylają się i idzie ku niemu zgięta wpół, podpierając się kosturkiem, staruszka, jędza właściwie, baba-jaga. Dalej w baśni jest o tym, jak chłopiec się przedstawia, jak pyta o matkę, jak dowiaduje się o sobie, że był w tym domu ktoś o podobnym imieniu, ale zaginął siedemdziesiąt lat temu. Wychodzi na to, że ta stara kobieta to jego siostra. Chłopiec musi uciekać, bo przerażona kobieta woła na pomoc sąsiadów. Biegną ludzie z kijami, żeby przepędzić małego oszusta.










«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama