Słup w kręgosłupie

Słyszał ludzkie myśli, leczył nakładaniem rąk, wiedział, jakim wynikiem skończy się mecz bokserski. Robert Tekieli, bo o nim mowa, otworzył się na sferę demoniczną, okultyzm i magię. Potem przeżył nawrócenie i pojednał się z Bogiem. Teraz pomaga innym wychodzić z uzależnień. Niedziela, 2 marca 2008



Gdy proszę Roberta, by opowiedział o swoim nawróceniu, bez wahania zgadza się na spotkanie. Rozmawiamy w siedzibie warszawskiego Radia Józef, w którym od dziesięciu lat prowadzi audycję „Pocieszenie i strapienie”. Siedzimy przy stole. On – naprzeciw mnie, w czarnej koszuli i czarnej kamizelce, ze spojrzeniem utkwionym w dal. Kiedy zaczyna swą opowieść, zamyka oczy. Skupiony, poważny, w ciszy, która pozwala słyszeć oddech, opowiada swe dzieje.



Nie-Boska rzeczywistość


Dziennikarz i publicysta Robert Tekieli, rocznik 1961, wychowywał się w rodzinie, która nie była religijna. Do dziś pamięta pogrzeb dziadka, pierwszego sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR, bez księdza i bez krzyża. Na jego wychowanie większy wpływ niż rodzina miały lektury. Jako dziecko dużo czytał. Przebrnął przez całą 13-tomową encyklopedię powszechną, która w ówczesnym wydaniu ukształtowała młodego chłopaka w kierunku światopoglądu materialistycznego. Bóg stanowił jedynie hipotezę.

Na studiach był anarchistą. Śmieszyli go znajomi, którzy brali ślub kościelny. Nie rozumiał wtedy istoty sakramentu małżeństwa. A księży wyobrażał sobie jako tych, co przegrywają pieniądze w karty. Chodził wprawdzie na lekcje religii, ale nie miał pojęcia, czym jest sfera duchowa, nie mówiąc już o obecności Boga w życiu codziennym.

Pracował na szczytach kultury. Redagował „bruLion”, o którym sam pisał kiedyś w „Życiu Duchowym”: „Pismo młodych – zdolnych, porównywane przez poważnych autorów, takich jak Zbigniew Bieńkowski czy Maria Janion – z „Chimerą” i „Wiadomościami Literackimi”. Pisano o pokoleniu «bruLionu» jak wcześniej o skamandrytach albo pokoleniu ’68”.

– Byłem pyszny. Miałem poczucie, że jestem wspaniałym człowiekiem – mówi. Rozpoczął studia nad skutecznością i poszukiwaniem mocy. Zapisał się na kurs Doskonalenia Umysłu – niezwykle popularny, oparty na metodzie Silvy kurs medytacji dynamicznej. Otworzył go na nie-Boską rzeczywistość duchową: okultyzm i magię, czyli tajemne siły, za pomocą których można wpływać na życie i je kontrolować. – To otwarcie było wywołane sztucznie, przez tzw. małą śmierć – podkreśla. I dodaje cichutko: – Żyłem wówczas we wszystkich grzechach ciężkich.

Wtedy też zyskał niezwykłe właściwości: słyszał ludzkie myśli, leczył ludzi nakładaniem rąk, oddalał na przykład ból głowy albo przywracał spokój wewnętrzny. Przychodziły do niego po pomoc nawet chore zwierzęta. Potem założył z żoną klub „Gnosis”. – Brnąłem w sferę zła coraz bardziej i bardziej. A szatan miał satysfakcję – przyznaje dzisiaj.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...