W polskiej Niniwie

Utożsamiam się z jej Kościołem i jeśli pragnę mówić o słabościach, to nie na zasadzie stania obok. Myślę zatem, że zasadniczym naszym problemem jest brak spójności niektórych grup z resztą Kościoła, co powoduje, że czują się „wyżsi”, lepsi, bardziej światli, ale nie wiedzą, że w ten sposób tracą logikę ewangeliczną. Niedziela, 6 maja 2007




Ks. Zbigniew Suchy: – Księże Arcybiskupie, odnosi się czasem wrażenie, że my, kapłani, ale i biskupi, zachowujemy się jak ludzie goniący za własnym cieniem. Lustracja, weryfikacja... a Ewangelia jest jakby przysypywana kurzem. Dokąd będzie trwać ten paraliżujący lęk?

Abp Józef Michalik: – Tak to może wyglądać od strony obserwatora, który patrzy na polski „kairos” z zewnątrz i nieco powierzchownie. W moim odczuciu w rdzeniu Kościoła realizuje się głęboka prawda Ewangelii. Moje spotkania z księżmi ujawniają, że zmienia się i pogłębia nasze spojrzenie na Kościół. Pojawiły się bardzo radosne i oczekiwane oznaki miłości do tej wspólnoty cierpienia, zrodzonego z ludzkiej słabości. Kolejne informacje, czasem bolesne, potęgują modlitwę za Kościół, ale i modlitwę o nadzieję. Rodzi się także modlitwa za ludzi, którym nie udało się z różnych powodów ustrzec przed słabością. Biskupi, kapłani, a także my wszyscy uczymy się lub może raczej dojrzewamy do głębszego zrozumienia ducha pokory. Kościół oczyszczający się nie może być społecznością słabych, przestraszonych, on właśnie przez to oczyszczenie umacnia się, bo pełniej żyje w prawdzie.

Wierzę, że z tego doświadczenia Kościoła zrodzi się dobro, że na nowo – jak w uczniach Jezusa udających się do Emaus – zapałają w nas serca (por. Łk 24, 32) bogatsze w świadomość, że i w tę „noc lustracyjną” Jezus idzie z nami i objaśnia nam „pisma doczesności”, byśmy pełniej poznali Go przy łamaniu chleba.

– Wydaje się rzeczą konieczną podjęcie przez ten zbolały Kościół wysiłku profetycznego.

– Jest jeszcze jedna prawda, za którą trzeba dziękować Bożej Opatrzności. W tym doświadczeniu odkryliśmy dar Kościoła żyjącego w sercach ludzi świeckich. Nie spełniły się niedobre nadzieje żywione przez ludzi nieżyczliwych Kościołowi. Laikat w sposób bardzo dojrzały podszedł do tego doświadczenia Kościoła, który spektakularnie dotknął biskupów i księży.

Ostatnio dotarł do mnie list z Austrii, od świeckiego człowieka, który pisze m.in.: „Jako Kościół, możemy w tym czasie skorzystać z dydaktyki zawartej w Księdze Jonasza. Nasz Ojciec zobaczył wielki grzech mieszkańców Niniwy i wysłał do nich wraz ze swoim Słowem Jonasza”. To bardzo ciekawa myśl. Jonasz nie chciał podjąć się misji. Bardziej zawierzył własnym, ludzkim kalkulacjom niż Bożym zamiarom. Bóg jednak nie zrezygnował z Jonasza. Poprzez wydarzenia jego życia doprowadził go do pogłębienia i wiary, i pokory. Świadom swej słabości, Prorok ostatecznie w imię Boga kieruje swoje kroki ku Niniwie i, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, odnosi sukces.

Historia Jonasza doskonale wpisuje się w tegoroczny program duszpasterski, nawołujący do przyjrzenia się powołaniu każdego z nas. Jonasz w trudzie bolesnych doświadczeń odkrywa swoją profetyczną misję, którą winien realizować nie wbrew, ale mimo swojej słabości. To świetny materiał do refleksji dla nas, ludzi Kościoła, a raczej dla nas jako Kościoła.

– Pozostańmy przy tym obrazie. Polski Kościół – nazwijmy go Jonaszem Nowego Czasu – również odkrył swoją słabość. Świadom ograniczoności, musi iść i głosić polskiej Niniwie prawdę o potrzebie powrotu do Ewangelii. Jakie, zdaniem Księdza Arcybiskupa, są niedoskonałości polskiej Niniwy, które mogą wzbudzić Boży gniew?

– Nie chcę czynić się recenzentem polskiej rzeczywistości. Utożsamiam się z jej Kościołem i jeśli pragnę mówić o słabościach, to nie na zasadzie stania obok. Myślę zatem, że zasadniczym naszym problemem jest brak spójności niektórych grup, może nawet pragnących czuć się katolickimi, z resztą Kościoła, co – z braku pokory i łaski – powoduje, że czują się „wyżsi”, lepsi, bardziej światli, ale nie wiedzą, że w ten sposób tracą logikę ewangeliczną. Na szczęście, nie znajdują aplauzu wśród nas, upokarzanych i maluczkich.

Następna słabość – to brak poczucia tożsamości w życiu społecznym, publicznym. Ten rozdźwięk ujawnia się podczas każdorazowych wyborów. Katolicy grzeszą zaniechaniem publicznej odpowiedzialności oraz brakiem nadziei na poprawę sytuacji i oddają władzę ludziom, którzy głoszą hasła dalekie od wskazań Ewangelii. Ta nieobecność jest owocem zniechęcenia propagandą dawnych lat i brakiem pozytywnych doświadczeń, ale – trzeba to jasno powiedzieć – nie jest wolna od odpowiedzialności za to wszystko, co zostało zaniedbane, i to od lat.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama