Chciałbym tego doczekać

Nie mogliśmy powstrzymywać kapłana, by przestał głosić Ewangelię. A ks. Popiełuszko zajmował się właśnie jej głoszeniem. Całe jego nauczanie wypływało z Ewangelii. Nie wiem, by coś innego czynił poza modlitwą i przepowiadaniem słowa Bożego. Niedziela, 21 października 2007




Milena Kindziuk: – Czy dziś, kiedy zbliża się kolejna rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, sięga Ksiądz Prymas pamięcią do tamtych dni?

Kard. Józef Glemp: – Te myśli powracają dosyć często. Są chwile, że przed oczami staje mi zarówno sam ks. Popiełuszko, jak i tamte wydarzenia sprzed lat.

– Kiedyś Eminencja powiedział, że to było chyba najtrudniejsze doświadczenie w całej posłudze biskupiej i prymasowskiej…

– Tak…Zastanawiam się nieraz, czy można było go uratować. Ludzie życzliwi ks. Jerzemu przyszli wraz z nim i proponowali wysłanie go na studia, może do Rzymu. Ks. Jerzy wyjechałby na moje polecenie, ale osobistej zgody na wyjazd nie wyraził.

– Dlatego te myśli wciąż wracają?

– Był to przecież dramat. Także mój dramat. Tragicznie zakończyło się życie mojego księdza. A ja każdego z kapłanów traktowałem po ojcowsku. Zarówno tych, których postawa była godna naśladowania, jak i tych, którzy przeżywali trudności czy się jakoś zagubili. To są przecież moi księża. I oni wszyscy często stają mi w pamięci.

Zawsze przeżywałem też śmierć każdego księdza, zdarzało się, że byłem świadkiem śmierci moich kapłanów, i to były trudne doświadczenia. Takie przeżycia biskupa bardzo dotykają. Śmierć ks. Popiełuszki była dla mnie jednak najbardziej tragiczna.

– Dlatego z ust Księdza Prymasa padły tak przejmujące słowa na placu Teatralnym w Warszawie w roku 2000: „Pozostaje na moim sumieniu jako ciężar to, że nie zdołałem ocalić życia ks. Jerzego Popiełuszki, mimo podejmowanych w tym kierunku wysiłków. Niech mi to Bóg przebaczy, może taka była Jego święta wola”.

– Żałuję, że nie mogłem ocalić życia ks. Popiełuszki. Ani starania moje, ani abp. Dąbrowskiego nie przynosiły skutków. Przeniesienie ks. Jerzego poza Warszawę (wyjazd do Rzymu był wspominaną możliwością) mogło uspokoić środowisko przy kościele św. Stanisława Kostki, gdyż każdy następca ks. Jerzego nie zdołałby przyciągnąć tłumów – to sprawiał szczególny charyzmat ks. Jerzego. Nie mogłem jednak nakazać ks. Jerzemu wyjazdu poza Warszawę, gdyż to byłoby odczytane jako kolaboracja z władzą i usunięcie niewygodnego kapłana na polecenie władzy. Wspomniałem kiedyś, że gdyby kard. Wyszyński był na moim miejscu, postąpiłby tak samo. I w tym, co się stało, widzę wolę Bożą. Dlatego trzeba dobrze zrozumieć, co było polityką, a co sprawą wiary. Gdy ktoś dobrze tego nie rozezna, może łatwo spłycić wszystko.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama